Sopocki tyczkarz: lekarzom zawdzięczam wyrwę

28 Lis

Przed rokiem jego talent eksplodował – został siódmym tyczkarzem świata, wywalczył mistrzostwo Polski, zdobył srebro na Uniwersjadzie i nagle klops. Uraz ścięgna Achillesa, nietrafione diagnozy medyków i w efekcie rok wyrwany ze sportowego życiorysu.

Sopocianin Mateusz Didenkow nie traci jednak ducha i jako męski lider tyczkarskiej „stajni” Jacka Torlińskiego (wśród płci pięknej prym wiedzie była mistrzyni świata, prywatnie małzonka trenera – Anna Rogowska – przyp. red.) ostrzy sobie zęby na występ na własnych śmieciach podczas Halowych Mistrzostw Świata w Sopocie w marcu 2014 roku.

Po obfitującym w sukcesy roku 2011, kiedy zostałeś wicemistrzem Uniwersjady i zająłeś 7 miejsce w mistrzostwach świata w Daegu i ustanowiłeś rekord życiowy 5.75, słuch o Tobie zaginął?
Mateusz Didenkow (SKLA Sopot): Niestety, cały czas walczę z kontuzją stopy, która nasiliła się do tego stopnia, że nie mogłem kontynuować skakania. Początek sezonu jeszcze nic złego nie zwiastował. Normalnie trenowałem z grupą innych tyczkarzy, pojechałem nawet na zgrupowanie do RPA, ale po powrocie ból się wzmógł, a lekarze nie do końca wiedzieli co mi dolega.Sześć tygodni intensywnej rehabilitacji nic nie dało, potem były konsultacje w klinice w Monachium – także nieskuteczne, wreszcie dotarłem do dwóch ortopedów w Szwecji, którzy chyba rozpoznali właściwie mój problem. Przed Świętami Bożego Narodzenia przejdę zabieg w Sztokholmie, który – mam nadzieje – zakończy moją gehennę ze ścięgnem Achillesa.

Ile czasu zajmie Ci rekonwalescencja i kiedy rozpoczniesz trening z pełnymi obciążeniami?
Lekarze twierdzą, że truchtać będę mógł zacząć dopiero po sześciu tygodniach. A to oznacza, że do treningu z pełnym obciążeniem wrócę najwcześniej po trzech miesiącach po operacji. Liczę, że uda się odbudować już na sezon letni i wrócić co najmniej na poziom, który prezentowałem przed kontuzją.

W czasie wolnym od skakania znalazłeś sobie jakąś namiastkę rywalizacji?
Niestety, nie. Fatalnie znoszę ten okres, bo w zasadzie z dnia na dzień straciłem coś, na co pracowałem wiele lat, nie pojechałem na igrzyska olimpijskie. Nie waham się powiedzieć, że życie mi się przewróciło do góry nogami. Gdyby nie najbliżsi i trener Jacek Torliński, którzy mnie wspierają, to może bym się załamał takim obrotem spraw. Mam wspaniałą dziewczynę, która jest dla mnie prawdziwym motorem napędowym i wiem, że mógłbym z nią góry przenosić. Pomoc ich wszystkich pozwoliła mi przetrwać ten rok.

Napędza Cię perspektywa skakania w domu, przed własną publicznością, podczas Halowych Mistrzostw Świata w lekkiej atletyce, które w 2014 odbędą się w Sopocie?
W ogóle nie wyobrażam sobie życia bez skakania, a ta impreza stanowi dodatkowy bodziec. Jeśli tylko zdrowie pozwoli, zrobię wszystko, żeby wystartować w Ergo Arenie i pokazać się z jak najlepszej strony.

Jest sens snuć plany sportowe po powrocie na bieżnię? Stawiasz sobie jakiś cel na przyszły sezon?
Nie chcę wywierać na siebie żadnej presji, nie zamierzam kalkulować, patrzyć na to, ile zarobię za udział w jakimś mityngu, chcę się po prostu cieszyć z powrotu do sportu, z robienia tego, co uwielbiam i tylko na tym zamierzam się skupić. Czy na koniec sezonu będzie to 5.80 m czy 5.50 – bez znaczenia. Jeśli w dalszym ciągu skakanie o tyczce będzie sprawiało radość – to prędzej czy później wynik sam przyjdzie.

Urazy ścięgna Achillesa, stawów skokowych, więzadeł krzyżowych to w przypadku sportowców, a już lekkoatletów w szczególności – norma. Niedoskonałość techniczna zawodnika może skutkować bólem w bardziej…newralgicznym miejscu. Szczegóły w filmiku poniżej:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.