Wirtualni i wściekli

29 Lip

„Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów” – te słowa przypisuje się Stanisławowi Lemowi. Od śmierci wybitnego pisarza i eseisty, reprezentanta doświadczonego przez wojnę pokolenia Kolumbów, liczba internautów w Polsce wzrosła o około 47 proc. Obawiam się, że liczba wspomnianych idiotów w sieci – także znacznie się podwyższyła.

O prawdziwości słów Lema przekonali się ci, którzy przeprowadzili eksperyment dowodzący, że internet jest rajem dla sfrustrowanych Polaków. Że nie ma żadnych granic. Że obrażanie kogoś za kontrowersyjne, odmienne poglądy jest na porządku dziennym. Oczywiście – wiedzieliśmy o tym od dawna. Wystarczy wejść na dowolne forum o tematyce politycznej, społecznej, plotkarskiej i przeczytać przypadkowe komentarze. Ale wynik eksperymentu, który przeprowadzili Bartłomiej Szkop – scenarzysta i reżyser – i Grzegorz Cholewa – producent telewizyjny, zaskoczył ich samych.

Od maja do lipca z inicjatywy Szkopa i Cholewy na portalu YouTube nauczycielka Grażyna Żarko prowokowała internautów kontrowersyjnymi poglądami. „Ośla ławka, ośmieszanie przed klasą, odmawianie różańca, poniżanie” – to niektóre pomysły tego pedagoga na karanie dzieci. Poruszanych tematów w podobnej konwencji było więcej: polityka, religia, młodzież, celebryci. Kanał pani Grażyny szybko zyskał sobie popularność i nienawiść wielu. Oburzenie internautów wzmagały deklaracje pani Grażyny, że jest katoliczką, a każde wystąpienie rozpoczynała słowami „Grażyna Żarko – katolicki głos w internecie”.

Na reakcje nie trzeba było długo czekać. Pod filmami pojawiły się setki tysięcy wulgarnych komentarzy obrażających panią Grażynę, a nawet gróźb.

Tak sytuacja wyglądała do 21 lipca. Wtedy na kanale pani Grażyny pomysłodawcy projektu opublikowali kolejny film. Ujawnili, że projekt to prowokacja, która miała udowodnić, jak łatwo dajemy sobą manipulować w sieci. Na „demaskującym” filmie realizatorzy pokazują nam, jak w castingu wybierają Annę Lisak, która wciela się w rolę pani Grażyny, jak reżyserują publikowane filmy, jak obserwują interakcje internautów. A tych jest naprawdę wiele. Oprócz tysięcy pozostawionych komentarzy z wyzwiskami, groźbami, niektórzy zdecydowali się na nagranie i opublikowanie własnych filmów z odpowiedziami. I choć tu nie występują już anonimowo… nadal grożą pani Grażynie.

Trudno nie irytować się, oglądając filmy sprzed ujawnienia prowokacji. Nie tylko to co mówi pani Grażyna, ale sposób w jaki mówi, ton, zbliżenia kamery – to wszystko potęguje efekt, na którym zależało twórcom projektu – wywołanie silnych emocji u internautów. Jednak zastanawiam się, skąd tyle agresji i nienawiści? Co kieruje ludźmi, którzy po obejrzeniu zaledwie minutowego filmu decydują się nie tyle na pozostawienie niecenzuralnego komentarza, ale na nagranie wulgarnej odpowiedzi w postaci filmu, a nawet stworzenie gry komputerowej, gdzie zabijają animowaną postać pani Grażyny?

Dziś wielu internautów okazuje skruchę, usuwa swoje komentarze dotyczące pani Grażyny. Niektórzy gratulują pani Annie świetnej roli, inni przepraszają za wcześniejsze słowa. Ale kogo w rzeczywistości przepraszają? Aktorkę, która w prywatnym życiu zupełnie różni się od odgrywanej bohaterki. Gdyby prowokacja nie została ujawniona, gdyby pani Grażyna istniała naprawdę, karnawał nienawiści trwałby w najlepsze. I nie wiadomo, jakby się skończył.

Takie inicjatywy nie zmienią nagle internetu. Ci, którzy znajdują satysfakcję w anonimowym obrażaniu innych – nadal będą to robić. Ale czas najwyższy, tak myślę, nie tylko przyznać, że problem istnieje, ale spróbować znaleźć rozwiązania, które chamstwo w internecie ograniczą. Nieważne czy będzie to obowiązek podpisywania się imieniem i nazwiskiem, możliwość dodawania komentarza tylko po zalogowaniu na portalu społecznościowym czy nowelizacja *ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

*Według ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną na mocy art. 14. i 15. właściciel danej strony internetowej nie ponosi odpowiedzialności za zamieszczane komentarze gdy „nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nim działalności”. Jest jednak zobowiązany do usunięcia komentarza gdy „otrzyma wiarygodną wiadomość o bezprawnym charakterze przechowywanych informacji”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.