Sex&Przemoc

28 Paź

Fraza – „Ostrzeżenie: ten artykuł zawiera drastyczne treści.” już na nikim nie robi wrażenia. Makabryczne materiały biją w sieci (choć nie tylko!) rekordy popularności. Słupki oglądalności skaczą i przekroczyły już pewnie ilość odcinków „Mody na sukces”. Po co klikamy?

Liczba odsłon materiałów z egzekucji Kaddafiego, katastrofy lotniczej w Smoleńsku czy też ostatnich chwil życia polskiego geologa porwanego przez terrorystów rosła w zawrotnym tempie. Tam, gdzie pokazywane są jedynie oznaki tragedii lub skandalu (zdjęcia pokoju, w którym powiesił się Andrzej Lepper, wizualizację brutalnych mordestw, samobójstw, gwałtów, beczki, w których w Czerniejewie ukrywano zwłoki noworodków) zainteresowanie utrzymuje się na podobnym poziomie.

Warto dodać, że zjawisko nie dotyczy jedynie cyberprzestrzeni. Okładkę „Super Expressu” ze zdjęciem zwłok Waldemara Milewicza pamiętamy chyba wszyscy. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że podobno nic nie ożywia gazety tak, jak trup na pierwszej stronie. Brutalne, ale prawdziwe.

„Apeluję do polskich mediów o poczucie przyzwoitości i niepublikowanie drastycznych zdjęć ofiar katastrofy smoleńskiej z obcych portali.” – napisał na swoim Twiterze, minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Ale to nie dzięki mediom zdjęcia z miejsca katastrofy obiegły świat. Żeby je zobaczyć wystarczyło pogrzebać w sieci kilkanaście sekund.

Dlaczego klikamy? Zdjęcia ze Smoleńska obejrzałem z dwóch powodów: szum medialny i wrodzona, biologiczna ciekawość tego, co może stać się z ciałem podczas takiego wypadku. – opowiada Błażej B. – Nie chodziło o oglądanie flaków, przecież studiuję biologię. Takie obrazki nie są dla mnie czymś obcym.

Jak widzę coś takiego uświadamiam sobie, że człowiek nie jest niezniszczalny. –tłumaczy Gabriel K. – Jak zdasz sobie sprawę, że jesteś tylko kupą mięsa przestajesz czuć się tak pewnie. – dodaje.

Istnieje masa witryn prezentujących makabryczne treści, jednak największą kopalnią tego typu materiałów są internetowe fora. – Czasem trafiam na wykręcone rzeczy, a one mnie bawią, dlatego je oglądam. Śmieszy mnie głupota ludzi i dlatego decyduję się klikać. – tłumaczy Radosław K. – Zdaję sobie sprawę z tego, że takie rzeczy są obrzydliwe, ale klikam z nudów. – dodaje Szymon K.

Codziennie dziesiątki tysięcy ciekawskich trafiają w sieci na niebezpieczne treści związane z zagrożeniem czyjegoś zdrowia lub życia, są jednak internauci, którzy mniej chętnie śledzą takie materiały. W odpowiedzi na udostępnianie zdjęć ze Smoleńska, wiele osób profilaktycznie wklejało na swoje facebookowe tablice komunikat ostrzegający, żeby nie wysyłać im linków. – Raczej unikam takich zdjęć. Nie wiem dlaczego, ale po prostu nie mam ochoty klikać w takie rzeczy.– tłumaczy Maciej W. i dodaje, że jeśli już zdarzy mu się obejrzeć coś takiego stara się obrócić całość w żart.

Musimy chyba pogodzić się z tym, że oczekiwania co do publikowanych treści są coraz bardziej spontaniczne i nastawione również na przemoc i krew. Coraz mniej będzie nas dziwić, a granica tego, co określamy jako przyzwoite coraz bardziej niebezpiecznie będzie się przesuwać. Zastanawiam się tylko co jest w tym wszystkim gorsze: ci, którzy wrzucają te materiały do sieci czy my, którzy je oglądamy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.