Życie na kredyt

12 Wrz

Z relacjami międzyludzkimi jest chyba tak, jak powiedział Chris Rock w jednym ze swoich stand upów – „Poznając innych ludzi, nie wysyłamy na spotkanie siebie, wysyłamy własnego przedstawiciela i usiłujemy się jak najlepiej sprzedać…” Zgadza się: nie jesteśmy tak ładni, mądrzy lub inteligentni (kolejność nieprzypadkowa w tym dziwnym świecie). Czy za mało w nas polotu i finezji skoro musimy tworzyć kłamstwa na swój temat?.

Więc, czy ja się „sprzedałem”? Niejeden raz. Czy kogoś na takich zasadach bym „kupił”? Czemu nie?. Mimo wszystko chciałbym wierzyć, że potrafimy wyzbyć się kłamstw, póz i pustych zachowań, jednak nie da rady! Nawzajem się okłamujemy bo tak działa nasza natura. Kłamiemy by osiągnąć cel – zajebistość w życiu, pracy czy na dobrym melanżu. Najlepszym przykładem jest szukanie pracy np. na stanowiskach analitycznych. Kiedyś wiedziałeś, że jesteś dobry i mówiłeś to wprost. Ponieważ jednak dziś tysiące innych szukających pracy na takim stanowisku okazywało się tak zwanymi „plastikami” i mówili, że są dobrzy, to trzeba było wprowadzić nowy system rekrutacji. Tak narodziła się era testów i jej kolejne odsłony. Badania inteligencji miękkiej, twardej, badanie pamięci długo i krótkotrwałej oraz testy na rozumowanie – testy na możliwości przeprowadzania analiz i wyciągania syntetycznych wniosków. Firmy rekrutacyjne sporo się namęczyły aby zarobić na tym sporo kasy. Choć uważam takie testy za kpinę, bo badają one tylko pewien fragment umiejętności, to jednak czasem aż mnie korci, żeby przeprowadzić kilka takich na osobie, z którą chciałbym budować cokolwiek, co miałoby potrwać dłużej niż tydzień.

Zazwyczaj w codziennych relacjach zmuszeni jesteśmy do życia na kredyt. Inwestujemy, by kupić zaufanie, pozycję czy znajomości. Co prawda, od nas zależy, czy marzymy o dużej sumie i będziemy tym samym lizać tyłki, czy ten kredyt będzie mały i spłacimy go umiejętnościami. Cokolwiek wybierzemy, musimy być bezwzględni i pazerni w zbieraniu każdego pojawiającego się pieniążka – wszak okazje należy wykorzystywać, a tylko frajerzy są winni, że ich nie dostrzegają. Bezwzględność bierze się stąd, że jeżeli nie my, to ktoś inny. Jeżeli nie ja, to on lub ona. Świat nas usprawiedliwi, więc nie ma znaczenia, że wczoraj, dziś lub jutro czyjaś przegrana będzie naszą wygraną. Nazwijmy to jak chcemy – pazerność i oszustwo zawsze będą pazernością i oszustwem. Jednak jesteśmy tacy, a nie inni, ponieważ wciąż gonimy za szczęściem, miłością i bliskością. Chcemy się realizować i usłyszeć „Ty to jesteś zajebisty w tym co robisz”.

Najlepszym przykładem niech będę więc ja (moja skromność) i moja jeszcze niewydana książka (choć planuję ją wydać). Poznałem kiedyś dziewczynę, z którą byłem krótki czas. Ja młody i naiwny, ona trochę starsza i bardziej poukładana. Można by więc powiedzieć, że będąc na wirażu, haczyłem tyłkiem po bandzie. Ona widziała, jaki jestem. Posłużyłem się więc przebiegłością i napisałem pierwszy rozdział mojej książki (lub, jak kto woli, opowiadania) pt. „Wydawca – noże, łańcuchy i sex na biurku”. Tak właśnie narodził się Max Later. Stworzyłem fikcję, która przelana na papier dała namiastkę realności. Gdy spytałem jej się później, co sądzi o głównym bohaterze, powiedziała, że mogłaby się w nim zakochać. Po dwóch tygodniach byliśmy razem, a po pół roku skończyłem ze spapranym mózgiem. Takie są konsekwencje udawania kogoś, kim się nie jest.

Wielu naiwnie wierzy w nadejście sprawiedliwości, która odkryje wszechobecnie panujące kłamstwa. Niestety ona została upita i wydymana. Jest tak, ponieważ wielu w w dupie ma jakiekolwiek konsekwencje. Wielu to ci, którzy sprawiają, że najmocniej wierzymy w ich kłamstwa. Swoimi sztuczkami wywijają się z pozorowanych gierek, póz i sztucznych zachowań. W ten sposób to właśnie my stajemy się powiernikami tych konsekwencji! Zatem kogo obchodzi i komu szkodzi to, że kłamiemy, skoro wszyscy kłamią? Problem pojawia się tylko wtedy, gdy Ciebie okłamują.
Kiedyś powiedziałem znajomemu, że będę zawsze sobą, rozmawiając z fajną kobietą. Odrzekł, że gdy jestem sobą, jestem do dupy. Lepiej więc, bym kłamał. Wmawiamy sobie, że oszukujemy, by kochać i być kochanym. W przeciwnym razie czekać nas będzie samotność, a z niej trudna kochanka. Niestety, czy kłamię czy nie, wciąż jestem sam i bez względu na czas i miejsce myślę, że każdy potrzebuje odrobiny nadziei i szczęścia. Z niespłaconym długiem i w dziurawych butach idę więc nieraz przez miasto, udając, że mokną nie moje nogi. Bohaterowie o nadludzkich mocach zawsze istnieją tak długo, jak trwają wrogowie. Czy kiedyś byłem bohaterem? Może w jakimś stopniu. Czy chciałbym, by ktoś we mnie widział bohatera? Znacie odpowiedź.

Kłamię więc dalej, aby nikt nigdy nie dowiedział się o tym, jaki potrafię być w tym dobry i co staram się dzięki temu ukryć. Modlę się, aby uczciwość świata nigdy nie wytrzeźwiała i dalej dawała się dymać sponiewierana alkoholem. W końcu kłamstwo ma tylko jeden kierunek, z którego nie da się już zawrócić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.