Nie jestem hipsterem!

25 Wrz

To tytułowe zdanie prawdziwy hipster musi powtarzać jak mantrę, bo obudzony w środku nocy krzykiem ,,kradną twoje ostre koło, hipsterze!”, te właśnie słowa powinny paść z jego ust. Najważniejsze bowiem, to być, ale tego bycia nie akceptować!

Skąd wzięła się moda na posiadanie wady wzroku? Chyba zza oceanu, bo na litość boską, jak pamiętam ze szkoły podstawowej, gość w okularach był nazywany pinglarzem i miał, mówiąc wprost – przejebane! Tak przejebane, że do drużyny piłkarskiej na lekcji wf był wybierany jako ostatni. A tu co, znak czasu? Na bladej twarzy oryginalnego hipstera dominują wielkie, ciężkie i przede wszystkim ray-banowskie okulary ze szkłami korekcyjnymi 0 dp. Muszą być tak wielkie, żeby ściągały głowę posiadacza do dołu. Artysta, krytyk i meloman dobrze wygląda z lekko zgarbionymi plecami, a przecież o to chodzi! O wygląd właśnie – odpowiednio wypracowany image ułatwia życie. Nie trzeba uczyć się w Akademii Sztuk Pięknych, żeby zostać artystą. Wystarczy założyć wyciągnięty i mocno wieśniacki sweter siotry starszej o 15 lat, a ludzie zaszufladkują takiego oryginała gdzie trzeba.

Skąd wzięła się moda na bycie hipsterem, którym według siebie się nie jest? Otóż narodziny tego paździerzu szacuje się na lata 50. XX wieku, na czas rozkwitu jazzu. Sranie w banie, sratatata – ten bajzel wywiązał się jakieś pięć lat temu, kiedy banda wieśniaków spod Łomży wyjechała na Zachód, zobaczyli jak żyją ludzie na świecie, nieudolnie ich odtworzyli, by po powrocie wynieść się z zadupia do stolicy i udawać, że znają się na kulturze. W rzeczywistości nadają się do pchania karuzeli na bukaresztańskim placu zabaw!

Hipster musi mieć konta na tylu portalach społecznościowych, na ilu się da! Jednak prawdziwym drogowskazem do bycia społeczną ciotą dyktują tumblr i last.fm. Ileż tam można podpatrzeć, ileż to można naśladować, by potem móc krzepić swe serce i umysł domniemaną zajebistością?! O rany Julek, do diaska i do licha, jak można być wyjatkowym kopiując jakieś śmieciowe wzory?! Nie wiem.

Hipsterka

A propos, nie można hipsterowi odmówić pojęcia o sztuce i artyzmie, choć pojmiecie zaraz, że to o autyzmie raczej akapit. Hipster zna się doskonale na muzyce, malarstwie i filmie. Niestety nie nadarza się zbyt wiele okazji, by móc o tym wszystkim porozmawiać, bo nie ma z kim. Najważniejsze przecież jest wynajdowanie dzieł, o których nikt nie słyszał. Ma to bardzo silną konotację z tak zwanym mainstreamem, czyli przestrzenią przeklętą i znienawidzoną przez ludzi noszących zbyt ciasne spodnie. Może nienawiść do mainstreamu wynika z tego, że jeansy wpijają się w malutkie jajeczka chłopaków spoza głównego nurtu? Trudno stwierdzić, choć są dowody na to, że spodnie rurki cholernie podnoszą pizdowatość – oto jeden z nich!

Teraz słów kilka o wspomnianym wyżej mainstreamie. Co w ogóle oznacza to angielskie słówko, które w wolnym tłumaczeniu znaczy „główny nurt”? Otóż jest tym wszystko to, co jest powszechne, znane i lubiane. Przez hipsterów jednak uważane jest za komercję, a zatem dzieło szatana i ludzi chcących zarobić na świętości, jaką jest sztuka. Hipster nie może uprawiać komercji, wbij to sobie do głowy, ciemna maso, oglądająca MTV. Z resztą, samo posiadanie telewizora jest mainstreamowe, więc do ciemnej masy dodam jeszcze – bando buraków posiadających odbiornik. No chyba, że jest to radziecki rubin lub socjalistyczna unitra. Dlaczego taki wyjątek może zaistnieć? A no dlatego, że jeśli już hipster decyduje się liźnięcie diabelskiego wymysłu, to powinien być to wymysł typu vintage. Pewnie zrobiliście duże oczy, ale słowo retro jest już bardzo passé (passé, faux pas i sacrebleu to wyrazy, które hipsterzy uwielbiają, bo są takie niszowe – właśnie, słowo ,,niszowe” to chyba najczęściej używane przez nich słówko). A zatem, przeskoczmy nieco dalej – uczepię się teraz vintage, bo hipster musi dbać o modowe kanony ubioru i ogólnego imagu. Udowodniono, że patrzenie w lustro zajmuje im więcej czasu w ciągu dnia, niż jedzenie, może dlatego są taci wychudzeni i flegmatyczni. Można by rozpisywać się na ten temat, ale w tym tekście połączę to z krótkim testem. Jeśli posiadacie którąś z wymienionych rzeczy, to sorry, ale wiecie kim jesteście. A zatem:

– rozciągnięty sweter, wymięty jakby go pies wszamał i wyrzygał,
– okulary ray-ban (zerówki lub przeciwsłoneczne),
– holenderski rower lub ostre koło, a może oba,
– sprzęt elektroniczny firmy Apple,
– ubrania kupowane w secondo-handach, komponowane ze sobą
absolutnie przypadkowo, by wyglądać oryginalnie,
– zaczes na sarmatę (krótkie boki i gęsta czupryna),
– cała masa znaczków i przypinek na połach marynary,
– książki i tomy poezji autorstwa Osamy bin Ladena.

Jeśli na wszystkie pytania odpowiedzieliście twierdząco, to bójcie się Boga, lepiej zasznurujcie mocniej trampki i spieprzajcie, bo ten tekst jest o was!
Pojawił się wątek poezji, więc podsyłam próbeczkę umiejętności poetyckich pewnej młodej poetki, Judzi. Nie zrozumiałem o co chodzi, ale sądząc po komentarzach, poemat jest hipsterski.

My cisi żołnierze
Głośnych spraw
Płyniemy strumieniem łez
W łódkach z papieru
I toniemy głbiej niż Titanic
A demony nie dają nam spać
Szukając w podwodnych miastach wspomnień
O niewypowiedzianych myślach
O nieodkrytych prawdach
I tych miłościach co ze statkiem utonęły

Do rzeczy, nie piszę tego tekstu po to, żeby oczerniać, szkalować i wywoływać nienawiść. Przecież równie dobrze mógłbym napisać o metalowcach, hip-hopowcach, czy nawet ekomaniakach, ale nie zrobię tego, ponieważ te nurty rozumiem. Rozumiem ich potrzebę manifestowania swojej ideologii i upodobań poprzez ubiór . Przyznaję, że wygląd zewnętrzny może być dyktowany przez gatunek muzyki. Ale hipsterów to nie rozumiem. Ich droga wytyczona jest wyłącznie przez potrzebę bycia indywiduum, zjawiskiem niezrozumiałym i interesującym. Przesiadywanie całymi dniami w kawiarniach, przy szklance piwa z małego, nikomu nieznanego browaru jest bardzo trendy i cool, ale hipsterowi nie wolno tego powiedzieć. Jak tylko usłyszy, że to piwo jest cool, od razu znajdzie nowy lokal i nowy mały browar, żeby dalej być poza coolowym mainstreamem. Pizza i cola? Niewyobrażalne, a w dodatku niezdrowe. Tarta z owocami leśnymi i latte z cukrem trzcinowym to jest to, co hipster musi lubić, nawet jeśli nie smakują mu jeżyny albo ma alergię na mleko.

Żyjemy w dziwnych czasach. Chińczycy zwykli życzyć swoim wrogom, „aby mogli żyć w ciekawych czasach”, pełnych niepokoju i wojen. My bez wątpienia żyjemy w ciekawych czasach. Kolorowych i nieuczesanych, i bynajmniej nie przeszkadza mi to, ale pizdowatość zawsze mnie wpieniała i wpieniać będzie, bez względu na to czy hipster umie się napierdalać czy też nie. I tak zawsze pozostanie pizdą!

Podjąłem się tej dywagacji, ponieważ patrzę, obserwuję i nadziwić się nie mogę, że są ludzie, których nie stać na nowe trampki, a mają nowe MacBooki. Czekam na moment, w którym jakiejś lasce nie uda się wyhamować ostrego koła przed skrzyżowaniem i zostawi obie jedynki w chodniku. Wtedy utwierdzę się w przekonaniu, że lans przede wszystkim. I na koniec powiem tak, nienawidzę siebie szczerze, bo jestem hipsterem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.