Precz kolęda, kolęda!

29 Gru

Od stuleci ten jeden raz do roku, w okresie około Bożego Narodzenia, domownicy wyczekiwali wizyty księdza. Od zawsze chodziło o otrzymanie błogosławieństwa dla rodziny i domu. Obyczaj ten na trwałe zagościł w polskiej tradycji katolickiej. Jak sytuacja wygląda dzisiaj? Czy kolęda jest nam jeszcze do czegoś potrzebna?

W czasach kiedy ludzie żyli ze sobą blisko, utrzymywali kontakty, mieszkali w mniejszych niż współcześnie społecznościach, kolęda doskonale wpisywała się w bezpośrednie kontakty. Duchowni z poszczególnych parafii znali swoich wiernych, wiedzieli o ich radościach i troskach. W miarę jak coraz bardziej zaczęliśmy się od siebie oddalać, staliśmy się bardziej anonimowi, zamknęliśmy się w wąskim gronie rodziny, znajomych (nieraz nie rozpoznajemy nawet swoich sąsiadów), trudno mówić o zacieśnionych relacjach.

Klaudia, licealistka z Pruszcza Gdańskiego, zwraca uwagę na to, że kolęda w mniejszych miejscowościach była i pewnie nadal jest czymś sympatycznym, może nawet naturalnym, potrzebnym. – Ludzie na wsiach wszyscy się między sobą znają, mają o czym porozmawiać z proboszczem. W wielkich miastach kolęda nie ma większego sensu. Ksiądz chodzi po kolędzie, byle tylko ją odbębnić – podsumowuje dziewczyna.

Kamil, student Uniwersytetu Gdańskiego, opowiada, jak kolęda wygląda na kaszubskich wsiach. Okazuje się, że wizyta księdza jest tam w zasadzie wielką uroczystością. Wynika to z mentalności ludzi, dla których religijność nadal ma ogromne znaczenie. Mieszkańcy wykazują się olbrzymią inicjatywą i każdego roku kolejno podejmują księdza.

– Na przykład w tym roku księdzem zajmują się mieszkańcy domu nr 21, w następnym nr 23 itd. Ludzie wożą księdza po wsi, są jakby jego szoferem. Później przychodzi czas na uroczysty obiad – opisuje Kamil. Choć Kamil zgadza się z tym, że całość przybiera postać miłego zwyczaju, wszystko zależy od osobowości księdza. Dowiaduję się, że na obecnego proboszcza jego parafii nie da się powiedzieć złego słowa, ale jeszcze niedawno tą funkcję sprawował kapłan, którego krótko określić można jako wyjątkowo wyniosłego i roszczeniowego. – Nie dość, że kazał się wozić, to jeszcze kręcił nosem, jak nie było na stole odpowiedniego alkoholu – wspomina chłopak.

Nastawienie do wizyty duszpasterskiej w dużej mierze, ale nie tylko, zależy od wzorców, którym poddawany jest młody człowiek. Asia, absolwentka pedagogiki, teraz studentka filologii angielskiej, nie ukrywa, że od wielu lat razem z rodzicami angażuje się w życie parafii. – Czujemy, że należymy do wspólnoty, dla mnie kolęda jest miłą tradycją – przyznaje dziewczyna. – W tym roku ksiądz z uwagą wysłuchał mamy mojego chłopaka, która odważyła się z czegoś zwierzyć. Widziałam, że naprawdę chciał jej wysłuchać i pomóc. Na dodatek, wiedząc o zaległym kredycie, odmówił wzięcia koperty.

Klaudia, u której od zawsze przyjmuje się kolędę, zdradza, że dzieje się to w zasadzie za sprawą jej babci. – Mieszkamy z babcią w jednym domu. Ona u siebie na dole zawsze gości księdza. Przeważnie zmusza nas, żebyśmy również jej towarzyszyli. Ja, jeśli tylko mogę, staram się tego unikać – zwierza się dziewczyna. – Myślę, że gdyby nie babcia, moja mama może kontynuowałaby tę tradycję. Co do taty jestem pewna, że z własnej woli nigdy nie wpuściłby księdza do domu.

Michał, 23-latek mieszkający z dziewczyną, boryka się z innym problemem. Swoją nieskrywaną niechęć do kolędy motywuje kilkoma przyczynami, najważniejsza dotyczy, jak to się zwykło mawiać, życia w grzechu. Po pierwsze, nie przyjmuję kolędy, ponieważ na pewno padłoby pytanie, dlaczego żyjemy bez ślubu. Druga sprawa, nie dałbym koperty – wyjaśnia Michał. – Szczerze mówiąc, za te pieniądze wolałbym już kupić zabawki i zanieść je do domu dziecka.

Michał jednocześnie bardzo wyraźnie podkreśla, że decyzja o przyjmowaniu albo odmawianiu goszczenia w domu księdza jest sprawą indywidualną. O pieniądzach, które nawet w kościele zaczynają odgrywać jedną z głównych ról, mówi także Asia. Podobnie jak Michał, sprzeciwia się finansowaniu księży. – Jestem osobą oszczędną, jeżdżę 16-letnim autem i to dość rzadko. Dla porównania, mój ksiądz ma nowiutkiego Peugeota 308. Nie lubię dawać na kościół, bo sama mam mnóstwo potrzeb. Przede wszystkim muszę oszczędzać na przyszłość – tłumaczy Asia.

Iwo, 23-latek w Gdańska, co do dawania pieniędzy ma tylko jedną wątpliwość. – W teorii ok, darowizna na kościół. Niech mają, ale jeśli od wielkości ofiary uzależniają swoje podejście do ludzi, trochę zmienia to postać rzeczy – komentuje chłopak.

Opinii na temat kolędy jest tyle, ilu ludzi. Na jej kształt wpływa wiele czynników, jednym z istotniejszych jest postawa samego księdza. Nikt nie lubi przecież, gdy ktoś, nawet jeśli jest to duchowny, rozsiada się wygodnie na kanapie i rozpoczyna przesłuchanie. Jeszcze gorzej, gdy w ciągu kwadransa zamierza sprowadzać zbłąkane duszyczki na dobrą drogę. Jaka przyszłość czeka kolędę? Może już wkrótce usłyszymy o propozycjach odbywania jej przez internet, na przykład na Skypie, tak samo jak proponuje się praktykować spowiedź?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.