Nie-wolne / Zabijanie czasu wolnego

23 Sie

Nie-wolne

Amerykanie mają Super Bowl Sunday, my mamy długie weekendy. Naczelne laickie święta narodu i kolejny przykład, jak to Polakowi ciąży życie rodzinne. I w ogóle wszelkie życie.

Długi weekend sierpniowy przyszło nam spędzać na wsi. Odpoczynek od wytężonej pracy biurowej, czyli dużo pracy fizycznej w ogrodzie przeplatane jedzeniem. A na deser przejażdżka kajakiem śród polskiej sieci rzecznej. Wylegiwania większego nie zaznaliśmy, ale mieliśmy szansę wyskoczyć na rzekę, aby móc zaobserwować rodzime formy wypoczynku, tudzież rekreacji.

Na spływie przekrój mamy przez całe społeczeństwo. Demokratycznie każdy zmaga się z żywiołem mniej lub bardziej wytrwale. Warunki dla wszystkich zasadniczo takie same – rzeka przecież płynie (zazwyczaj) w jedną konkretną stronę. Zdaje się jednak, że to może co poniektórych przerosnąć.

W jednym z nielicznych miejsc, gdzie spokojna i leniwa Brda rozlewała się we względnie szeroki kanał, z przodu wypłynął kajak niestrudzenie brnący w przeciwną stronę niż nasza. Minął pierwszych z naszej grupy i płynął dalej.
Barczysty mężczyzna, któremu brak cierpliwości rozlewał się po całym ciele, machał wiosłami swoje, kobieta przed nim machała swoja i jednocześnie go rugała, ale płynęli dalej. Chwilę zajęło nam upewnienie się, że my na pewno jesteśmy na dobrej drodze, po czym ktoś zwrócił im uwagę, że coś nie halo.

Przepłynęli jeszcze parę metrów oddalając swoje przekomarzania dalej w tył. Potem jednak zauważyliśmy, że zawrócili i popłynęli naszym śladem. Spotkani na kolejnym przystanku obydwoje wyglądali jakby szczerze nienawidzili świata i wszystkiego, co na nim się znajduje. Ani im to przyjemności nie sprawiało, ani ich nie zbliżało, a żadnych rekordów raczej nie bili. Ale płynęli.

No cóż, ale urlop to urlop. Co robić – odpocząć trzeba, na grilla wyskoczyć, kiełbkę z rusztu przytulić, piwko posączyć. Z rodziną trzeba, bo rodzina też odpocząć musi. Niekoniecznie odpoczywają od tego, od czego by chcieli odpocząć (czyli od siebie), ale jakiś odpoczynek to jest. Zbawieniem będzie powrót do pracy, ale trzeba się najpierw przemęczyć.

Najpierw trzeba powiosłować pod prąd, dwa razy się pokłócić, raz z dzieciakami w piłkę pokopać, a trzy raz je obsztorcować. Dopiero po takim wyczerpującym czasie wolnym, można powrócić do tego, co tak naprawdę wszystkim pisane – zbawiennej monotonni dnia codziennego, w której wszystko jest proste, jasne i przewidywalne.

No bo kto to wymyślił wolne? Kiedyś człowiek nie musiał tyle i w ten sposób odpoczywać. Dopiero kiedy przyjęło się, że praca to okrucieństwo wymuszane na naszym jestestwie kosztem przeżycia, a nie sens życia – dopiero wtedy trzeba było wolne wprowadzić, coby można było „podładować baterie”. Nie do końca jest jasne jakie baterie i jak należy je podładowywać, bo też i od gustów prywatnych zależy co je rozładowuje, ale zdaje się, że odpiąć się od takiego zasilania się nie da.

Ciekawe, że niedziela, matka wszystkich weekendów, więc i matka i opiekunka i święta wszystkich długi weekendów, wolna jest ku chwale Pana w niebiesach, który odpoczywał dnia siódmego. Ale odpoczywał tylko dzień siódmy, a od tamtej pory już ani razu? Cały czas pracuje? To by tłumaczyło, dlaczego wszyscy wokół tacy zmęczeni chodzą – czy święto, czy nie święto.

Zabijanie czasu wolnego

Przez ostatnie lata wbijano Polakom do głowy, że pracować trzeba jeszcze więcej, wydajniej, szybciej i bardziej kreatywnie, cokolwiek to znaczy; że mamy za dużo dni wolnych, że Japończycy doszli do sukcesów przez mrówczą pracę i mają znacznie mniej od nas dni urlopowych, że właśnie od nich powinniśmy się w pierwszej kolejności zaangażowania i sumienności; że potęgi gospodarcze buduje się organiczną pracą i tak dalej, i temu podobne. Z drugą Japonią jakoś nam jednak nie wyszło, zatem baczniej przyglądamy się teraz swoim europejskim sąsiadom (bo bliżej nam geograficznie i kulturowo) i coś się nam tu nie zgadza.

Grecy mają od nas krótsze urlopy i żaden sposób nie uchroniło to ich przed kryzysem, natomiast np. niemieckiej, brytyjskiej czy francuskiej gospodarce dłuższe urlopy pracownicze niż te obowiązujące w tej chwili w Polsce jakoś zupełnie nie zaszkodziły. Nie dość tego, okazuje się, że pracownik wypoczywający w równym stopniu wspomaga rozwój gospodarczy, jak ten „produkujący”.

Oczywiście w zupełnie innych wymiarach, ale to przecież oczywiste. Familijny długi weekend, który spędziliśmy w pełnym rodzinnym zestawie z dodatkiem przyjaciół, sprzyjał podglądaniu rzeczywistości nie tylko grillowo-ogniskowej, ale i tej ekonomicznej w jej mikro-skali. Działalność gospodarcza to bowiem nie tylko klasyczna produkcja czy handel, ale i gospodarstwa agroturystyczne, pensjonaty, wypożyczalnie sprzętu turystycznego, pola namiotowe, wypady wędkarskie, rajdy rowerowe, mała gastronomia i tysiące innych „małych aktywności”. W zaprzyjaźnionej wsi nad Brdą obserwuję od kilku lat narastającą modę na spływy kajakowe, co spowodowało liczne specjalizacje obsługi wzrastającej lawinowo latem liczby turystów. Stanice wodne, transport mini-busowy, wypożyczalnie kajaków, małe punkty gastronomiczne – za tym wszystkim nie stoją wielcy tour-operatorzy czy jacyś turystyczni potentaci, ale głównie małe, kilkuosobowe firmy rodzinne, które doskonale odnajdują się w tej nowej, wolnorynkowej rzeczywistości. Nasz jednodniowy spływ kajakowy był również doskonałym miejscem obserwacji takiej działalności. Jej zaprzyjaźni animatorzy pracowali niestrudzenie od wczesnych godzin porannych po zmierzch, w ciągu tego jednego dnia obsługując jednocześnie ponad 100 osób! Trzeba im było zapewnić bezpieczne miejsca parkingowe dla licznych samochodów, zawieźć w odpowiednie miejsce wraz z kajakami, odebrać, zapewnić wyżywienie i noclegi. Kilka kolejnych rodzin miało przy tej obsłudze dodatkowe zajęcie.

Młodzi ludzie pracują poza tym zawodowo, budują dom i zasilają gminną kasę podatkami. Oni akurat nie wypoczywają, chyba, że w okresie zimowym. Ale to właśnie oni budują sami dla siebie „drugą Japonię” czy „zieloną wyspę”. Ale dzieje się tak również dzięki wypoczywającym aktywnie rodakom. Nie dajmy się zatem nabrać na stwierdzenia, że Polacy za długo wypoczywają i pracują za mało wydajnie.

W tym samym czasie politycy, którzy takie hasła głosili, zwiększyli armię urzędniczą o kolejne tysiące stanowisk w rządowej administracji (a ile ich „dosztukowano” w tym samym czasie na niższych szczeblach?), które na pewno nie zafundują nam gwałtownego przyrostu PKB. No to może chociaż podczas swoich urlopów i długich weekendów wspomogą oni aktywnie krajowy rozwój gospodarczy, korzystając z licznych rodzimych atrakcji? No, chyba że wybiorą oni akurat zbiorową wycieczkę do Egiptu.

tadeusz_fulekTadeusz Fułek (rocznik 1986) absolwent kulturoznawstwa na poznańskim Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, z pochodzenia sopocianin, mieszka w Warszawie, pracuje w agencji reklamowej „Grey”. Swoje teksty drukował m.in. w „Machinie” i „Wysokich obcasach” oraz na portalach internetowych. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa. tadeusz.fulek@gmail.com

wojciech_fulekWojciech Fułek (rocznik 1957) sopocianin od zawsze i na zawsze, jak stąd wyjeżdża to nigdy na długo. Człowiek wielu zawodów i umiejętności, Przewodniczący Rady Miasta Sopotu, z zamiłowania – publicysta, dziennikarz, pisarz, poeta. Autor m.in. historii mola sopockiego, Opery Leśnej i wielu innych książek, tekstów piosenek, scenariuszy filmów dokumentalnych, sztuk teatralnych i słuchowisk oraz szczęśliwy trójki synów.
wojciechfulek@kochamsopot.pl

3 Replies to “Nie-wolne / Zabijanie czasu wolnego

  1. Teraz w złym tonie iśc na wolne w długi weekend. To znaczy ze firma nas nie potrzebuje przez tyle dni a istnieje bez nas. Strach iść! Co to za czasy?

  2. Nie umiemy odpoczywać, nie umiemy rządzić, nie umiemy słuchać, nie umiemy uczyć się na błędach. Umiemy za to perfekcyjnie narzekać i innym zazdrościć. Cóż, Polak tak ma.

  3. Wniosek jeden : same plusy z wypoczynku. Naród wypocznie i będzie bardziej wydajny, a inni w tym czasie zarabiają świadcząc usługi wypoczywającym. To prawda stara jak świat i nie musimy sięgać po liczby, dane itd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.