Fisz Emade Tworzywo w Operze Leśnej (RELACJA)

9 Cze

Patrząc na podekscytowane twarze niektórych uczestników koncertu, można wnioskować, że nie mogli doczekać się występu Fisz Emade Tworzywo. Zespół zagrał 8 czerwca 2019 roku w Operze Leśnej z okazji jej 110-lecia.

Koncert rozpoczął się z minimalnym opóźnieniem ale to raczej widowni nie zepsuło humoru. Podczas trwającego ponad półtorej godziny występu mogliśmy usłyszeć 16 utworów. Nie pochodziły one tylko z najnowszej płyty „Radar”, która swoją premierę miała 8 marca 2019 roku, ale także z krążków „Numer 1”, „Drony” oraz „Mamut”.

Gdy tylko zespół znalazł się na scenie widownia zaczęła klaskać. „Wolne dni” – to pierwsza piosenka, którą usłyszeliśmy. Pochodzi ona z najnowszej płyty, która nawiązuje do lat 80., wyciągąjąc to, co najlepsze z muzyki disco oraz rocku. Gitara, bas, perkusja, klawisze oraz syntezatory – to wszystko mogliśmy usłyszeć ze sceny. W dodatku sam Bartosz Waglewski nie korzystał tylko i wyłącznie z mikrofonu, ale także z megafonu. Może wydawać się, że to wszystko powinno dawać sztuczny efekt, jednak było wręcz przeciwnie. Połączenie wszystkich dźwięków było spójne i dawało przyjemny efekt dla ucha, trudno było się powstrzymać od ruszania jakąś częścią ciała.

W Operze Leśnej widowni zapewnione są miejsca siedzące. Na początku myślałam, że ograniczają one ludzi właśnie przed tańczeniem, jednak się myliłam. Prawie przez cały koncert ludzie siedzieli, jednak było widać, jak poruszali głową lub nogami w rytm muzyki. Osoby, które bardziej chciały wyrazić siebie po prostu wstawały i tańczyły. Do tego zachęciła ich piosenka „Zwiedzam świat”.

Teksty piosenek Fisz Emade Tworzywo mają niesamowity przekaz. Od razu słychać, że przy tworzeniu piosenek skupiono się na słowach. Dotykają one zarówno miłości, jak i problemów, które spotykają nas codziennie. Właśnie to jest niesamowite, że ten zespół potrafi trafić do różnych osób. Zarówno tych, którzy skupiają się na dźwiękach i chcą się świetnie bawić, ale także do ludzi szukających w tekstach przekazu.

Trzeba przyznać, że sam wokalista wyglądał jakby się dobrze bawił. Widać, że na scenie czuje się jak ryba w wodzie i wczuwa się w śpiewane przez siebie utwory. Trochę jakby był w swoim własnym świecie. Nie mówił prawie nic do fanów, czego muszę przyznać mi brakowało. Dziękował tylko za brawa oraz przedstawił członków zespołu. Przede wszystkim jednak  skupił się na śpiewaniu.

Oczywiście występ nie mógł zakończyć się bez bisu. Po długich oklaskach zespół wrócił na scenę i wysłał nas w przeszłość starą piosenką „Polepiony”. Ostatecznie koncert skończył się z ostatnimi dźwiękami utworu „Parasol” z płyty „Drony”.

Autor: Marta Owsianik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.