Punkty dla frajerów

6 Lip

Rewolucja w przepisach o fotoradarach odbyła się w ubiegłym roku. Nadzór nad większością urządzeń przejęła Inspekcja Transportu Drogowego. Przy drogach pojawiło się także wiele patroli straży miejskich i gminnych. Zdjęcie nogi z gazu miał wymusić system błyskawicznego namierzania kierowców i otrzymanie mandatu połączone z przyznaniem monstrualnej liczby punktów karnych. Jak jest w rzeczywistości? Czy innowacyjny system jest tak skuteczny, jak zakładano?

Luka w przepisach prawnych dotyczących regulacji związanych z fotoradarami pozwala kierowcom uniknąć tracenia cennych punktów karnych. Każdy właściciel pojazdu, który został „ustrzelony“ przez czujny radar, dostaje formularz z trzema propozycjami. W pierwszym przypadku kierujący pojazdem przyznaje się do przekroczenia danej prędkości i zgadza się na ukaranie grzywną, mandatem i punktami karnymi lub odmawia przyjęcia mandatu, nie przyznając się do winy i sprawa trafia do sądu. Drugi sposób pozwala właścicielowi samochodu na wskazanie innego użytkownika auta, który zaakceptuje mandat i „karniaki” (słynne mandaty babci i cioci, których ostatnia podróż samochodem odbyła się kilka albo nawet kilkanaście lat temu) i ostania możliwość – zgoda na zapłacenie mandatu przy jednoczesnym niewskazaniu sprawcy. Trzecie rozwiązanie jest wykroczeniem, ale nie drogowym, więc oprócz kary w postaci grzywny, kierowcy nie grozi utrata drogocennych punktów.

Punkty, szczególnie za poważniejsze wykroczenia, przyjmuje niewielu. – Płacisz trochę więcej i masz spokój w papierach – przyznaje trzydziestokilkuletni kierowca z Gdańska – Marek (nazwisko do wiadomości redakcji). Spotykam go podczas opłacania swojego pierwszego mandatu w kolejce do kas Straży Miejskiej w Gdańsku. – Tylko frajerzy biorą punkty. Nie opłaca ci się – poucza, wskazując na wypełniony przeze mnie wniosek. – Zapłacisz nieznacznie więcej, a w punkcikach czysto – uśmiecha się, podchodząc do okienka. Kilka krótkich kalkulacji i mentorski głos mężczyzny, który zdaje się mieć doświadczenie w kwestii płacenia mandatów drogowych, zmusza mnie do pobrania nowego formularza i skłonienia się ku opcji trzeciej, czyli oświadczeniu, że „ustrzelony“ pojazd nie został użyty wbrew mojej woli i wiedzy, ale nie wskażę, kto nim kierował, tym samym decydując się na grzywnę i nałożenie mandatu karnego.

„Trzeci przypadek“ to nie jedyna metoda na uniknięcie punktów. Pomocne okazują się także CB radio oraz system nawigacji samochodowej wyposażony w aktualną mapę fotoradarów. Czasem jednak i to nie wystarcza… Sprawcy wykroczeń drogowych, którzy nie chcą lub nie mogą wybrać tej mniej szkodliwej wersji rozliczenia się za prędkość, mają możliwość skorzystania z osób „przyjmujących punkty“. W serwisach ogłoszeniowych można znaleźć osoby, którym nie zależy na liczbie karniaków (najczęściej rzadko siadające za kierownicę) i za niewielką opłatą decydują się na przyjęcie punktów za nieuważnego kierowcę. Istnieją także inne niekonwencjonalne metody. Niechlujnie owinięta wokół tablicy plastikowa siatka, liść, który przykleił się niby przypadkiem, czy niewyjęta zza wycieraczki ulotka pobliskiej pizzerii – to tylko niektóre z przykładów. Mimo że kodeks prawa drogowego wyraźnie określa, że „zabrania się zakrywania świateł oraz urządzeń sygnalizacyjnych, tablic rejestracyjnych lub innych wymaganych tablic albo znaków, które powinny być widoczne“, coraz częściej kierowcy łamią przepisy w tej kwestii, zasłaniając swoje tablice rejestracyjne. Takie wynalazki dają pewne pole manewru, a właściwie wymagają pokrętnych tłumaczeń, kiedy zostaniemy zatrzymani. W przypadku policyjnej kontroli na trasie kierowca nie jest przecież w stanie sprawdzić, czy podczas jazdy rzeczywiście przypadkiem do zderzaka nie przykleił się liść lub nie przyczepiła foliowa siatka, jednak konsekwencje mogą być bardzo nieprzyjemne. Jeśli nie uda nam się udowodnić, że przedmiot zasłaniający kilka znaków na naszej tablicy znalazł się tam przypadkiem, oprócz mandatu za prędkość otrzymamy mandat z grzywną o wysokości do 100 zł. Kolejnym sposobem, jednak ze względu na cenę nie tak bardzo popularnym, jest zastosowanie urządzenia mechanicznego uruchamianego przy pomocy pilota, które przysłania tablice lub zastępuje je innymi, fikcyjnymi. W Chinach można je kupić za 115-300 dolarów. W Polsce takie cudeńko można zrobić na zamówienie, jednak taka operacja wiąże się z kosztem rzędu ok. 2 tys. zł. Skuteczność ponoć niezła, ale kierowców powinny odstraszyć sankcje – za używanie takiego sprzętu maskującego można trafić do więzienia nawet na pięć lat.

Fora internetowe pękają w szwach od pomysłów tych, którym „najdrożsi fotografowie” (tak o fotradarach mówią kierowcy) zdołali zrobić zdjęcie. W jednych znaleźć można nieco prawdy, inne zakrawają na głupotę, jednak niezaprzeczalnie najskuteczniejszym sposobem uniknięcia mandatu jest oczywiście zdjęcie nogi z gazu. I tego się trzymajmy.

One Reply to “Punkty dla frajerów”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.