(Nie)każdy Święty chodzi uśmiechnięty

6 Gru

Nadchodzą Święta. Widać je wszędzie – na ulicy, w telewizji, internecie, centrach handlowych. Ale także w ofertach pracy. Zatrudnię Świętego Mikołaja z doświadczeniem, od zaraz! – krzyczy wiele z nich. W sumie, dodatkowe pieniądze się przydadzą, a rozdawanie prezentów dzieciom nie może być trudne, prawda? Tak właśnie na początku swojej pracy myślał Marcin (imię zmienione), który opowiedział mi jak wygląda dzień trójmiejskiego „Mikołaja do wynajęcia”.

Późne popołudnie, odbieram telefon. Jutro w jednym z gdańskich centrów zabaw dla dzieci jest impreza firmowa i potrzebują Mikołaja. Jasne, chętnie przyjdę! Wieczorem dzwonią znajomi i wyciągają na piwo. Kończy się na kilku, może kilkunastu, w każdym razie, w domu jestem nad ranem. O 8.00 wstaję i powoli, z potwornym kacem idę do pracy. Zakładam tam czerwone spodnie, czerwony płaszcz i wielkie czarne buty, doczepiam brodę i wypchany brzuch, na ramię zarzucam worek z prezentami. Przechodząc przez plac zabaw, staram się nie wpaść na tłum rozszalałych dzieciaków. Czuję jak pasek od czapki odciska mi się na czole, a doczepiona broda irytująco łaskocze. Swoją drogą odnoszę wrażenie, że nosiło ją przede mną 10 osób i ich bakterie przechodzą na mnie. Nad swoim tronem, przy którym stoi całkiem niezła Śnieżynka, widzę baner z nazwą i logo firmy. Zaczynają podchodzić do mnie dzieci. Już wiem, że to nie będzie dobry dzień dla Świętego Mikołaja.

Po dwóch godzinach podnoszenia ich, bolą mnie plecy i nogi, po twarzy i plecach ścieka pot, broda drapie jeszcze bardziej. Mam ochotę wstać i z krzykiem wybiec z tego miejsca. Staram się uśmiechać, ale mina mi rzednie, kiedy jeden z tych małych potworków, stojąc w kolejce po prezent, najpierw z zapałem szuka skarbów w swoim nosie, a potem chce mi pokazać swoje zdobycze.

Kiedy dziecko ma dostać prezent od Mikołaja powinno powiedzieć wierszyk, zaśpiewać, zatańczyć i zrobić szpagat. Niestety, większość dzieciaków jest uparta. Wierszyk nie, bo wstyd, piosenki nie znam, tańczyć nie lubię. Dawaj prezent i idę dalej. Gdyby jeszcze wszyscy odchodzili dalej. – A ja już widziałem Mikołaja, nie jesteś prawdziwy! W liście pisałam, że chcę tablet i prawdziwego kucyka, a nie słodycze! Czy to prawda, że masz kuzynów i braci Mikołajów, i wszyscy razem roznosicie grzecznym dzieciom prezenty? – wrzeszczy rozpieszczony dzieciak. Do tej pory bycie kreatywnym nie sprawiało mi problemów. Ale okazuje się, że trudno się silić na logiczne argumenty, gdy czuję się jak w saunie.

Teraz moja ulubiona część: rodzice. – A Mikołaj nie jest za młody? Za chudy? Mikołajowi trochę opadł brzuch! – bawią się zdecydowanie lepiej niż ich dzieci. Potrafią tym jeszcze bardziej wyprowadzić człowieka z równowagi. Ale z drugiej strony nie wiedzą, że Mikołaj obiecał ich dzieciom, że pod choinkę dostaną dokładnie to, o co prosili w listach.

Mikołajowanie może też być fajne (patrz: Śnieżynka). Uśmiech bezbronnego i w pełni ufnego dziecka, które czekało na Mikołaja cały rok i przytula go tak mocno, że cudem udaje się je zdjąć z kolan, może sprawić, że cały dzień będzie lepszy. Może magia Świąt jeszcze całkowicie nie umarła i objawia się właśnie w takich chwilach?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.