„W małym dworku” Witkacego (RECENZJA)

28 Wrz

25 września, w Centrum Kultury w Gdyni, odbyła się premiera spektaklu na podstawie dramatu Witkacego ” W małym dworku”. Tekst Witkiewicza postanowił przypomnieć nam reżyser Tomasz Podsiadły.

To sztuka przede wszystkim „o emocjach, pasjach. O takich emocjach bardzo ludzkich. O tym co nas czyni ludźmi”  – opisuje reżyser. – Jako ludzie funkcjonujemy głównie dzięki tym silnym emocjom. Mamy bardzo mocne popędy, bez których nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy. O tym jest ten spektakl.

W małym dworku zdarzyła się tragedia – zmarła pani domu. Śmierć jednak nie okazuje się dla głównej bohaterki końcem, a ledwie początkiem kolejnych przygód. Wraca ona do swojego domu pod postacią widma. Jej powrót jest próbą uporządkowania spraw niedokończonych przed śmiercią. Każdy z domowników inaczej reaguje na jej powtórne pojawienie się. Jedni wpadają w gniew, inni w szaleństwo, jeszcze inni traktują wizytę widma jako coś zupełnie naturalnego.

„W małym dworku” to sztuka wielu silnych motywów – mamy tutaj śmierć i życie pozagrobowe, zdradę, miłość, szaleństwo. Witkacy sam był przecież silną osobowością, tacy są też bohaterowie jego dramatów. To również sztuka o relacjach międzyludzkich, o ich uniwersalnym wymiarze. O tym, że człowiek jest osadzony w społeczeństwie i to właśnie społeczeństwo jest kontekstem jego istnienia.

Wszystkie postaci u Witkacego, są bardzo formalne, są wręcz przerysowane przez Witkacego. Natomiast jak byśmy tak przez moment się zastanowili i obejrzeli siebie, nas współczesnych, obejrzeli siebie, naszą rodzinę, naszych znajomych – to jestem przekonany, że wszystkie te postaci dopasujemy do dzisiejszych typów – podkreśla reżyser. – W tym właśnie tkwi siła tego spektaklu, że choć jego tekst powstał na początku XX wieku, to opowiadana w nim historia jest uniwersalna i doskonale pasuje do współczesnych czasów. „Bo tak naprawdę to chodzi o to, jak między sobą funkcjonujemy, jak reagujemy , (…) jakie są między nami konflikty, z czym się zmagamy w życiu i co jest ważne w życiu – dodaje.

To, co moim zdaniem, jest najmocniejszą stroną spektaklu, to gra aktorska młodych adeptów sztuki teatralnej. Aktorzy świetnie wcielili się w przypisane im role, kreując wyraziste postacie, z których Witkacy z pewnością byłby dumny. Zarówno widmo Anastazji czy też jej mąż, nieporadny artysta, czy lekko rozwydrzone córki – stanowią barwną grupę gotującą się we własnym sosie wzajemnych oskarżeń, oczekiwań. Warto zwrócić również uwagę na scenografię, która nie przypomina małego, uroczego domostwa, to raczej surowa, sterylna przestrzeń. Bardziej przypominająca szpital psychiatryczny, niż rodzinny zakątek.

„W małym dworku” to historia o nas samych – intryguje, niekiedy uwiera. Warto przyjrzeć się jej bliżej, poszukać własnych interpretacji, przejrzeć się w tym zwierciadle. Czy nas ten obraz przerazi czy też rozbawi? Czy nie skłoni do refleksji, że czasami to my jesteśmy jedynie chodzącymi po świecie widmami?

Fot.tyt.: „W małym dworku” – Centrum Kultury w Gdyni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.