Baj, baj kilogramy!

24 Wrz

Zamiast śniadania piją czarną kawę, rezygnują z obiadu lub przez tydzień zjadają wyłącznie proteiny. W walce z kilogramami Polki gotowe są na wszystko. O stosowanych dietach bardzo subiektywnie.

– Jestem na diecie – usłyszałam od mojej przyjaciółki, dzień później od mamy, a potem od siostry. Ulegam presji otoczenia i postanawiam znaleźć dietę dla siebie. Przeszukując Internet odnajduje tysiące odchudzających się Polek. Większość z nich właśnie jest, przed chwilą skończyła lub już zaczyna kolejną dietę. Znów inną.

Kopenhaska głodówka
Wychodzę z założenia, że lepiej pomęczyć się krótko i intensywnie, niż miesiącami konać na widok batonika, dlatego przegląd diet rozpoczynam od polecanej diety kopenhaskiej. Nie należę do wytrwałych, dlatego trzynastodniowa kuracja zdecydowanie mnie przekonuje. Do czasu. Już pierwszy rzut oka na menu sprawia, że kilka dodatkowych kilogramów przestaje mi przeszkadzać. Postanawiam jednak dzielnie przebrnąć do końca strony. Na początek śniadanie. O ósmej czeka na mnie prawdziwa uczta: kubek czarnej kawy z łyżeczką cukru. Czarnej kawy nie lubię, więc dobrze, że ratuje mnie chociaż dwadzieścia tysięcy słodkich kryształków. Mam nadzieję, że dzięki nim przetrwam do dwunastej. Tak urozmaicone i sycące śniadanie należy powtórzyć jeszcze dziesięć razy, a żeby nie popaść w rutynę kopenhascy dietetycy pozwalają siódmego dnia zamienić kawę na herbatę. W końcu niedziela…

warzywa

Jeśli do tego czasu nie umrę z głodu to doczekam lunchu koło dwunastej – 2 ugotowane jajka i szklanka brokułów. Nareszcie jedzenie!  Obiad mam cztery godziny później. Pierwszego dnia w obiadowym menu widnieje befsztyk wołowy z lekką sałatką wegetariańską. Brzmi nieźle, jednak po chwili okazuje się, że taki rarytas to chyba zachęta dla początkujących. Następnego dnia będę mogła spokojnie zacisnąć pasek o jedną dziurkę, bo w porze obiadowej pochłonę już tylko plaster szynki z jogurtem naturalnym, a siódmego dnia wyrzeknę się obiadu całkowicie. Ciekawe czy z tak napełnionym żołądkiem da się dotrwać do kolejnej porannej kawy.

Choć dieta kopenhaska jest kontrowersyjna i przypomina mi raczej strajk głodowy, a ilość jedzenia wystarczy jedynie na podtrzymywanie funkcji życiowych, okazuje się, że wciąż jest wielu amatorów radykalnego odchudzania. Zwolennicy uważają, że jest to dobry sposób na szybką utratę wagi (od 4 do 8 kilogramów) i wstęp do stosowania innych zbilansowanych diet, przeciwnicy natomiast wytykają, że duńska propozycja może spowodować rozregulowanie organizmu i negatywne zmiany w metabolizmie. Zanim jednak odważni zdecydują się na tę dietę polecam sprawdzić stan swojego zdrowia i … silną wolę, bo powtórka możliwa jest dopiero za dwa lata.

pysznosci

Mięsny jeż
Dochodzę do wniosku, że jednak mogę poczekać na efekty. W innym razie umrę głodna. Wybieram Dukana, bo choć działa wolniej, niż pomysł Duńczyków, przynajmniej nie każe mi głodować. Nie będzie jednak łatwo, bo okazuje się, że do przejścia mam cztery fazy: uderzeniową, równomiernej utraty wagi, utrwalania uzyskanej wagi i definitywnej stabilizacji. W fazie pierwszej mam uderzyć swój tłuszcz za pomocą protein w każdej postaci. Przez pięć dni będę się opychać mięsem, jajkami i chudymi produktami nabiałowymi. Nie zapowiadałoby się tak źle, gdyby nie fakt, że za mięso uznaje wyłącznie kurczaka. Okazuje się jednak, że z garści otrębów i serka homogenizowanego 0% mogę nawet upiec w tosterze chleb. Ciekawe, czy jak zmiksuje te same otręby i mięso, a potem pokroję w krajalnicy to wyjdzie mi papryka?

Na szczęście faza mięsnego jeża nie trwa zbyt długo i już po pięciu dniach można dołożyć warzywa. Zamiast kurczaka z kurczakiem mogę mieć teraz kurczaka z brokułami lub pomidorem. Jest lepiej, ale nadal trzeba pamiętać, że co drugi dzień (lub w innej konfiguracji) warzywa idą w odstawkę, a ja znów będę wcinać mięso na zmianę z nabiałem.

Dopiero trzecia faza Dukana zapowiada się naprawdę królewsko. Co prawda znów czeka mnie proteinowy dzień, ale tylko raz w tygodniu. Przez resztę czasu mogę naprawdę zaszaleć jedząc chleb (aż dwie kromki!), trochę sera i owoce. Jednak hitem wciąż pozostaje wielka uczta: przystawka, danie główne, deser, a nawet wino, które przysługują dwa razy w tygodniu. Brzmi przyjemnie, ale trwa trochę za długo, bo aż dziesięć razy tyle, ile udało nam się schudnąć. Kiepska nagroda za taki wyczyn. Co gorsza dieta nie kończy się wraz z ostatnim etapem. Już do końca życia w każdy czwartek mam jeść samo mięso i nabiał (znów uderzam w tłuszcz). No i obowiązkowe trzy łyżki otrębów owsianych dziennie. Żegnajcie corn flakes, witaj owsianko.

MŻ – 100% skuteczności!
Propozycji diet jest wiele. Jedne każą nam głodować, a inne opychać się do bólu. Nic więc dziwnego, że Polki wciąż startują od nowa w wyścigu na odchudzanie, bo przecież „tym razem na pewno się uda”. Ja jednak powrócę do najprostszej z diet zwanej MŻ i od jutra , najzwyczajniej w świecie, zaczynam… Mniej Żreć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.