Komunikacją jeździcie, kultury nie znacie…

29 Sty

Przemieszczanie się środkami komunikacji miejskiej, kolejką miejską, autobusem czy tramwajem, już dawno przestało należeć do przyjemności. Codziennych dojazdów do pracy i szkoły nie da się uniknąć. Współpasażerów raczej też nie możemy dobierać sobie według własnego uznania. Coraz częściej mamy do czynienia z takimi, którzy nie grzeszą kulturą, a nawet najkrótszą podróż potrafią zamienić w prawdziwe piekło.

Kiedy w autobusie ktoś odbiera telefon, wszyscy są zmuszeni go słuchać. Pół biedy, gdy rozmówca siedzący obok nas wydaje polecenia dotyczące obiadu. Gorzej, kiedy zaczyna rozmawiać o chorobach albo zwierzać się ze swoich seksualnych przygód. Inni z upodobaniem plotkują i obgadują znajomych. Przekleństwa można uznać już za normę, ale sam problem osób zwierzających się ze swojego życia prywatnego w transporcie miejskim rozszerza się i dotyczy zarówno osób dojrzałych jak i młodzieży.

– Mi nie przeszkadzają rozmowy przez telefon w środkach komunikacji publicznej, sam też rozmawiam czasem przez telefon, i naprawdę, przecież za 15 min wysiądę z tego tramwaju i w przeciągu chwili nie pamiętam tej rozmowy – mówi Paweł, użytkownik gdańskich autobusów. – Nawet czasem można usłyszeć coś ciekawego albo śmiesznego, kiedy słucha się rozmów uczniów i studentów, a najśmieszniejsze są te stare babki. Po kilku takich zasłyszanych rozmowach wiem wszystko o żylakach, receptach, wrzodach żołądka i o tym co się dzieje w „M jak miłość”.

fot. my3miasto.pl
fot. my3miasto.pl

Jednak większa część współpasażerów nie jest tak tolerancyjna dla gadaczy długodystansowców. Po prostu nie da się już, przebywać w miejscach publicznych w taki sposób, by nie musieć słuchać głośnych dyskusji telefonicznych współpasażerów. – Nie mam nic przeciwko, jeśli są krótkie i niezbyt głośne, ale kilkudziesięciominutowe głośne dyskusje są moim zdaniem okrucieństwem! – komentuje Majka, która codziennie korzysta z SKM-ki. – Nie znoszę tego. Co innego, jak siedzą dwie osoby i rozmawiają, nawet głośno, nie przeszkadza mi to i normalnie mogę się skupić na przykład na czytaniu książki, ale jeśli ktoś rozmawia przez telefon, do tego głośno i długo, to we mnie z minuty na minutę rośnie irytacja.

Często ratunkiem w tej sytuacji stają się słuchawki, które odizolowują nas od irytującej kakofonii telefonicznych rozmów. Gorzej, jeżeli tego dnia ich zapomnieliśmy, a dodatkowo podróżuje z nami amator słuchania muzyki bez ich użycia. Prawdopodobnie każdy, kto poruszał się lub porusza komunikacją miejską, miał choć raz okazję natknąć się na tzw. autobusowych DJ-ów. Chodzi oczywiście o osoby, które głośno puszczają muzykę ze swoich telefonów komórkowych.

Z bliżej nieokreślonego powodu osoby te najczęściej wybierają sobie jako cel muzycznego maltretowania właśnie podróżujących autobusami miejskimi, czy PKS-ami. Nie oznacza to, że autobusowych DJ-ów nie spotkamy także w tramwaju, pociągu, na ulicy, pod blokiem czy na szkolnym korytarzu. – Nie lubię, gdy ktoś w autobusie albo tramwaju słucha głośno muzyki. Jest to niekulturalne i egoistyczne. Bo gdyby tak każdy chodził z odtwarzaczem po mieście, to bez sensu byłyby jakiekolwiek osłony przeciw hałasowi przy drogach – oburza się Krzysztof, dla którego DJ-e bez słuchawek są szczególnie uciążliwi na ulicy. – A ja uważam, że jesteśmy za mało spontanicznym społeczeństwem i nie mam nic przeciwko takim osobom – ripostuje jego kolega, Michał.

Z brakiem kultury w tej postaci można walczyć otwarcie. W regulaminie przepisów porządkowych obowiązujących w pojazdach gdańskiego ZTM-u znajduje się zapis, w którym zabronione jest: granie na instrumentach muzycznych oraz korzystanie z urządzeń mogących zakłócić spokój w pojeździe. Nawet jeśli ktoś nie zapoznał się z regulaminem przewozów lub ma awersję do czytania, przewoźnik na ścianach wewnątrz pojazdów umieścił wersję obrazkową w postaci naklejki z przekreśloną trąbką, co sugeruje zakaz robienia hałasu.

fot. my3miasto.pl
fot. my3miasto.pl

– Najbardziej mnie wkurza to, że ci ludzie zachowują się jakby byli całkiem sami w autobusach, nikt na nic nie patrzy, a wsiadając do pojazdu akceptujemy regulamin przewozu. Odnoszę wrażenie, że wiele osób traktuje komunikację miejską jako coś, co się należy z faktu mieszkania w danym mieście, a nie jako normalną usługę – mówi pani Anna, stała użytkowniczka gdańskiej komunikacji spotkana na przystanku pętli tramwajowej Strzyża.

Dzięki takim i innym atrakcjom autobusy w Trójmieście są naprawdę „wesołe”. Jednak najbardziej specyficznym miejscem w komunikacji miejskiej w naszym regionie są przedziały rowerowo-imprezowe w pociągach Szybkiej Kolei Miejskiej oraz Przewozów Regionalnych. Niezależnie od tego, czy jedziemy do pracy rowerem, czy po prostu jedziemy zatłoczonym pociągiem i wsiadamy, do przedziału przeznaczonego do przewozu jednośladów i większego bagażu, wpadamy w sam środek imprezy prowadzonej przez podróżujących do pracy robotników.

Tam nie tylko jest głośno i niekulturalnie – przedział cały zadymiony, a wszystkie miejsca zajęte przez panów popijających piwo. – Ostatnio miałem „przyjemność” jechać w przedziale imprezowym. Na początku wsiadłem nieświadomy tego, gdzie się pakuję. A tu co stację, to coraz więcej chłopa w wieku od 20 do 60 lat się pakuje i pomimo wolnych miejsc w pociągu wlazło do tego przedziału 30 osób. 10 na siedząco , 20 na stojąco i każdy wyciągnął po 2 piwa, 2 innych butelkę wódki. A co wypite, to za okno – tak swoją pierwszą podróż ze stoczniowcami wspomina Darek, który w tym roku przeprowadził się do Gdańska.

fot. my3miasto.pl
fot. my3miasto.pl

Teoretycznie w kolejkach obowiązuje całkowity zakaz palenia papierosów i spożywania alkoholu. W praktyce miłośnicy podróży przy kilku głębszych i papierosie obchodzą go, zamykając się w przedziałach przeznaczonych do przewozu rowerów. Użytkownicy SKM-ki z doświadczenia już wiedzą, że do wagonu „stoczniowego” nie należy wsiadać, jeśli nie chce się podróżować wśród kłębów papierosowego dymu i spożywających alkohol panów o wątpliwych walorach zapachowych.

– Oni bawią się w tych wagonach najlepiej na świecie. Kiedy się tam wsiada z przymusu, lecą tylko szydercze uwagi typu „ty tu się uwędzisz” i że „przepisy są po to, by je łamać”. Rechoczą sami ze swojej głupoty. Kiedy wysiadają, to zostaje po nich podłoga zasypana popiołem i puste puszki po piwie, ogólnie przedział wygląda potem po prostu jak chlew, ale niech tam siedzą i się sami wędzą dopóki nie robią tego w normalnych przedziałach – komentuje Marcin, który codziennie korzysta z SKM-ki i dojeżdża pociągami Przewozów Regionalnych z Tczewa do Trójmiasta.

Korzystając z publicznego transportu mało kto pamięta o jednej ważnej zasadzie, którą powinni sobie wbić do głowy wszyscy oporni, ograniczeni albo po prostu schamiali. Komunikacja miejska to nic innego jak element przestrzeni publicznej, który powinien być respektowany przez wszystkich jednakowo. Jesteśmy na siebie skazani, więc szanujmy się nawzajem, bo autobusy, tramwaje i kolejki są dla ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.