Kiedy impreza zamienia się w koszmar…

9 Lis

Impreza? Pewnie. Dobra muza, akcja libacja, znajomi. Już nie mogę się doczekać. Ale zaraz, zaraz. Wyjście na imprezę ciągnie za sobą szereg wkurwów. Zdziwiona? Czemu? Ciebie pewnie też to dotyczy!

Nie ukrywajmy, że wejście do klubu wiąże się (dla większości kobiet) z pewnymi przygotowaniami. W co się ubrać, jaki make-up, jak ułożyć włosy. Założę sukienkę – będę sexowna. No, na pewno. A potem w tej sukienusi, w pizgawicę będę czekała na SKM-kę. No way! Szpilki, koturny, a może pójdę w cichobiegach? Szpilki wydłużają nogi, ale w cichobiegach wygodniej no i przecież muszę wziąć pod uwagę mój powrót do domu w stanie ,,lekkiego szoku”. Włosy wyprostuję. Co ja pieprzę? Wyprostuję, a za chwilę będę miała na głowie jedną, wielką szopę. Loki – jak na wesele. Kucyk? Pomyślę. Dobra, powiedzmy, że jakoś już wyglądam. Idę!

Boska podróż

Niezbyt komfortowa podróż SKM-ką, busem, tramwajem sprawia, że często odechciewa mi się wszystkiego. Jadę ,,trzy lata”, a mój organizm już dawno zapomniał, że czymś go w domu znieczuliłam. Nie ma gdzie usiąść, już bolą mnie nogi, a włosom daleko do stanu sprzed ostatniej kontroli przed wyjściem. Bosko.

Akcja wejście

Fajnie by było przyjść, wejść, usiąść. Ale nie. Musisz postać w kilometrowej kolejce. Dobra, moja wina. Mogłam przyjść wcześniej, ale z drugiej strony nie będę przecież sterczała przed klubem od 18.00. Czekam, czekam i czekam. Bramkarz mnie wpuścił, ale czekam dalej – został jeszcze przecież przystanek szatnia.

Love story, dirty dancing

Nic tak nie wkurza jak pary na parkiecie. Jak tańczysz sobie normalnie, nie rozpychając się (a nawet kontrolując ruchy ze względu na przystojnego bruneta siedzącego przy barze, który ewidentnie wlepia w ciebie wzrok) to prawdopodobieństwo, że w pobliżu znajdzie się para, która uskutecznia na środku parkietu jakieś tarło, jest niemalże stuprocentowe. Nie ważne, że dopiero się poznali. Mało się nie zjedzą, ocierają się o siebie. Istne love story. Z mojego kontrolowanego tańca oczywiście nic nie wychodzi, brunet już tańczy z inną. Są też pary, które parkiet klubowy pomyliły z salą weselną lub parkietem Tańca z gwiazdami. Obroty, piruety. Spoko, nie szkodzi, że trzeci raz typiara stanęła mi obcasem na stopę.

Kibel? Nie, dziękuję.

W końcu nadchodzi ta chwila, kiedy muszę skorzystać z toalety. Uwierzcie, jakbym nie musiała, to w ogóle bym tam nie szła. Nie dość, że oczywiście kolejki ciągną się w nieskończoność to zazwyczaj śmierdzi, syf i nie ma papieru. Dobrze, że w kopertówce mam chusteczkę. Może następnym razem wcisnę do niej całą rolkę papieru?

Mało % – kierunek bar

Jak tak tańczę i widzę to wszystko, uświadamiam sobie, że w takim stopniu upojenia za długo tu nie pobędę. Więcej alko! Więcej alko! Idę do baru. To, że idę nie oznacza oczywiście, że od razu się napiję. I znów czekam ,,trzy lata” zanim nadejdzie moja kolej. Jak mam już prawo głosu, biorę wszystko jak leci, na zapas. Raz, dwa, trzy.. i wszystko się zmienia. Już nie bolą mnie nogi, to, co się dzieje w kiblu mam gdzieś. Teraz pewnie to ja jestem osobą, która wkurza innych, która się rozpycha, która odpierdziela na parkiecie love story. Nie wiem. Nie pamiętam. Może to i lepiej..

3 Replies to “Kiedy impreza zamienia się w koszmar…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.