Soundrive Fest zdał egzamin (FOTO)

20 Sie

Wraz z koncertem szwedzkiej artystki iamamiwhoami dobiegła końca pierwsza edycja nowej, stoczniowej odsłony Soundrive Fest. Impreza, pomimo średnio zadowalającej frekwencji, okazała się sporym sukcesem organizacyjnym i – przede wszystkim – artystycznym.

Chociaż w przypadku wydarzenia promującego niszową i alternatywną muzykę sformułowanie „gwiazda festiwalu” może być nieco nie na miejscu, iamamiwhoami faktycznie zostawiła pozostałych wykonawców daleko w tyle. Porywające electropopowe kompozycje były tylko jednym ze składników niezwykłego widowiska, przygotowanego przez Jonnę Lee i towarzyszących jej muzyków. Choreografia, przebrania i osobowość sceniczna 31-letniej piosenkarki nadały całemu koncertowi charakter niezwykłego performansu, który spotkał się z bardzo entuzjastyczną reakcją ze strony liczącej kilkaset osób publiczności. Zaproszenie Szwedki na Soundrive okazało się strzałem w dziesiątkę: trudno wyobrazić sobie lepszy finał festiwalu.

Koncert iamamiwhoami był jedynym niedzielnym występem na głównej scenie, ale nie w całym klubie. Przez cały wieczór na Soundrive Stage prezentowały się młode zespoły występujące w ramach międzynarodowego projektu Stage Europe Network, czyli wymiany pomiędzy muzykami z różnych części Europy. Znalazły się  wśród nich dwa składy reprezentujące Trójmiasto: alternatywno rockowy Branches oraz dream folkowy Enchanted Hunters. Minimalistyczna, nastrojowa muzyka projektu Gosi Penkalli rewelacyjnie sprawdziła się w murach stoczniowego budynku. Występ potwierdził świetną akustykę klubu B90, która zdaje egzamin nie tylko w warunkach gitarowo-perkusyjnego hałasu, ale również wtedy, kiedy artyści nie potrzebują prądu.

Publiczność podczas koncertu Enchanted Hunters (fot. J. Sopiński)
Publiczność podczas koncertu Enchanted Hunters (fot. J. Sopiński)

Dobrze wypadły również koncerty zagranicznych zespołów, które przyjechały do Gdańska w ramach SEN: dynamiczny, garażowy rock’n’roll Francuzów z Ulster Page oraz noise rock holenderskiego Sweet Release of Death – zespołu, którego nazwa idealnie oddaje ponury charakter wykonywanej muzyki. Festiwal zakończył kolejny wykonawca z Trójmiasta, czyli Izes. Występ projektu Izabelli Sawickiej mógł zaskoczyć tych, którzy mają w pamięci wydany rok temu „Emotional Risk”, artystka zagrała bowiem w sposób zdecydowanie bardziej żywiołowy, chociaż niepozbawiony aury mroku i niepokoju.

Czy Soundrive Fest spełnił pokładane w nim oczekiwania? Tak. Impreza zakończyła się sukcesem, o którym zadecydował nieszablonowy, przemyślany line-up oraz rewelacyjna lokalizacja. B90 zdał egzamin: to miejsce stworzone z pasją (okładki płyt!), które świetnie wykorzystuje klimat stoczniowej hali, nie powtarzając jednocześnie bolączek nieszczęsnego CSG. Nagłośnienie i akustyka nie pozostawiają absolutnie nic do życzenia (dźwięk, co ważne, nie przebija się z jednej sceny na drugą).

fot. J. Sopiński
fot. J. Sopiński

W tym momencie trudno mieć wątpliwości, że Gdańsk doczekał się klubu muzycznego z ogromnym potencjałem, który już wkrótce powinien pozostawić prezentujące coraz słabszą ofertę Ucho oraz Parlament. Można liczyć na to, że lokalizacja pomoże przyciągnąć na północ więcej agencji koncertowych, których działalność ciągle omija Pomorze i koncentruje się w centralnej oraz południowej części kraju.

Soundrive to przede wszystkim sukces artystyczny. Miłośnicy alternatywnego gitarowego grania mogli czuć się tutaj jak ryby w wodzie, aż do przesytu chłonąc rewelacyjne dźwięki i – co najważniejsze – poszerzając muzyczne horyzonty. Misja festiwalu – promocja niszowych, ale wartych poznania kapel – sprawdziła się w stu procentach. Line-up w zasadzie nie zawierał słabych punktów dzięki czemu każdy, kto pojawił się w klubie bez wcześniejszego „obsłuchania”, mógł w ciemno trafić na bardzo dobre koncerty i doświadczyć serii pozytywnych zaskoczeń. Pozostaje tylko żałować, że występy w większości nakładały się na siebie, co zbyt często zmuszało do trudnych dylematów. Być może w przyszłości organizatorzy powinni wziąć przykład z Off Festivalu, podczas którego występy na dwóch plenerowych scenach nigdy nie odbywają się równocześnie.

Największą bolączką imprezy była frekwencja: co prawda widzów nie brakowało podczas występów Turbowolf czy iamamiwhoami, ale niektórych koncertów na Soundrive Stage słuchała zaledwie garstka osób (od których odjąć należy przedstawicieli mediów i samych muzyków). Bardzo słabo wypadł zwłaszcza drugi dzień festiwalu, co prawdopodobnie było rezultatem odbywającego się równolegle Solidarity of Arts na Ołowiance. Niestety, strzałem w stopę okazał się brak wcześniejszej sprzedaży jednodniowych biletów, których dystrybucja miała szansę znacząco podnieść frekwencję podczas wydarzenia.

Najwięcej widzów zgromadził koncert iamamiwhoami (fot. J. Sopiński)
Najwięcej widzów zgromadził koncert iamamiwhoami (fot. J. Sopiński)

Bez względu na to, Soundrive Fest w nowej formule to naprawdę cenny wkład w trójmiejski kalendarz festiwalowy. Jeżeli impreza będzie się rozwijać, w przyszłości ma szansę przyciągać coraz więcej miłośników alternatywnego grania spoza Pomorza, również tych, którzy regularnie jeżdżą na Offa. Czy Artur Rojek powinien obawiać się konkurencji? Na razie nie, ale za kilka lat – kto wie?

Zobacz także relacje z pozostałych dni festiwalu

<<<PIĄTEK>>>

<<<SOBOTA>>>

One Reply to “Soundrive Fest zdał egzamin (FOTO)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.