O Artloop Festival słów kilka…

9 Wrz
Share on Facebook4Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Print this page

„ARTLOOP FESTIVAL jest artystycznym laboratorium, opartym na starannie wyselekcjonowanych programach kuratorskich, podejmujących tematy za zakresu współczesnych sztuk wizualnych, designu i muzyki, łączącym młodą sztukę ze sztuką uznaną, otwierającym miasto na sztukę i sztukę na miasto. Zróżnicowany program festiwalu, oparty na zasadzie interakcji z widzem w otwartej przestrzeni miasta, przeznaczony jest dla szerokiego grona odbiorców.”

To słowa które według organizatorów definiują ich festiwal. Przyznać trzeba, że dla przeciętnego odbiorcy to dość enigmatyczny i zwyczajnie niezrozumiały opis i dla większości odbywający się w zeszły weekend festiwal właśnie taki był.

Idea festiwalu podana w prosty sposób to zwyczajnie chęć przybliżenia działalności artystycznej ludziom. Podanie sztuki, która wyłania się z niebezpiecznego terenu Galerii i podchodzi bezpośrednio do odbiorcy. Staje na ulicy i pragnie konfrontacji. Pomysł niezwykle szlachetny i godny podziwu, ale przy organizacji tego typu przedsięwzięcia artystycznego w jego szerokim pojęciu stajemy przed zadaniem wybitnie trudnym.

Mogli przekonać się o tym Ci, którzy mieli okazję trafić na teren festiwalu, a o to w niektórych przypadkach nie było trudno, bo wystarczyło przespacerować się głównym deptakiem sopockiego kurortu aby natrafić na prace chociażby Filipa Kozarskiego pt. „Plac Zabaw” który stanął na Placu Przyjaciół Sopotu i najprawdopodobniej to miejsce które cieszyło się największą częstotliwością odwiedzających go, mniej i bardziej przypadkowych, odbiorców.

art1
Na całość Artloop’owego Festivalu składało się 5 sekcji:

Sekcja Urbanator – Sztuka w przestrzeni miejskiej + Design,
Sekcja Screen – Kino + Sztuki wizualne
Sekcja Soundspace – Muzyka + Sztuka
Sekcja Art Lab – Warsztaty + Edukacja
Sekcja Art Talks – Dyskusja + Debata + Spotkania

Pierwsza z sekcji – Sekcja Urbanator. To dostępna dla odwiedzających przez cały czas trwania festiwalu propozycja. Na terenie całego Sopotu umiejscowiono 11 artystycznych obiektów, instalacji i rzeźb. Artyści zaproszeni do współpracy, zmierzyli się z hasłem tegorocznego festiwalu „Mind The Gap!” i na swój subiektywny sposób zaproponowali jak tę „lukę w mieście” można według nich wypełnić. Powstało wiele ciekawych pozycji takich jak wspomniany już „Plac Zabaw” Filipa Kozerskiego, instalacja w Wili Bergera „Po drugiej stronie lustra” Nicolasa Grospierre i Olgi Mokrzyckiej-Grospierre, „Second Moon Syndrom” Anny i Adama Witkowskich, czy instalacja Joanny Zastróżnej „Pralnia chemiczna”.

Znakomitym pomysłem był fakt, że prace powstały specjalnie na potrzeby festiwalu, więc każda z nich ma wspólny mianownik w postaci podjętego tematu, co z łatwością pokazuje nam jak różnorodne i skrajnie bywają postawy artystów.

art2

Druga sekcja – Sekcja Screen to propozycje filmowe wyświetlane w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie i w Teatrze na Plaży. Tematyka wyświetlanych obrazów dotykała subkultury punkowej, czyli swoistego wybrakowania w pewnych aspektach życia, co było przedmiotem uwagi festiwalu.
Pozycjami zasługującymi na uwagę, której niestety wyraźnie nie odczuły na pokazach poprzez frekwencję widzów, to „Detropia”, w reżyserii Heidi Ewing i Rachel Grady, która to, między innymi,  nominowana była do Głównej Nagrody na Festiwalu Filmowym w Sundance oraz „Is Dee Dee Home?” Lecha Kowalskiego będącego jednym z gości specjalnych festiwalu. Widzowie mieli także okazję zapoznać się z twórczością filmową Laurie Anderson, co pozwoliło odczuć eksperymentalny charakter jej twórczości tym, którzy nie mogli wybrać się na koncert artystki.

Sekcja Soundspace to muzyczna oferta Festiwalu Artloop. W tym roku organizatorzy postawili poprzeczkę bardzo wysoko i postanowili zaprosić wspomnianą już Laurie Anderson.

Choć koncert z powodzeniem mógłby funkcjonować poza festiwalem, to jeśli chodzi o dopasowanie i wybór artysty, stylistyczne bardzo pasował do całości wydarzeń i tu organizatorzy strzelili w dziesiątkę. Wielkie chapeau bas także za to, że trwające od ponad roku negocjacje z artystką summa summarum zakończyły się sukcesem.

Jednakże sam koncert w oczach wielu widzów sukcesem zdecydowanie nie był. Nie rzucał na kolana i z całą pewnością nie zapadł na stałe w, spragnionych wielkich działań, oczach widzów.

Columbus Audiohall to przestrzeń, w której odbył się koncert. Wybór tego miejsca jest jak najbardziej słuszny, co też w znaczący sposób podnosi prestiż wydarzenia. Choć bez problemu koncert można by zorganizować w bardziej surowej przestrzeni, co mogłoby być ciekawsze. Miejscu, gdzie specyficzny industrialny klimat, zastąpiłby czystą wykładzinę i wygodne krzesła które, w połączeniu z mistycznie – oniryczną atmosferą performance’u, podziałały na niektórych widzów w sposób dosłowny.

W sobotni wieczór kilka minut po godzinie 20, sala hotelu Sheraton wypełniona była niemalże po brzegi. Wszyscy wygodnie zasiedli na swoich miejscach a na scenę wyszła Lena Dula i zapowiedziała występ artystki, której, jak sama twierdziła,  zapowiadać nie ma potrzeby, ale może i słusznie, że to zrobiła, bo chwilę później rozbłysły światła a na scenę wkroczyła zwyczajna, starsza kobieta, ubrana w obszerną kraciastą koszulę, która równie dobrze mogłaby być osobą z obsługi technicznej. Uchwyciła stojące na statywie skrzypce elektryczne i rozpoczęła przedstawienie.

Szybko jednak można się było zorientować, że artystka nie posiada wykształcenia muzycznego, bo wykonywane przez nią kompozycje nie były brawurowymi pasażami przechodzącymi przez wszystkie rejestry instrumentu w stylu Paganiniego, ale prostymi, intuicyjne wygrywanymi dźwiękami, które połączone z lekkim podkładem muzyki elektronicznej i apokaliptycznym klimatem sampli tworzyły ewidentnie magiczną aurę.

Całość ciężko właściwie nazwać koncertem. Łatwiej natomiast określić jako spektakl utrzymany w mocno buddyjskim stylu. Laurie czarowała odbiorców zabawnymi, wzruszającymi i w pewien sposób skłaniającymi do refleksji historiami z dziedzin nauki ewolucji, tajemnic ludzkiego ciała i umysłu, czy wierzeń Tybetańczyków, przy użyciu swojego niezaprzeczalnie hipnotyzującego głosu, wspomaganym raz po raz elektronicznymi efektami.

Minimalizm i eklektyczna forma to chyba określenia które najlepiej opisuje sobotni wykon. Zabrakło chyba jednak rozmachu i szaleństwa. Myślę, że na to liczyła i czekała większość widowni.

Dopełnieniem całości festiwalu były dwie pozostałe sekcje – Sekcja Art Lab, czyli warsztaty edukacyjne, oraz Sekcja Art Talks w ramach której odbyła się z dyskusja z Lechem Kowalskim – reżyserem 4 filmów wyświetlanych podczas festiwalu.

Podsumowując, druga edycja Artloop Festival była trochę tak jak występ gwiazdy sobotniego wieczoru – Laurie Anderson, która nie skupia się na jednej rzeczy ale próbuje ogarnąć szeroko pojętą sztukę współczesną i chce dotknąć jej wielu aspektów. Wielkie brawa dla producentek całego festiwalu Leny Duli i Emilii Orzechowskiej za inicjatywę i chęci. Niestety jednak, pomimo widocznych gołym okiem starań i ogromnego zaangażowania szeregu ludzi, całość wypadła w zasadzie nijak. Oczywiście nie można zaprzeczyć, że jest to fantastyczna inicjatywa, która wprowadza nutę działalności artystycznej w przestrzeń naszej codzienności, skłaniając do refleksji i zatrzymania się na moment, w kontraście do obecnego jeszcze do niedawna w kurorcie rozpędzonego tłumu turystów ślepego na jakiekolwiek bodźce kulturalne, lecz przed kolejną edycją festiwalu obie Panie czeka jeszcze ogrom pracy.

Fot. https://www.facebook.com/artloop/photos_stream

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.