Po pierwsze – nie śmiecić

1 Cze

Kochane śmieciuszki. Strasznie trudno nam się ich pozbyć. Rozkładamy je ukradkiem w pobliskich lasach, napełniamy nimi nasze przeładowane zsypy i kontenery. Plastik, papier czy szkło. Nieważne. Wszystko – ciach do jednego kubła…

Wszystko to ląduje później na trójmiejskich wysypiskach, szczególnie na Szadółkach. Rzadko bywam w tamtych okolicach, bo naprawdę nie idzie wytrzymać. Pomimo zapewnień władz, że jest już lepiej, dla mnie lepiej nie jest. Wciąż śmierdzi. Problem śmieci nie dotyczy niestety tylko wysypisk. Drugim wielkim śmietnikiem jest niestety nasze morze. Co roku powtarza się ta sama historia z plastikowymi butelkami, które kołyszą się miarowo na falach, wśród drewnianych pali sopockiego mola. Co roku spacerując po redłowskiej plaży, widzę na przybrzeżnej mieliźnie różne dziwne odpady, takie jak stare kalosze czy deskę sedesową. W naszym Parku Krajobrazowym ciągle są miejsca, w których zalegają wielkie wory ze śmieciami. Takie nasze małe lokalne śmietniska. Miłośnicy dymka rzadko kiedy rzucą spalonego papierosa wprost do śmietnika. Najczęściej ląduje on tam, gdzie popadnie. Niepotrzebny śmieć, to wyrzucamy. Nieważne gdzie.

Dobre dziesięć lat temu przez Polskę przeszła moda na ekologię i segregację odpadów. Powstawały różnokolorowe pojemniki. Każdy na inny rodzaj śmieci. Pamiętam, jak zapoczątkowano ten zwyczaj na mojej ulicy. Poczynając od jej początku, stopniowo zaczęto zastępować wielkie kontenery pojemnikami na szkło czy papier. Niestety, mieszkam na końcu ulicy i widocznie komuś nie starczyło zapału, bo do mnie ten zwyczaj nie doszedł.  W pierwszej chwili byłem tym faktem oburzony. Chciałem nawet napisać jakiś protest. Ale zwykłe wygodnictwo zwyciężyło. Zaobserwowałem bowiem, jak „szczęśliwcy” obdarowani ekologicznym rozwiązaniem głowili się, wyciągając pojedynczo po jednym śmieciu ze swoich kubełków, dokąd to mają go włożyć. Dzięki temu procedura wyrzucania śmieci potrafiła się nieźle przeciągnąć w czasie. A jak przy tym padał deszcz, czy wiał zimny wiatr? Przerąbane!  Najbardziej jednak ubawiłem się dobre pół roku później. Podczas przechadzki po swojej ulicy zobaczyłem śmieciarkę. Panowie w różowych kombinezonach bez skrupułów wrzucali śmieci z każdego z pojemników do tej samej dziury wewnątrz pojazdu. To ostatecznie wyleczyło mnie z naiwnego myślenia, że w naszym kraju segregacja śmieci jest w ogóle możliwa.

Co u nas jest niemożliwe, gdzie indziej jest normalne. Miałem okazję być ostatnio w Barcelonie. Moja znajoma dobre pół godziny szukała pojemnika, gdzie mogłaby wyrzucić jedną jedyną, będącą w jej posiadaniu, plastikową butelkę. Nie chciała jej nigdzie indziej wyrzucić i już. Ale głupi ci Hiszpanie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.