Czekaj Fokus, Rah jeszcze oszaleją wszystkie pizdy…

2 Paź

… – rymował Magik swoim hipnotyzującym, mrocznym głosem w kawałku „Jestem Bogiem”. Chyba trochę przeczuwał boom na Paktofonikę, bo „… oszalały” i to niezaprzeczalnie. Film opowiadający historię legendarnego składu hip-hopowego ze Śląska obejrzało już ponad 800 tysięcy osób. „Jeden z najbardziej oczekiwanych filmów ostatnich lat” – zapowiadali dystrybutorzy. Czy przypadkiem nie przesadzili?

Wieloletnie zmagania scenarzysty filmu pt. „Jesteś Bogiem” – Macieja Pisuka, aby zekranizować historię jednego z najważniejszych składów hip-hopowych w Polsce, wreszcie zakończyły się sukcesem. Pisuk odsyłany od jednego producenta do drugiego zdecydował się wydać scenariusz w formie książki pt. „Paktofonika. Przewodnik Krytyki Politycznej”, która ukazała się w 2008 roku. Po publikacji zespół filmowy Kadr zdecydował się wyprodukować film. „Jesteś Bogiem” w reżyserii Leszka Dawida, to oczekiwana od blisko dekady produkcja o legendarnej grupie, która na zawsze zmieniła oblicze polskiego hip-hopu.

Za sprawą niezwykłej historii Piotra Łuszcza – „Magika”, Sebastiana Salberta – „Rahima” i Wojciecha Alszera – „Fokusa” rzesze wiernych fanów „paktu przy dźwiękach głośnika”, a także kinomaniacy zachęcani obietnicami dystrybutorów i spragnieni prawdziwego obrazu Polski i Śląska, zobaczą na dużym ekranie losy trzech kumpli z Mikołowa i Katowic, którzy dzięki oryginalnym utworom stali się głosem pokolenia młodych Polaków. „Jesteś Bogiem” to przede wszystkim opowieść o życiu trzech liderów hip-hopowego składu, którzy w partyzanckich warunkach nagrywali kolejne kawałki i o tym jak niewiele brakowało, żebyśmy nigdy o Paktofonice nie usłyszeli. Jednocześnie, gdzieś w tle, rozgrywa się dramat Magika próbującego dostosować się do przykładnego życia młodego męża, ojca i artysty wciąż piszącego nowe teksty.

Bałam się jak cholera. Najpierw, jako nastolatka, słysząc po raz pierwszy trzeszczące kasety składu Kaliber 44, później płytę Paktofoniki i analogicznie teraz, przed premierą „Jesteś Bogiem”. Mimo ogromnej sympatii do Leszka Dawida miałam co do tego filmu duże wymagania. Przecież historii kogoś, kto gada do mnie z głośnika od kilku dobrych lat, nie można przedstawić sobie ot tak. Pomyślałam jednak, cytując filmowego Gustawa (wydawcę pierwszego krążka Pfk), że : „dla Magika, Fokusa i Rahima zawsze zrobię wyjątek.”.

Chyba jakoś podświadomie, największą odpowiedzialnością obciążyłam Marcina Kowalczyka, który wcielił się w postać Magika. Młodziutki aktor podjął się przecież odtworzenia historii legendy. To na jego barkach, w największym stopniu, spoczywała odpowiedzialność przekazania tego, że kariera hip-hopowa w latach 90. nie wyglądała tak kolorowo, jak może się dziś wydawać. Po dwóch świetnie przyjętych krążkach nagranych z Kalibrem44 (z Abradabem i Joką), Piotr „Magik” Łuszcz nie przypominał wcale hip-hopowców rymujących zza szkalnego ekranu w MTV. Nie nosił futra, nie rozbijał się drogimi furami i kąpał dziwek w wannie wypełnionej szampanem i dolarami. Był normalnym chłopakiem. W rodzinnych Bogucicach otoczony był już wielką legendą, ale – co pokazują autorzy „Jesteś Bogiem” – dalej mieszkał z rodzicami w małym pokoiku, w bloku, tworzył muzykę na starym komputerze , pisał teksty i wraz z dziewczyną spodziewał się dziecka… Muzyka, którą tworzył, do pewnego czasu, była jego bezpiecznym schronem. Nic więc dziwnego, że trzymając w ręku twardy dysk mówi: „To, to jest stary wszystko co ja mam w życiu”. Podjęcie się tej roli było równoznaczne z podjęciem się ogromnego ryzyka. Na szczęście, wszelkie obawy opuściły mnie dokładnie w momencie pojawienia się pierwszych ciarek, czyli scenie, w której na klatce schodowej Kowalczyk zaczyna rymować Plus i Minus. Wyobrażacie sobie hejty, gdyby mu nie poszło?

Nie mniejsze pokłony należą się odtwórcom ról Rahima (Dawid Ogrodnik) i Fokusa (Tomasz Schuchardt). Podobno śpiewać każdy może, ale mam nieodparte wrażenie, że z rymowaniem chyba nie jest już tak łatwo. Potrafilibyście skopiować Fokusa w „Powierzchniach Tnących”? „Stawiam sprawę jak kawę na ławę, że fenomenalnie miotam/Witam, rewelacyjnie przeplatam zdań złącza/Niekończąca się opowieść, kiedy Fokus się włącza” – jeśli ktoś zrobi to, chociaż w stopniu podobnym, do Tomasza Schuchardta, osobiście mu pogratuluję. Scenę, w której Schuchardt poznaje Rahima i w niebywałym tempie rapuje językowe łamańce „Powierzchni tnących” zaliczam do najbardziej udanych w całym filmie.

Nie wszystko było idealne – m.in. nie zgadzały się daty i porządek chronologiczny wydarzeń, nie wszystko zostało pokazane, nie wszystkie wątpliwości zostały rozwiane, a każdy film rości sobie prawo do koloryzowania (czy dramatyzowania w tym wypadku) wydarzeń. Fokus i Rahim, obecnie tworzący pod szyldem Pokahontaz, a także reżyser filmu ostrzegali, żeby nie traktować go jako dokumentu. „Jesteś Bogiem”, mimo tego, że oparty na faktach, jest wciąż filmem fabularnym i dopóki tak będziemy go traktować, nawet mimo tych kilku niedociągnięć, uważam, że warto wybrać się do kina.

Żałuję, że produkcja nie uniknie porównań z opowieściami o Ryśku Riedlu czy Ianie Curtisie („Skazany na Bluesa” i „Control”), bo to przecież zupełnie inna para kaloszy… Po tym jak usłyszałam na sali kinowej dziewczynę, która po raz pierwszy w życiu przeczytała nazwisko Łuszcz, boje się także o ludzi, którzy w przeciwieństwie do tych, którzy historię znają, nie będą potrafili odróżnić zawartej w filmie w fikcji od rzeczywistego biegu wydarzeń.

Polecam, choć nie jestem pewna czy to „Everest moich marzeń” bo „wszystko ma swoje priorytety, niestety/Wszystko ma swoje wady, zalety/Hierarchia wartości: obowiązki, przyjemności/Hiphopowa podróż do przeszłości”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.