Procesja baletnic?

17 Wrz

Sponsorzy w kieszeni Pawła Adamowicza, szkodliwa działalność Anny Czekanowicz, „trzecioligowi artyści” oraz wzajemne niezrozumienie i pogarda? W ten sposób gdańską kulturę podsumowuje Yach Paszkiewicz. List otwarty, który w dniu swoich urodzin opublikował na Facebooku, ma szansę na nowo ożywić dyskusję o stanie naszego artystycznego podwórka. Na chwilę obecną do Yacha przyłączył się Liroy. „Nie możemy pozwolić, żeby scena trójmiejska umarła” – mówi raper w internetowym oświadczeniu.

List został opublikowany wkrótce po 21. edycji Yach Film, która, jako pierwsza od wielu lat, odbyła się bez wsparcia z pieniędzy podatników. Nie trzeba być specjalnie błyskotliwym, żeby zauważyć związek przyczynowo-skutkowy, nawet jeśli Paszkiewicz nie nawiązuje do tej sytuacji w sposób bezpośredni. Jest to o tyle zaskakujące, że podczas gali w Polmozbycie wydawał się być całkiem zadowolony z powrotu do undergroundu. – To festiwal niezależny i niepotrzebne do tego są fajerwerki – mówił.

Po lekturze listu okazuje się jednak, że Paszkiewicz wcale nie jest z takiego stanu rzeczy do końca usatysfakcjonowany. Jeden z powodów rozgoryczenia to brak Yachów w TVP. – Za sprawą rządów PiS-u festiwal (…) zniknął z anteny telewizji publicznej nie ma na antenie miejsca dla 20-letniej historii nowej dyscypliny sztuki, jaką jest wideoklip – pisze.

Kto jest winny? Władze Gdańska, które nie walczą o zainteresowanie ze strony telewizji. Nie udzieliły też wsparcia dla inicjatywy stworzenia Muzeum Polskiego Wideoklipu. Zdaniem autora „miasto woli tworzyć martwe galerie miejskie z tzw. wysoką sztuką głównie z pobliskich Niemiec niż inwestować w niekwestionowany dorobek polskiej, gdańskiej kultury”.

Chociaż list ma wielu negatywnych bohaterów, najważniejszym z nich jest Anna Czekanowicz – Drążewska, dyrektorka Biura Prezydenta Miasta Gdańska ds. Kultury. Zarzuty nie sprowadzają się tylko do krytyki polityki władz miasta, ale wchodzą też na grunt osobisty.  – Co możemy zrobić, jeśli Anna Czekanowicz nienawidzi mojej żony? – pyta Paszkiewicz.

Lista zarzutów pod adresem władz Gdańska (czyli duetu Czekanowicz – Adamowicz) jest znacznie dłuższa. Mają „podcinać skrzydła uznanym autorytetom” (chodzi o Liroya, któremu miasto miało odmówić lokalu na nowy klub) i „trzymać w kieszeni wszystkich sponsorów”. Paszkiewicz przekonuje też, że Czekanowicz (która „nie jest Michaelem Jacksonem gdańskiej poezji”) powinna zostać „odstrzelona” przez Adamowicza po klęsce ESK 2016. Niestety, chyba za bardzo się lubią.

Co na to sama zainteresowana? – Nie chcę się odnosić do tonu i zarzutów osobistych zawartych w tekście Yacha Paszkiewicza. Kwestii mojej sugerowanej dymisji nie mogę komentować – to raczej gestia mojego przełożonego. To także pytanie do obserwatorów i komentatorów życia kulturalnego w Gdańsku – pisze w oświadczeniu opublikowanym na na jednym z portali. Urzędniczka odpiera także zarzuty dotyczące Yach Film. Pieniądze nie zostały przyznane z prozaicznego powodu – organizatorzy spóźnili się z wnioskiem o dofinansowanie.

Stronę Paszkiewicza wziął tymczasem Liroy, gospodarz ostatniego Yach Film.Trochę mi jest przykro patrząc na to, że miasto nic nie robi, żeby wspomóc artystów. Chciałbym, żeby władze w Trójmieście zrozumiały, że jeżeli sztuka w tym mieście zejdzie totalnie do undergroundu, to miasto stolicą kulturalną Polski, ani nawet regionu, nigdy w życiu nie zostanie – mówi w internetowym oświadczeniu.

Paszkiewicz nie krytykuje tylko polityki Anny Czekanowicz. W liście dostało się też młodszemu pokoleniu twórców gdańskiej kultury, którzy „wyszli z ruin Stoczni Gdańskiej na podwórka i śmietniki”. Chodzi o działania w przestrzeni miejskiej, takie jak organizowany przez Instytut Kultury Miejskiej Streetwaves oraz inne, zdaniem autora „undergroundowe” festiwale, które nie służą wizerunkowi miasta: Narracje, Animation Now czy Transvizualia.

Inicjatywy takie jak Streetwaves zwracają uwagę na inną przestrzeń, dają spojrzenie na rzeczy, które dzieją się poza głównymi arteriami. Nie ma co ukrywać, że są to miejsca zdegradowane i wymagają rewitalizacji. My próbujemy znaleźć tam coś pozytywnego – broni festiwalu Barbara Sroka, wicedyrektor IKM-u.

Narracje na pewno nie są niszowym wydarzeniem, w zeszłym roku wzięło w nich udział około 8 tysięcy osób – dodaje. – To wydarzenie, które wyciąga zimą ludzi w przestrzeń miasta. Zaprasza do spacerowania, do odkrywania miejsc które są zapomniane albo mało atrakcyjne, inicjuje debaty na konkretne tematy istotne dla danej dzielnicy.

Inne zarzuty Paszkiewicza? Brak szacunku dla uznanych trójmiejskich twórców i imprezy organizowane poprzez „kontakty towarzyskie z młodymi artystami trzeciej ligi europejskiej”.

W pogardzie dla młodszego pokolenia jest dotychczasowy, konsekwentnie realizowany ruch festiwalowy, z którego, po utracie przez Gdańsk Festiwalu Filmowego, już wiele nie zostało – żali się reżyser.

Czy w Gdańsku mamy więc do czynienia z konfliktem młodszych i starszych artystów i animatorów kultury? – Nie zauważam żadnego konfliktu. Współpracujemy z Yachem Paszkiewiczem w IKM-ie. Był jednym z miejsc, gdzie tym roku prezentowano filmy podczas Yachów. Wydaje mi się też, że trudno rozdzielać na młodych i dojrzałych, bo nie ma takiego podziału, sztuka może być dobra albo zła – przekonuje Barbara Sroka. – Tekst Yacha Paszkiewicza jest bardzo osobisty. Trudno go komentować, każdy ma prawo do własnej oceny – mówi.

KOMENTARZ

List  Paszkiewicza od rzetelnej i obiektywnej analizy dzieli daleka droga. Chociaż z drugiej strony taka opinia – trochę uproszczona i bardzo emocjonalna, ale jednocześnie mocna i zdecydowana – być może była nam potrzebna. Tym bardziej szkoda, że osoba takiej klasy i o takim dorobku, jak Yach Paszkiewicz, pozwoliła sobie na wątki prywatne. Pani Czekanowicz nienawidzi pani Paszkiewicz? Nie tego się spodziewałem. Niestety, właśnie z takich powodów wiele osób potraktuje (albo już potraktowało) list wyłącznie jako osobiste żale, a nie jako wartościową krytykę gdańskiej kultury.

Kompletnie nie rozumiem zarzutów pod adresem nowszych, bardziej offowych inicjatyw. Działania w tkance miejskiej nie służą wizerunkowi Gdańska? Szkodzą integracji? W jaki sposób? Samo Streetwaves jest jedną z najciekawszych nowych inicjatyw i na pewno nie polega na procesji „baletnic, pięciu fotografów, dwóch kamerzystów, organizatorki i dwóch gapiów”.

Czy lepszym rozwiązaniem są huczne gale z szampanem, fajerwerkami i transmisją TVP? Sam Paszkiewicz przyznał, że Yach Film wypalił się w dotychczasowej formule. Krajobraz gdańskiej kultury musi się zmieniać, a zarzuty o pogardzie dla uznanych twórców i wieloletnich imprez wydają się być wyssane z palca.

Tak, to prawda, Gdańsk nie jest (i pewnie długo nie będzie) „kulturalnym rajem”. Już na tle wydarzeń artystycznych w sąsiednim Sopocie wypada bardzo blado. Polityka grantowa również jest, jaka jest. Mamy swoje towarzystwa wzajemnej adoracji – nie zmieni tego ani odwołanie Czekanowicz, ani Adamowicza.

Dlatego pielęgnujmy i wspierajmy (również finansowo) nasz underground. W rozwoju inicjatyw, które krytykuje Paszkiewicz, leży szansa na rozwój, większa niż odtwarzanie skostniałej formuły wieloletnich festiwali. Nawet samemu Yach Filmowi powrót do offowych korzeni – bez względu na to, czy z winy urzędników, czy z własnej – wyszedł tym razem na dobre.

źródło zdjęcia: Jerzy Pawleta / gdansk.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.