Bej kontratak

25 Lip

Natchnięty tekstem „Miłego pobytu” mojego redakcyjnego compadre, Piotra „Burego” Burasa, postanowiłem napisać tekst, który być może ułatwi Wam, drodzy czytelnicy, kontakt z tzw. bejami z naszego podwórka. Zgadzam się w pełni z opinią, że Sopot to takie trochę Bej’nt Tropez, a więc powinniśmy poznać sposoby, jak najłatwiej i bez wyrzutów sumienia poruszać się wśród tej ważnej grupy zawodowej.

Beje to grupa nieszkodliwych i mało inwazyjnych dla społeczeństwa ludzi. Podobnie jak tegoroczna plaga biedronek mogą trochę wkurwiać, ale żeby od razu chcieć się ich pozbywać, to trochę tak, jakby mieć pretensje do Matki Natury, że stworzyła żuczki w czarne plamki. Co prawda nie ma jeszcze skutecznej metody obrony przed biedronkami, ale przed bejami możemy ustrzec się na kilka sposobów. Pamiętajmy, że niepozorni, często pachnący mało przyjemnie i wizualnie nieatrakcyjni potrafią być bystrzy i czujni. Jeśli tylko wyczują odrobinę empatii wśród przechodniów, zaatakują bez wahania. Wówczas najczęściej usłyszymy kilka łapiących za serce zwrotów:

#1. Panie (opcjonalnie) kierowniku, z więzienia wyszłem! Dorzuć na winko, pierwsze na wolności. – bardziej uprzejmi zaprezentują Wam niepełne, acz oryginalnie wybiórcze uzębienie.

#2. Kierownik, poratuj do piwka, pić się chce, a gorąco (na dworze 15 st.C) – uczciwy, bo od razu mówi, że na piwo.

#3. Kolego (dotyczy tylko młodych bejów) mieszkam na ulicy, mam rodzinę, nie mam pracy, chciałbym chlebek jakiś kupić. Żona mnie zostawiła, kolega wyszedł z więzienia itp. – nieuczciwy, kłamie, bo wyziew denaturatu z gęby świadczy, że na chlebek, owszem, ale nie do jedzenia.

#4. Koleżko (to opcja, która od razu przekreśla beja – koleżka to w kartonie obok, my jesteśmy kierownikami!), pożycz złotówkę! – Ta forma wkurza mnie najbardziej!

Tak się składa, że moje pokłady empatii wobec biedniejszych ludzi są ogromne. I pandy to wiedzą, bo idąc wśród tłumu, gdzie obok mnie spaceruje 200 tys. osób, bej idący z naprzeciwka ominie 199 tys. i z automatu zatrzyma mnie jednym z powyższych tekstów.

Jak najlepiej zareagować, by nie stracić całej kasy, jaką mamy w kieszeni? Oto moje podpowiedzi:

Bej kontratak

Kiedy widzicie, że bej już szykuje się, żeby zagaić, uprzedźcie jego pytanie i sami poproście o zeta. Daję słowo, że zdębieje. Będzie w takim szoku, że albo uśmiechnie się i powie, iż chciał zapytać o to samo, albo od razu odejdzie.

Panda podchodzi i zaczyna monolog o więzieniu. Zaczynamy wywiad środowiskowy. Im więcej pytań tym lepiej: gdzie siedziałeś? / za co siedziałeś? / z kim siedziałeś? / dobre dawali jedzenie? / ilu w celi? / kiedy wyszedłeś? / jak teraz będziesz żył na wolności? / pracowałeś? / co umiesz robić najlepiej? / masz rodzinę? / skąd pochodzisz? – itd. Zniechęcony ilością pytań i naszą wścibskością prędko odejdzie. A nuż przyłapiemy go na kłamstwie i okaże się, że wcale nie siedział w pace. Wówczas starcie BEJ vs MY zakończy się 0-1.

Zaczepia Was klient, który potrzebuje pożyczki: „Koleżko, pożycz zeta!” – sprawę załatwiamy psychologicznie – „Słuchaj, koleżko! Zasada jest taka, że jak się pożycza, to trzeba też oddać. A my się nie znamy, w sumie widzimy się po raz pierwszy w życiu, więc nie wiadomo, czy kiedyś jeszcze się spotkamy. Nie mogę ci pożyczyć, bo nie będziesz miał okazji, żeby zwrócić kasę!” – mówiąc to bądźcie ostrożni, tego tekstu nie można użyć w stosunku do każdego. Może wywołać agresję, niepotrzebnie wyprowadzić beja z równowagi. Najczęściej jednak spotkamy się z niedowierzaniem i lekkim zirytowaniem. Nie zapomnijcie o uśmiechu, bo ten często czyni cuda.

Ostatni sposób, to odbębnienie formułki o własnym zakredytowaniu na 300 tysięcy i obciążeniu hipoteki. Nie trzeba się rozwijać i podawać szczegółów, wystarczy, że zaproponujemy, by w zamian za drobną zapomogę bej przejął nasze zadłużenie i poznał się osobiście z naszym prywatnym komornikiem. Kiedy zaczniemy zapewniać, że w gruncie rzeczy to fajny gość, pomimo tego że w zeszłym tygodniu zabrał nam telewizor, absztyfikant z pewnością wykona szybki zwrot na pięcie i zaczerwieniony podejdzie do kolejnej osoby.

Istnieje jeszcze szansa, żeby być i empatycznym, i szczodrym jednocześnie. Otóż na zapytanie o symbolicznego zeta, dajemy bejowi 20 groszy i zapewniamy, że to już piąta część kwoty, której potrzebuje. A zatem będzie miał okazję, żeby poznać cztery następne, równie miłe i szczodre osoby. W tej sytuacji bej zabierze pieniążek w myśl zasady „lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu” i odejdzie, by odnaleźć kolejnych ofiarodawców. Poznaliście właśnie kilka sposobów na to, jak skutecznie pozbyć się napastliwego absztyfikanta. Oczywiście wszystko zależy od naszej wewnętrznej potrzeby pomocy bliźniemu. Jeśli mamy nadmiar floty w kieszeni, to czemu by nie wspomóc potrzebującego? Popieram z całą mocą, by od czasu do czasu bezinteresownie umilić komuś dzień. Jednak coraz częściej, zwłaszcza w sezonie letnim, zdarza się, że bliźni podchodzą do nas jeden za drugim. W tej sytuacji posłużcie się jednym z powyższych „odstraszaczy”.

Wymienione teksty prawdopodobnie są tylko „jednymi z…”, a zatem liczę na to, że podrzucicie kilka nowatorskich propozycji. Jakie są Wasze odstraszacze bejów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.