Radarowy zawrót głowy

3 Sty

Na co czekasz, możesz być jeszcze szybszy – powiedział dres do dresa i dał po garach. Palona guma była w stanie stopić bramy piekła i ruszyli. Nagle pisk, tarcze hamulcowe w ruch. Dresy zwalniają, zatrzymują się i pędzą do radaru niczym Krzywousty, który ukorzył się przed Papieżem. Na nic wszelkie prośby bo zdjęcie cyknięte, prędkość zmierzona i pozamiatane. Na tej samej drodze fan wyścigów kradzionym samochodem przy znacznej prędkości przejechał 17 osób, staranował autobus i siłą rozpędu wjechał w kiosk ruchu, w którym pani Bożena dopijała herbatę.

Gdy wyczołgała się spod gruzów swego kiosku, minęły ją 4 samochody jadące driftem. Od jednego odpadło koło, które poleciało w stronę kioskarki. Na szczęście pan Mirosław, jadący przerdzewiałym małym fiatem zatrzymał się i zdążył odłożyć różaniec, a wraz z nim odmawianą w intencji piratów drogowych tajemnice bolesną, aby uratować kioskarce życie, przed pędzącym kawałem gumy, który po innej obróbce mógłby uniemożliwić jej narodziny.

Taki oto obraz maluje przed nami rząd, który czuję się w roli orędownika i zbawcy dróg w Polsce. Każdy przekraczający prędkość jest złem wcielonym. Każdy jest szatanem co wraz z diabłem bezmyślnością swą chcą wprowadzić chaos na polskiego narodu drogi. Tyle, że chaos panował u nas od zawsze i te kilka nitek autostrady czy remontów dróg to raczej kosmetyka lub wczesna faza rozwoju.

Prawda jest taka, że jeżeli w budżecie zapisano, że wpływy z mandatów mają wynieść X, to tyle wynieść muszą. Zasadą budżetu jest to, że nie budżetuje się zjawisk nieprzewidywalnych, zjawisk jednorazowych, nadzwyczajnych. Wszystko inne musi mieć odzwierciedlenie w liczbach. Rząd, jakkolwiek nie chciałby omotać nas wizją bezpiecznych dróg, chce – mówiąc wprost – na nas zarobić.

fotoradar

Niestety, sprzyjają mu doniesienia o pijanych kierowcach i młodzikach, którzy mkną z prędkością „nadświetlną” i nikną w białym tunelu światła, rozpoczynającego się na drzewie. Matematyka jest królową nauk, bo podaje proste i przejrzyste liczby, jednak inną stroną jest interpretacja wyników. Tak samo działa tłumaczenie zwiększenia ilości fotoradarów. Biorąc pewne liczby, można je interpretować tak, żeby pasowały do założeń.

Aby zminimalizować tego typu sytuacje, trzeba wprowadzić odpowiednie przepisy, a nie maszyny! Przepisy pozbawiające jadącego na rauszu delikwenta samochodu, a w przypadku spowodowania wypadku odpowiedzialności majątkiem. To radykalne przykłady, ale tutaj chodzi mi o przedstawienie przykładów, a nie tworzenie prawa. Fotoradary są postrzegane jako zło, a nie jako środek prewencji, dlatego, że ich właściwości są nadużywane.

Poza tym istnieje coś takiego jak przyzwolenie społeczne na popełnianie pewnych wykroczeń. Polega to na tym, że większość ludzi akceptuje przekraczanie prędkości np. o 10 km/h, natomiast 20 to już przesada. Z drugiej strony, jeżeli 100 kierowców przejedzie drogą z prędkością 80 kilometrów przy ograniczeniu do 70 i jeden się rozbije to nie znaczy, ze tych 99 jest złymi kierowcami. Oznacza to, że ten jeden kierowca mógł mieć problemy z autem, nie mieć doświadczenia lub uległ brawurze (wiedział, ze jego auto nie wytrzyma takiej prędkości). W każdym razie to nad nim trzeba popracować. Nad tym, aby nie jeździł niesprawnym autem lub doszkolił się i nie kozaczył. Jest też kolejny wymiar tego przykładu, że może dopuszczalna prędkość z jakichś powodów może być zaniżona, co kiedyś miało uzasadnienie, a teraz jest archaizmem, czymś przestarzałym wobec wiedzy obecnej.

Niestety fotoradary są dla rządu taką samą kurą znoszącą złote jaja, co dla kościoła TV Trwam. Kasa płynie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.