Poproszę tego kaktusa!

6 Wrz

Pozbywają się staroci i zyskują nowe rzeczy. Dają drugie życie starym gratom, bo lepiej oddać, niż wyrzucić i dostać, niż wydawać pieniądze. Czyżby kończyła się era dzikiego konsumpcjonizmu? Co dzieje się z górą niepotrzebnych gratów?

Większość takich skarbów ciągnąc, przetaczając lub turlając zostaną przez kogoś przetransportowane na śmietnik, aby reszty swego żywota dokonały jako bezużyteczne starocie na wysypisku. Niektóre z nich po cichu liczą, że znajdzie się odważny, który pod osłoną nocy wyniesie naszą kanapę do swojego domu, bo przecież „jeszcze dobra” i „aż żal wyrzucać”. Wyrzucać nie trzeba, można oddać, a zbędny fotel, zamiast na gdańskich Szadółkach, wyląduje w cudzym domu.

Graty do innej chaty
„Na gratach” oddano już łącznie prawie 550 tysięcy przedmiotów. Najczęściej są to ubrania, buty, dodatki, chociaż znajdziemy też małe i duże meble, książki, a nawet… kilka samochodów „na chodzie”. Coś dla siebie znajdą tu kolekcjonerzy ceramicznych aniołków, kaktusów, a nawet starych żelazek. – Zbędne rzeczy zamiast na śmietnik trafiają do właścicieli, dla których są nowymi przedmiotami i bardzo ich cieszą – mówi Michał Socha (Brambi), pomysłodawca portalu gratyzchaty.pl. Na pomysł założenia serwisu wpadł, kiedy urządzał swoje mieszkanie w Dublinie. Wszystkie niezbędne meble udało mu się zdobyć właśnie dzięki podobnemu portalowi. Ludzie ogłaszali, a on wybierał, zamawiał, a potem ustawiał w wynajętym mieszkaniu. Za darmo. W Irlandii takich stron było już sporo, w Polsce ani jednej, dlatego w lutym 2008 Brambi wystartował z portalem Graty z chaty. Pierwsze rzeczy oddawali razem z kolegą, dziś „gratowiczów” jest już ponad sto tysięcy. Większość z nich tworzy zaangażowaną społeczność: pomagają sobie, kiedy konieczny jest odbiór osobisty, zrzucają się na wspólną przesyłkę, a nawet umawiają na kawę w swoim mieście.

Bez smutnych historyjek
Trzeba jednak pamiętać, że Graty z chaty to sposób na ratowanie przedmiotów, a nie druga pomoc społeczna. Dlatego też wypisywanie ckliwych historii o ciężkim życiu jest tutaj zabronione. – Internet zalany jest płaczliwymi opowieściami o wielodzietnych rodzinach, którym spalił się dom, a potem jeszcze go okradli. Na koniec autorka wyznaje , że jest wdową, a kilka ogłoszeń niżej pisze, że bije ją mąż. Ogromna ilość takich historii jest wyssana z palca i dlatego u nas są całkowicie zabronione. – tłumaczy Michał. Dzięki temu użytkownicy mogą oddać przedmiot komu chcą bez rozstrzygania konkursu na najbardziej łzawą opowieść.

Uwaga sępy
Internetowych graciarni jest już co raz więcej. Swoje rzeczy można oddać także na tablica.pl, za0.pl czy darmo branie.pl. Jednak takie serwisy mają swoje wady. Zwykle, żeby zarezerwować coś dla siebie i nie skończyć z opakowaniem worków na śmieci w dłoni trzeba mieć naprawdę szybki refleks, bo pierwsze odpowiedzi na ogłoszenia pojawiają się w ciągu kilku minut. Zdarzają się też bardzo zniszczone przedmioty i nieuczciwi gratowicze, którzy rzucają się na wszystkie oferty. To zwykle oni zamiast cieszyć się podarunkiem sprzedają go z zyskiem. Niestety sępy będą sępami bez względu na dobre idee.

Przeglądając kolejne strony z już oddanymi gratami dochodzę do wniosku, że nie ma takiej rzeczy na świecie, która nikomu się nie przyda. Dlatego warto zajrzeć do starego składziku, odkopać nieużywane przedmioty ze strychu i puścić je dalej w obieg. Za darmo. Po co mają kurzyć się na Twoim strychu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.