Rafał Dębski: trudno reklamować podpaski w czasopiśmie literackim

23 Sie

Zakończony niedawno festiwal ,,Literacki Sopot” to nie tylko spotkania z czołowymi reportażystami i pisarzami literackiego mainstreamu. Na bocznym torze imprezy, w murach Bibloteki Sopockiej, zorganizowano cykl spotkań z najważniejszymi twórcami polskiej fantastyki. Jednym z nich był Rafał Dębski, były redaktor naczelny popularnego miesięcznika „Science Fiction, Fantasy i Horror”.

Czasopismo ,,Science Fiction, Fantasy i Horror” spełniało na polskim rynku szczególną rolę. Otwarte na początkujących autorów, było świetną platformą dla debiutantów (a trzeba przyznać, że młodych ludzi, próbujących swoich sił w pisaniu fantastyki, jest u nas co niemiara!). Niestety, przed kilkoma miesiącami z powodu kłopotów finansowych wydawanie periodyku zostało zawieszone. W tej chwili jedynym liczącym się miesięcznikiem literackim o podobnej tematyce jest ukazująca się nieprzerwanie od początku lat 80-tych ,,Nowa Fantastyka”.

Czy wydawanie czasopism literackich w Polsce jest skazane na porażkę? Jak mają radzić sobie młodzi, debiutujący autorzy? Czy Internet może być dobrą platformą dla literatury? O te i inne sprawy zapytaliśmy Rafała Dębskiego przy okazji spotkania w Bibliotece Sopockiej.

Dlaczego w Polsce tak trudno jest utrzymać się czasopismu literackiemu?

Pewnie dlatego, że literatura nie jest kopalnią diamentów, złota, ani zakładem przemysłowym. W naszym kraju traktuje się sprawę tak, jakby działalność kulturalna, nie tylko literacka, obligatoryjnie miała na siebie zarabiać, przynosić zyski, a najważniejsze jest, aby autor odprowadzał podatki. Nie ma dotowania czasopism literackich, mimo że przecież właśnie tam startują młodzi twórcy, którzy później tworzą kulturę. Nie uznaje się wsparcia państwa, czy jakichkolwiek czynników zewnętrznych dla czasopism literackich. Dlatego padają jedno po drugim i padać będą.

Ciężko jest utrzymać się bez reklam, a trudno w czasopiśmie literackim reklamować podpaski. Poza tym naprawdę poważni kontrahenci – tacy, którzy reklamują się w telewizji – nie są zainteresowani współpracą z magazynem kulturalnym. Dlatego najczęściej jest tak, że w czasopiśmie literackim reklamuje się jedno, drugie, trzecie wydawnictwo. Jak wiadomo, te wydawnictwa też z kolei nie mają wielkich funduszy i koło się zamyka.

Czy upadek „Science Fiction, Fantasy i Horror” świadczy o złej sytuacji całego rynku polskiej fantastyki?

Nie upadek, ale zawieszenie działalności. Świadczy ono tylko o złej sytuacji na rynku czasopism. Sytuacja polskiej fantastyki moim zdaniem nie jest zła, mamy sporo autorów i ukazuje się dużo książek. Oczywiście będą fluktuacje, będzie ich więcej albo mniej, koniunktura się zmienia. W tej chwili mamy może jakąś tam zapaść, ale dla mnie wiąże się to raczej z tym, że społeczeństwo nie staje się coraz bogatsze, tylko coraz uboższe. Do tego straszy się je na okrągło kryzysem. Więc jeżeli ktoś ma wydać pieniądze, to często nie wyda ich na książkę, tylko na coś innego, sporo ludzi odkłada każdy grosz na czarną godzinę. Nikt nie wie, czy kryzys jest, czy go nie ma, słuchamy bajek o zielonej wyspie, a widzimy dookoła szary piach i skały, groźba cały czas wisi nad nami. W związku z tym trudno wymagać, żeby sprzedaż książek – które nie są wszak artykułami pierwszej potrzeby – rosła.

Może ukazywać się dużo książek, ale na pewno nie jest zdrową sytuacją fakt, że w tej chwili istnieje tylko jedno liczące się czasopismo o tematyce fantastycznej, czyli „Nowa Fantastyka”. Nie licząc oczywiście kwartalników i zinów o niszowych nakładach. Takie pisma powinny przecież odgrywać ważną rolę jako ośrodek krytyki i przestrzeń dla debiutów.

Tak, po pierwsze i najważniejsze dla debiutów. Po drugie autor, który jest już znany, też ma możliwość przypomnieć się czytelnikom, czy przyciągnąć nowych, bo rynek książki i rynek czasopism zazębiają się, jednak zbiór wspólny czytelników absolutnie nie wynosi 100% tak zwanego targetu. Konkurencja jest rzeczą pozytywną nie tylko w produkcji i handlu, ale także w działalności kulturalnej. Naprawdę szkoda mi tych młodych twórców, którzy będą mieli utrudniony start, skoro zniknęło pismo umożliwiające pokazanie się czytelnikowi.

Czy w takim razie Internet – e-ziny i portale – jest szansą dla krótkich form literackich?

Byłby większą, gdyby nie pewna kwestia. Problem polega na tym, że w takim miejscu jak Internet może zaprezentować się każdy i 90% tego, co się tam ukazuje, to utwory grafomańskie. Zasadniczo, poza takimi periodykami jak Fahrenheit czy Esensja, nie są redagowane ,ani poddawane krytyce. Najczęściej jest tak, że kiedy jakiś chłopak ,czy jakaś dziewczynka zamieści swoje opowiadanie, zjawia się stado kolegów, którzy mówią: „ale fajne, super, cudowne!” Nie ma informacji zwrotnej od kogoś, kto się na tym zna, a bez krytycznych wskazówek trudno się uczyć rzetelnej pracy literackiej. Autor żyje sobie w przekonaniu, że jest geniuszem, chociaż wcale nim nie jest. Czasem zwracają się do mnie osoby początkujące, raczkujące w literaturze i proszą o opinię. Tutaj Internet jest absolutnie kapitalną rzeczą, ponieważ możemy wtedy skomunikować się dosłownie w jednej chwili. Ale samo zamieszczanie wypocin literackich w Internecie w miejscach, w których nie ma nad tym kontroli krytycznej? Nie uważam, żeby mogło pozytywnie wpłynąć na literaturę. Raczej destrukcyjnie.

Jako redaktor naczelny „Science Fiction, Fantasy i Horror” współpracowałeś z wieloma młodymi autorami i debiutantami. Jak oceniasz to, co reprezentuje sobą najmłodsze pokolenie polskiej fantastyki?

Trudno mi znaleźć punkt odniesienia do tego, co było 10 czy 20 lat temu. To w ogóle ciężko ocenić, dlatego że przez tych kilkanaście lat rozwinęły się technika informatyczna oraz Internet. Kiedyś trzeba było włożyć w pisanie o wiele więcej trudu. Tekst musiał być napisany na maszynie, najczęściej przedtem stworzony ręcznie. A kiedy pojawiły się pierwsze komputery, trzeba było go wstukać, wydrukować i wysłać. Wiązało się to z jakimś wysiłkiem. W tej chwili ktoś wklepie sobie opowiadanko i może nim epatować w Sieci kogo tylko zechce, ledwie spłynie z palców. W jednej sekundzie otrzyma je 10 redakcji.

Cały czas dostaję jakieś teksty, mimo zawieszenia działalności pisma. Jeżeli przychodzi ich 30, zwykle 2-3 nadają się do czegoś. Ale ta sytuacja utrzymuje się już dosyć długo. Robert Szmidt, który był redaktorem naczelnym przede mną, też oceniał, że góra 10% nadchodzących tekstów nadaje się do druku.

197824_1307276326_f090_p

Jak powinni radzić sobie młodzi autorzy fantastyki, którzy chcieliby teraz zadebiutować? Czekanie w gigantycznej kolejce do „Nowej Fantastyki”, która publikuje ledwie kilku debiutantów rocznie, nie jest chyba dobrym pomysłem…

Mogą sobie radzić próbując znajdować drogę do autorów już uznanych i prosić ich o opinie lub pomoc. Jeżeli tekst jest dobry, taki istniejący juz na rynku autor może polecić go swojemu wydawcy. Jak już sygnalizowałem, istnieje też kilka sensownych portali literackich, na których otrzymuje się w miarę rzetelną informację zwrotną. Nie są to peany, tylko opinie ludzi, którzy starają się coś młodemu autorowi przekazać, jak chociażby na stronie Fahrenheita, gdzie funkcjonują tzw. Zakurzone Warsztaty i każdy tekst podlega miażdżącej krytyce. Boli, ale na pewno uczy. Młodzi mogą też próbować dostać się bezpośrednio do wydawcy, istnieje szansa, że jeżeli ktoś napisze coś naprawdę dobrego, zostanie to zauważone.

Fakt, że debiut w takim czasopiśmie, jakim było „Science Fiction…,,wiele ułatwiał. Chociaż tak naprawdę jedynie niewielki procent tych debiutantów kontynuował działalność literacką. Dla niektórych był to tylko zachwyt „ach, cudownie, że mnie raz w życiu wydrukowali” i do widzenia. Więc z jednej strony naprawdę współczuję, bo możliwość papierowego debiutu jest teraz utrudniona, ale nie można też sytuacji demonizować. Jeżeli ktoś jest dobry i będzie chciał się przebić, to się przebije. To kwestia uporu, konsekwencji i dwóch umiejętności: z jednej strony wrażliwości na krytykę i zdolności do modyfikacji paradygmatu działań, a z drugiej odporności na idiotyczne krytykanctwo i objawy bezinteresownej zawiści.

Kilka lat temu Jacek Dukaj napisał głośny felieton, „Krajobraz po zwycięstwie”. Skrytykował w nim młodą polską fantastykę za to, że jest zbyt rozrywkowa i pozbawiona charakteru. Co myślisz na ten temat?

Jacek Dukaj jest z całą pewnością znakomitym pisarzem, ale monopolu na jedyną prawdę nie posiada. Czytałem ów felieton i muszę stwierdzić, że autor nie zauważył całego spektrum istniejących już wtedy w polskiej literaturze fantastycznej interesujących trendów, nie potrafił wznieść się ponad założoną tezę.

Według mnie, książka powinna przede wszystkim zapewniać czytelnikom wzruszenia, przyciągać i dodatkowo zmuszać do myślenia, czy refleksji, czyli bawić i uczyć, nie ograniczając się do jednej tylko funkcji. Nie uważam, żeby każde napisane dzieło musiało być od razu manifestem i nie wiadomo jakim dokonaniem, godnym wpisania w annały historii literatury. Czytelnicy sięgają po pozycje bardzo różne, od mało wyrafinowanego kryminału po dzieła trudne. Dla jednego niezmiernie fascynującą lekturą będzie „Ulisses” Joyce’a, a dla drugiego „HMS Ulisses” MacLeana. W obu przypadkach powieści dają czytelnikowi zarówno rozrywkę, jak i materiał do przemyśleń nad naturą ludzką, choć podane są w skrajnie różnej formie. Przy czym niewątpliwie prozę MacLeana jest w stanie przeczytać i strawić o wiele większa liczba czytelników niż Joyce’a.

Zarzucanie literaturze rozrywkowości jest więc pewnym nieporozumieniem. Trudno też wymagać, żeby autor bez przerwy tworzył w bólu, cierpieniu i wkładał w teksty treści głębokie jak otchłań, jeśli nie ma do tego przekonania, bo wyjdzie mu to zawsze sztucznie i pompatycznie. Za to jeżeli jest nastawiony na refleksyjność i coś, co można nazwać „misyjnością”, jeśli ma to we krwi i w umyśle, wtedy nawet pisząc powieść niosącą treści zwane umownie trudnymi, uczyni to w sposób dla odbiorcy jak najbardziej strawny.

Rafał Dębski (ur. 1969) poza pełnioną do niedawna funkcją redaktora naczelnego ,,Science Fiction, Fantasy i Horror” jest także uznanym pisarzem. W jego dorobku znalazły się książki z pogranicza historii i fantasy (,,Kiedy Bóg zasypia”), wojenne (,,Wilki i Orły”), sensacyjne (,,Słońce we krwi”) oraz kryminały (cykl o komisarzu Wrońskim).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.