Trawers Gór Mackenzie (RELACJA, AKTUALIZACJA)

23 Sie
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Print this page

Marcin Gienieczko minął osadę Golden Lake, do granicy z Yukonem ma ok 130 km, za sobą ok 880 km. Na swojej drodze napotkał niedźwiedzia grizzly, na szczęście był on w dość bezpiecznej odległości. Niedźwiedź jest dla Kanady symbolem, tak jak tygrys dla Indii czy lew dla Kenii, jednak bliskie spotkania z nimi nie należą do przyjemności. Podróżnik jest już bardzo zmęczony, a w takim stanie nietrudno popełnić błąd, który może wiele kosztować. Do końca wyprawy zostało już niewiele kilometrów, miejmy nadzieję, że zakończy się ona szczęśliwie.

Teraz zrealizował swój wielki plan. – Wyprawa była zdecydowanie cięższa niż przepłynięcie Amazonki. Dlaczego? Płynąc Amazonką jesteś mimo wszystko w cywilizacji, spotykasz ludzi, mijasz bary, gdzie można coś przegryźć. Tutaj jest tylko dzika natura, jest się zdanym wyłącznie na siebie – wyjaśnia Marcin Gienieczko.

Marcin w trakcie wyprawy „crossował” takie rzeki jak Twitya, Keely River czy Carcajou-ta ostatnia zatrzymała go w 2008 roku. Zawsze marzył zrobić takie przejście samotnie i w końcu zamierzenie się powiodło.

Równo 10 lat temu, tylko zimą, w 2007 roku był w Norman Wells u Polaka Marcina Rojka, który i tym razem go gości. Tu przy okazji wielkie podziękowania dla M. Rojka. Wówczas Marcin planował przejść szlak Canol własnie zimą, ale okazało się to niemożliwe z powodu głębokiego śniegu i trudnego położenia terenu: góry, kaniony, gęsty las itp.

Szlak Canol, który wybrał Marcin, jest bardzo wyczerpujący i wymagający. Jest to oryginalna trasa Canol, dodatkowym utrudnieniem było to, że Marcin postanowił wejść na Blue Mountain wnosząc plecak z pontonem i wiosłami, które były mu niezbędne do przeprawy przez rzeki. Akurat ta decyzja nie była najwłaściwsza, ponieważ kiedy skończył się szlak, musiał spuszczać plecak na linie do wąwozów, głębokich jarów, przedzierać się przez gęsty las niczym w dżungli. To tutaj, po zejściu z gór nabawił się urazów: między innymi poważnych obrażeń ramion-głębokie otarcia spowodowały pojawienie się stanów zapalnych. Teraz odpoczywa i leczy je w miejscowym ośrodku zdrowia.

Przez 14 dni Marcin ciągnął specjalnie skonstruowany wózek, który sprawdził się w 100 procentach. Kolejne 11 dni szedł z 37 kg plecakiem z żywnością i wspomnianym pontonem. Przejście przez rzeki, to czasem brodzenie po kolana w wodzie, czasem po szyję, ale też wykorzystanie owego pontonu, bo poziom wód niejednokrotnie był wysoki. Pogoda ogólnie była dość dobra, przez 8 dni od mila 222 było ciepło i słonecznie, dopiero na Polach Abrahama zrobiło sie zimno i deszczowo.

To była ciężka przeprawa, codziennie pobudka o 6 rano i dzień w dzień marsz po 12 godzin. Narzuciłem sobie ambitny plan, ale chciałem zrobić trasę w ramach wcześniejszych ustaleń z kolegą i kartografem Adamem Wasilewskim – mówi Marcin.


Podobnie niełatwo było w kanionie Devil’s Pass – tu trzeba było iść korytem rzeki, były rozległe bagna i grząski teren. Był też źle poprowadzony wcześniejszy track, mimo to, udało sie wówczas dojść po 13,5 godzinach marszu do przystanku – Mila 108, później szlak prowadził już doliną – wędrowało się znacznie lżej.

Marcin Rojek, który tutaj mieszka od lat 80–tych, zabrał Marcina 20 sierpnia o 15.00 czasu NWT z nad brzegów Mackenzie. Teraz ma kilka dni odpoczynku. 21 sierpnia przyleciał do Norman Wells Rupert Dook, z którym Marcin zrobił w 2008 roku 350 kilometrowy marsz. Teraz obaj panowie planują dokonać przejścia pod,,górę”, czyli z Norman Wells do Mila 222. Tym samym Marcin chce mieć na koncie zaliczony podwójny trawers Gór Mackenzie o długości 1000 km.

Czy mu sie uda? Tego nie wie, bo jest zmęczony, ma uszkodzony plecak, lekko nadwerężone ale do naprawy buty, a przede wszystkim będzie zmagał się z bólem. Powstałe rany tak szybko się nie wygoją – powiedziano mu, ze potrzebne są 2-3 tygodnie, a on ma zaledwie 4 dni, gdyż 24 sierpnia planuje znowu zaatakować szlak. Celem jest dojść do Mila 222, czyli do granicy z Yukonem w ciagu 16 dni, czyli poprawić dystans w marszu o 2 dni. Zrezygnują z marszu Blue Mountain, pójdą doliną, niemniej jednak będzie to bardzo intensywny marsz. Jeżeli okaże się, że niedźwiedzie grizzly nie uszkodziły zostawionego nad rzeką Twitya wózka, to Marcin planuje dotrzeć do granicy z Jukonem z wózkiem, ale nie jest to pewne. Wózek to duża pomoc w logistyce, która pomogła osiągnąć cel – nie da się nieść na plecach wszystkiego, co niezbędne podczas tych 25 dni.

Marcin na razie cieszy z tego przejścia i sukcesu oraz odpoczywa zdobywając siłę na drugą część projektu.

W trakcie tej wyprawy niosły go słowa Jana Pawła II, wypowiedziane w Gdańsku w 1987 r.:
„Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych”.

Te słowa powtarzał do końca swojego marszu, do brzegów Mackenzie. Szedł z Bogiem, bo tak został wychowany przez rodziców, którzy są jego przyjaciółmi. Podobnie jak Borge Ousland czy Mike Horn. Tak też chce wychowywać swoje dzieci, dając im przykład i tworząc dobrą relację. To Marcin zrozumiał podczas tej wyprawy. Najważniejsza jest rodzina, ale nie na odległość, tylko bycie ze sobą blisko. Te wartości są dla niego ważne i to one przewijały się w tej wyprawie. Ponadto wyprawa wg Marcina ma dwa etapy – drogę krzyżową i drogę zmartwychwstania. Wierzy, że ta druga będzie droga zmartwychwstania do wszystkiego.

Edit: 29.08.2017

Marcin Gienieczko wraz z Kanadyjczykiem Rupertem Dook z sukcesem przeprawili się przez rzeki Carcajou, Keely River. Marcin jest wyposażony w ponton, więc jeśli nie było to łatwiejsze zadanie, to na pewno bezpieczniejsze. Rupert próbował crossować rzekę Keely kilkukrotnie, ale bez powodzenia. Prąd był dość silny, były obawy, że to się nie uda. Jednak po namowie Marcina spróbowali raz jeszcze i rzekę pozostawili bezpiecznie za sobą.

Założeniem tego etapu było przejście w duecie, więc gdyby partner Marcina zrezygnował, on sam również nie dokończyłby zadania.

Poziom wód wysoki, w górach zrobiła się jesień, temperatura w nocy ok. 0°C.
To już 35 dzień wyprawy, Marcin ma za sobą 715 km przeprawy w trudnym górzystym terenie. Ból sprawia mu obciążony plecak, choć Rupert bardzo go wspiera, zarówno w pomocy czysto medycznej-przy zmianie opatrunków, jak i podczas samej przeprawy.
Jutro rano planują dotrzeć do Pól Abrahama.

Wielki trawers gór Mackenzie: 1026 km przeprawy przez najdziksze góry Kanady. Podwójny trawers: 634 km samotnie, 392 km z partnerem. Największe wyzwanie sportowe podróżnika Marcina Gienieczko!

Przy okazji Marcin chciałby podziękować Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu, za wsparcie i nadzieję w odpowiednim momencie.

Śledź podróż na bieżąco TUTAJ.

Portal my3miasto.pl jest patronem medialnym wyprawy.

One Reply to “Trawers Gór Mackenzie (RELACJA, AKTUALIZACJA)”

  1. Pingback: Trawers gór Mackenzie zakończony sukcesem! - my3miasto.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.