Cierpienie za miliony

19 Lip

Tym razem, z oczywistych powodów wakacyjnych, sopocka „Dwójka bez sternika” wyjątkowo wiosłuje w składzie jednoosobowym. Wracamy do dwugłosu już za tydzień. Udanego urlopu życzymy wszystkim naszym internetowym czytelnikom! Tadeusz i Wojciech.

Mariaż kabaretu z teatrem najczęściej nie bywa jakoś specjalnie udany. Prześmiewczy język kabaretowy nie sprawdza się z reguły w warunkach spektaklu teatralnego, ujętego przez reżysera w sceniczne ramy i uwarunkowania. Dlatego na premierę „Wielkiej improwizacji”, zrealizowanej w Teatrze Wybrzeże jako wspólne dzieło twórców Kabaretu Limo – Abelarda Gizy i Wojciecha Tremiszewskiego oraz reżysera Jakuba Roszkowskiego, wybrałem się raczej bez większego przekonania i specjalnych oczekiwań. Bałem się bowiem, iż specyficzny język tego kabaretu, doskonale sprawdzający się w autorskiej interpretacji, przestanie śmieszyć, poddany reżyserskiej i aktorskiej obróbce, a jego świeżość i oryginalność ulotni się bezpowrotnie.

„Wielka improwizacja” okazała się jednak spektaklem interesującym, momentami nawet może niebezpiecznie balansującym na granicy dobrego smaku, ale jednak – w moim przekonaniu – jej nie przekraczającym. To pewien eksperyment teatralny, który – sądząc zwłaszcza po reakcji dość zróżnicowanej wiekowo publiczności – okazał się na tyle udany, że warto go docenić. Jego autorzy proponują swoim widzom nie tyle kabaretową, najczęściej zresztą dość lekkostrawną papkę, ale momentami niezwykle poważną rozmowę o bagażu naszej najnowszej historii, pokazując ją w swoistym gabinecie krzywych luster.

Oglądamy w nich odbicie swoich lęków, przywar, stereotypów, przyzwyczajeń i narodowej megalomanii (bo „jesteśmy przecież narodem wybranym, tylko nikt nie wie, do czego”). Nawiązanie (przewijające się od samego początku, począwszy od tytułu) do mesjanistycznych tradycji romantycznych i lektur obowiązkowych, wyniesionych ze szkoły, które dziś funkcjonują najczęściej w postaci wyrwanych z kontekstu cytatów i powiedzeń, wydaje się w tej sytuacji wręcz oczywiste. Stajemy się zatem w ten sposób świadkami teatru w teatrze, podlanego zawiesistym, nieco przypalonym sosem patriotyczno-narodowym.

Teatru, przedstawianego od kulis, ze swoim technicznym zapleczem i personalnymi uzależnieniami. Owinięte gęsto splątaną, romantyczną, biało-czerwoną wstążką zmagania dwóch aktorów z tekstem premierowej sztuki i pewnymi konwencjami teatralnymi, są w tym wypadku pretekstem do rozprawy z polskimi mitami, legendami i przekonaniami o naszej wyjątkowości. Autorzy i reżyser pozwalają zresztą dzięki temu swoim aktorom na formę dość przewrotnej gry z publicznością, co zresztą doskonale się sprawdza, pozostawiając sporo miejsca na tytułową improwizację.

Odniosłem wrażenie, że zarówno sami aktorzy (zwracają naszą uwagę drugoplanowe, ale istotne role – w różnych wcieleniach – Jacka Labijaka), jak i publiczność, zaproszona do współtworzenia spektaklu – doskonale się bawią taką konwencją, wyśmiewając przy okazji zarówno ten patriotyczno-narodowy, jak i teatralny patos. Doskonale pasują też do takiej właśnie konwencji sceny z animowanymi lalkami-karykaturami, zarówno tymi symbolizującymi historyczne postaci Lecha Wałęsy i Wojciecha Jaruzelskiego, jak np. Matki-Polki. Wydaje się nawet, iż ciekawych pomysłów autorom spektaklu nie tylko nie brakowało, a może nawet było ich nieco za dużo.

Taka twórcza gonitwa myśli kabaretowych twórców na pewno jednak pozwala reżyserowi odświeżyć nieco zużyte już tematy i teatralne kostiumy. Umiejscowienie całej akcji w konkretnej „przestrzeni wolności” Gdańska i na scenie konkretnego gdańskiego teatru stwarza też dość duże pole do popisu wykonawcom, chociaż przynosi też realne niebezpieczeństwo przeszarżowania i grania „pod publikę”. Ale taka jest też właśnie specyficzna uroda tego spektaklu. Można ją zaakceptować – z wszystkimi jej zaletami oraz wadami – albo odrzucić. Ja ją zaakceptowałem i polecam innym – i to nie tylko dlatego, że Abelard Giza i Wojciech Tremiszewski zaliczają się do grona tych twórców kabaretowych (a od tej chwili również teatralnych), którzy zmuszają swoich odbiorców przede wszystkim do myślenia, a nie tylko głośnego rechotu.

Wojciech Fułek

——————————————————
Abelard Giza, Jakub Roszkowski, Wojciech Remiszewski, „Wielka Improwizacja”, reżyseria: Jakub Roszkowski, Teatr Wybrzeże, premiera 6 lipca 2013 podczas inauguracji V sezonu Sceny Letniej w Pruszczu Gdańskim.

tadeusz_fulekTadeusz Fułek (rocznik 1986) absolwent kulturoznawstwa na poznańskim Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, z pochodzenia sopocianin, mieszka w Warszawie, pracuje w agencji reklamowej „Grey”. Swoje teksty drukował m.in. w „Machinie” i „Wysokich obcasach” oraz na portalach internetowych. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa
tadeusz.fulek@gmail.com
wojciech_fulekWojciech Fułek (rocznik 1957) sopocianin od zawsze i na zawsze, jak stąd wyjeżdża to nigdy na długo. Człowiek wielu zawodów i umiejętności, Przewodniczący Rady Miasta Sopotu, z zamiłowania – publicysta, dziennikarz, pisarz, poeta. Autor m.in. historii mola sopockiego, Opery Leśnej i wielu innych książek, tekstów piosenek, scenariuszy filmów dokumentalnych, sztuk teatralnych i słuchowisk oraz szczęśliwy trójki synówwojciechfulek@kochamsopot.pl

One Reply to “Cierpienie za miliony”

  1. Mam poważne obawy. Wpisanie się w specyficzną konwencje teatru , kogoś zmagającego się z kabaretem, jest nie tylko trudne, ale niebezpieczne. Nie odwazylbym się nazwać kabareciarzy ( przy całym szacunku), twórcami teatru, po pierwszej , bardzo dyskusyjnej probie. Zachęcił mnie Pan jednak, więc pójdę, zobaczę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.