Boję się rozwoju

29 Wrz

Każdy, kto oglądał ,,Matrixa” braci Wachowskich wie, czym jest wirtualna przestrzeń. Syntetyczny świat napisany w systemie zero-jedynkowym dawał bohaterom filmu przestrzeń do prowadzenia wyimaginowanego życia, pełnego niebezpieczeństw. Czy obecnie, wiele lat po premierze ,,Matrixa”, można powiedzieć, że losy ludzkości przyjmują zapis systemowy, które da się wytłumaczyć matematycznie?

Mamy Internet, więc chyba tak!

Kiedy w 1999 roku na ekranach kin pojawił się genialny film Larrego i Andy’ego Wachowskich, matrix był absolutną abstrakcją, przestrzeń, do której przenosili się bohaterowie poprzez zjedzenie czerwonej pigułki wydawała się czymś, co nie może mieć miejsca w tzw. realu. A tymczasem, po upłynięciu około 10 lat, ten wyimaginowany wówczas świat, stał się powszechnie dostępny, łatwy w obsłudze i tak pojemny, jak boski Wszechświat, którego żaden umysł nie ogarnia. Tak samo jak Kosmos, Sieć dodaje inspiracji, ale jednocześnie generuje tyle zagrożeń i niebezpieczeństw ile prawdziwe życie.

Jakie możliwości daje nam dzisiejszy matrix? Przede wszystkim zarabianie pieniędzy. Pozwala żyć. Wirtualne życie ułatwia przeżycie, a real generuje potrzeby, które często rozwiązuje Internet. Sklepy, aukcje, zamówienia – przecież to wszystko jest w Sieci. Od kalafiora po wibratory analne – to wszystko z dostawą do domu. Wygoda to kolejny czynnik, który przyciąga tylu ludzi do netu. Z innej beczki: po co teraz wychodzić z domu, żeby pogadać o tym, jak minął dzień jednemu z naszych przyjaciół, skoro odpalając jeden z najpopularniejszych portali społecznościowych, wystarczy kliknąć jeden raz na ikonkę ze zdjęciem naszego ziomka i już!

– Jak Ci minął dzień, drogi przyjacielu? – wstukujemy w klawikord.
– Spoko, dzięki. Właśnie oglądam pornusa, więc sorry, ale może pogadamy później? – czytasz w odpowiedzi.

Komunikacja z najbliższymi za pośrednictwem sieci to chyba najgorsza spośród możliwości, które daje nam Internet. Wygodę i możliwość zdobycia kasy uważam za znaczne udogodnienia, ale rozmawianie, spotykanie i ,,przyjaźnienie” się w Sieci, to jakaś farsa! Przyznaję się, bo jak każdy – jestem słabym wobec pokus człowiekiem, ale jako głos opiniotwróczy KRZYCZĘ!, żeby nie wpadać w pułapkę komunikatorów. Zwłaszcza do was krzyczę, przyjaciele, spotykajmy się jak najczęściej w realnym świecie. Pijmy piwo, upijajmy się nawet do nieprzytomności – z pewnością to realnie umocni naszą więź. Poza tym, kiedy chcę podzielić się moimi emocjami z najbliższymi i wstawiam coś na tzw. walla, dzielę się tymi emocjami z jakimiś przypadkowymi ludźmi, których, owszem, znam osobiście, ale nasz kontakt realny ograniczał się do skinienia sobie głowami, gdy mijaliśmy się na szkolnym korytarzu. A teraz zasilają rzeszę moich „przyjaciół” i wiedzą o wszystkim co się ze mną dzieje. Z drugiej strony głupio mi wywalić ich tak po prostu do kosza. Przecież kiedyś przyjąłem zaproszenia od tych ludzi.

Z drugiej jednak strony, gdyby nie komunikatory online pewnie wiele kontaktów bezpowrotnie by się rozpadło. Dzięki stałemu połączeniu z satelitami możemy lubić i śmiać się z tych samych rzeczy, których w czasie spotkania z pewnością byśmy sobie nie pokazali i nie opowiedzieli. Ponad wszystko ludzie lubią dbać o swój portfel. I choć są na świecie rzeczy ważniejsze niż pieniądze, to trzeba mieć pieniądze, by móc te rzeczy kupić. Tak jest też w tym wypadku. Nie lubimy płacić, proste. Więc zamiast wisieć na telefonie, czy umawiać się na browar za 8 zł w sopockiej knajpie, wolimy pogadać na komunikatorze. Przecież może zdarzyć się tak, że nie mamy akurat kasy na spotkanie poza domem, a umawianie się na 10 minutowy dialog na środku chodnika, to – z logicznego punktu widzenia – lekka przesada. Jestem w rozsypce. Wielu psioczy i przeklina Internet, a przecież życie polega na tym, żeby ułatwiać sobie znajdować sposoby na jego ułatwienie. Gdyby tak nie było, nasi przodkowie nie wynaleźliby koła.

Inni mówią, że bez niego nie mogliby żyć. Pokolenie ludzi starszych uważa Sieć za szatański wynalazek, choć nie wszyscy. Młodzi z kolei myślą, że życie bez Internetu byłoby jak cofnięcie się do Średniowiecza. Jak wobec tego ważyć? Na stronę której racji przechyla się waga Temidy? Rozpocząłem od założenia, że współcześnie realizuje się scenariusz filmu braci Wachowskich, jaki scenariusz zacznie realizować się za chwilę? Może ten, na podstawie którego powstali The Jetsons, w wytwórni Hannah-Barbera? Lubię rozwój technologiczny, ale boję się jego następstw!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.