Pamiętam tego Misia!

1 Cze

„Miałam to” – wykrzykują dorośli. Dzieci patrzą z zachwytem. W Galerii Starych Zabawek samochody na kabel i celuloidowe lalki znów robią furorę.

Wszystko zaczęło się od blaszanego motocyklisty – czterdziestoletniej węgierskiej zabawki, którą Wojciech Szymański wypatrzył na targu jedenaście lat temu. Potem zaczęły pojawiać się metalowe żołnierzyki, samochody na kablu, gry. Po dziesięciu latach poszukiwań Wojciech i Bernadeta Szamańscy pokazali swoją kolekcję światu, w ich własnej Galerii Starych Zabawek.

Polowanie na zabawkę
Ta galeria to miejsce wyłącznie dla polskich zabawek. Żeby je zdobyć, Wojciech i Bernadeta buszowali po targach staroci.

Dla przeciętnego człowieka takie targi zaczynają się o 9.00. Ja już od 2.00 nad ranem grzebałem ludziom w torbach – opowiada Wojciech.

Kilka zabawek udało im się kupić na zagranicznych aukcjach: w Bułgarii, Czechach, Niemczech, inne zebrali od ludzi. Odnaleźli nawet panią, która przez 35 lat pracowała w Częstochowskich Zakładach Zabawkarskich. Dzięki temu w swojej kolekcji mają medal z logiem zakładów oraz firmowy… ręcznik.

Król królów
Królowa jest tylko jedna (Doda). Jeden jest też władca wszystkich zabawek – zbożowy kombajn z 1956 roku. Żeby go odnaleźć, Wojciech przez 5 lat drukował ulotki, zamieszczał ogłoszenia, angażował przyjaciół i znajomych. Ostatecznie odszukał go… w Gdańsku. Jego blaszany kombajn jest jednym z kilkunastu na całym świecie. Podobnie jak „Tytus” – zabawka wyglądająca jak małpa z komiksu „Tytus, Romek i A’Tomek”. To marzenie każdego dziecka ma może 5 cm wysokości i jest całkowicie zrobione z gumy. Nikt nie wie, kto stworzył tego Tytusa, ponieważ autor nigdy nie dostał licencji na jego produkcję. Nic dziwnego, że Papcio Chmiel, kiedy dowiedział się o jego istnieniu, był w szoku. Do unikatów w galerii można też zaliczyć „skuterek”. Ta zabawka, wyprodukowana przez Bielskie Zakłady Przemysłu Sportowego liczy sobie już ponad 50 lat.

Nasz skuterek zjechał z taśmy jako 49. egzemplarz, więc to prawie prototyp – mówi Bernadeta.

Starszym czytelnikom kremowo-bordowy pojazd może wydać się znajomy, bo do lat 90. na sopockim molo można było zrobić sobie z nim zdjęcie.

Oddać po wojnie
Niektóre zabawki w galerii już dawno przeszły na emeryturę. Dzięki skarbonce z napisem (dziś powiedzielibyśmy – ponadczasowym) „oszczędnością i pracą ludzie się bogacą” swoją fortunę powiększył już niejeden właściciel, bo zabawka ma ponad 90 lat. Do najstarszych należy też przedwojenna gra „Mały Edison – zabawka XX wieku”.

W środku znajduje się imię i nazwisko dawnego właściciela i prośba „oddać po wojnie”. Niestety, chyba nie wróciła tam, gdzie powinna – opowiada Bernadeta i pokazuje mi zniszczone pudełko.

„Moja Krysia! Moja Gabrysia!”
Dziecko czy rodzice – kto bardziej cieszy się na widok starych zabawek? Dla dzieci to świetna zabawa, dla dorosłych – powrót do czasów, kiedy spod krótkich sukienek i spodni wystawały im podrapane kolana. Dawne dziewczynki, dziś dojrzałe kobiety, już w progu pytają o niektóre zabawki.

Kiedy panie podchodzą do lalek, to słychać tylko „oj, moja Marzenka”, „och, moja Krysia” – śmieje się Wojciech.

Panowie też wspominają te same Krysie i Marzenki, mówiąc:” Pamiętam, świetna świeca dymna była” (celuloid przy spalaniu wydziela dużo dymu). W galerii dorośli często zapominają o swoich „dorosłych zasadach”:

– Czasem słychać z drugiego końca sali krzyk: „Proszę pana, proszę pana! To moje meble!” – opowiada Wojciech.

Ja też trochę się zapominam i przez pięć minut zadręczam właścicieli opowieścią o przezroczystym bilardzie, który kiedyś miałam w domu.

Bączek czy gadające lalki?
Które zabawki są fajniejsze? Oczywiście stare. Dzieci szczególnie upodobały sobie bilard, w którym nie wolno przewrócić ustawionego na środku czerwonego grzybka. Niektóre z nich wracają do galerii kilka razy po to, żeby zagrać tylko w tę jedną grę.

Dzisiaj dzieci są bardziej obserwatorem niż użytkownikiem tych nowoczesnych zabawek. Można coś włączyć, to chodzi, skacze, a dziecko patrzy – komentuje Wojciech. Z tym bilardem i z wieloma innymi zabawkami było inaczej.

Kiedy wychodzę z galerii, do środka wchodzi starsza pani. Z torby wyciąga starego, pluszowego misia.

To jest Romuś, niedawno skończył 40 lat – przedstawia zabawkę. Sprawdź czy Twój Romuś, Marzenka i Krysia nie siedzą dziś na półce w Galerii Starych Zabawek.

Galeria Starych Zabawek
Gdańsk, ul. Ogarna 117/118
www.stare-zabawki.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.