Muszkieter Leski

20 Lut

Agent wywiadu, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik powstania warszawskiego, prześladowany po wojnie przez komunistów, inżynier mechanik, kierownik budowy ORP Orzeł, wreszcie kawaler orderu Virtuti Militari. Kazimierz Leski to człowiek, którego życiorys mógłby stać się kanwą powieści sensacyjnej.

Po raz pierwszy spotkałem go w 1997 roku. Rozmawialiśmy głównie o ORP „Orzeł”, naszym najsławniejszym okręcie podwodnym, w budowie którego miał duży udział. Umówiliśmy się na godzinkę rozmowy. Ale z „Orła” przeszliśmy na czas wojny. Nie mogłem sobie odpuścić kilku pytań. Wyszło ich znacznie więcej, a później były kolejne wizyty. Byłem ostatnim dziennikarzem, któremu udzielił wywiadu. Zamierzałem wraz z Iwoną Bartólewską, dokumentalistką, znawczynią polskiego podziemia oraz epoki stalinowskiej zrealizować film o Nim. Nie zdążyliśmy…

Urodzony w 1912, był absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Budowy Maszyn i Elektrotechniki w Warszawie oraz Politechniki w Delft (Holandia). Pasjonował się naukami ścisłymi, lotnictwem, językiem niemieckim (posługiwał się także biegle angielskim , francuskim i niderlandzkim) i sportem – przede wszystkim wspinaczką górską.

Niemieckiego uczył się od dziecka i język ten, podobnie jak niemiecka literatura i sztuka dzięki osobowości wspaniałej nauczycielki, stał się dla niego tak ważny, że – jak po latach twierdził – niekiedy nawet śnił i myślał po niemiecku. Z morzem związał się przypadkiem. Trafił na praktykę inżynierską do holenderskiej stoczni, która później rozpoczęła budowę „Orła” – naszego najsłynniejszego okrętu podwodnego. Obiecujący i ambitny inżynier Kazimierz Leski został kierownikiem budowy tego supernowoczesnego, jak na owe czasy, i skomplikowanego okrętu. „Orzeł”, mimo wielu nowatorskich rozwiązań, miał jedną wadę: tendencję po poprzecznego kołysania. Jak wspominał Leski, na próbach morskich okrętu wymiotowali wszyscy oprócz holenderskiego oficera rezerwy – „stoczniowego” dowódcy okrętu. Wymiotowali każdego dnia i każdej niemal godziny. Wymiotowali, choć nie mieli już czym.

ORP Orzeł
ORP Orzeł

Po tygodniu zawinęli do portu. Gdy stanęli na lądzie, zwymiotował kapitan. Później odwołanie do kraju i kurs oficerów rezerwy lotnictwa. Leski miał już doświadczenie w szybownictwie i może dlatego ktoś pomyślał o wyszkoleniu go na pilota wojskowego.

Zbliżała się wojna. Gdy wybuchła, Kazimierz Leski latał na maszynach obserwacyjnych, a później, w wyniku wojennych okoliczności, zasiadł za sterami lekkiego bombowca „Karaś”. W połowie września całe lotnictwo miało się ewakuować na wschód, by odtworzyć siłę mogącą jeszcze zadać ciosy prącym w głąb Rzeczypospolitej Niemcom. Podczas lotu maszyna Leskiego została ostrzelana. Awaryjne lądowanie na polu i kapotaż tuż przy sowieckiej ciężarówce z przeciwlotniczym karabinem maszynowym.

Ranny, z pękniętym kręgosłupem, Leski ląduje jako jeniec wraz z innymi Polakami w miejscowej szkole. Wieczorem, Sowieci bardziej niż pilnowaniem, zajęli się piciem zdobycznej wódki. Nie przejawiali też wobec pojmanych wrogich intencji. Szybka decyzja i ucieczka. Leski pamięta tylko wyjście przez okno, potem jakaś furmanka, jazda przez las i miejsce w wagonie osobowym w pociągu. Obudził się w lwowskim szpitalu. Nie wie jak tu trafił. Przyjaźnie nastawiony polski personel i początki konspiracji.
Po podleczeniu, z pomocą przedwojennego kolegi, dotarł do inżyniera Stefana Witkowskiego. Przedwojenny wynalazca, prawdopodobnie współpracownik polskiego wywiadu, tworzy grupę zajmującą się przede wszystkim wywiadem. To Muszkieterowie.

Działalność samej organizacji, a przede wszystkim Stefana Witkowskiego, do dziś okryta jest mgłą tajemnicy. W każdym razie Witkowski zdołał w krótkim czasie stworzyć najlepszy w okupowanej Europie wywiad skierowany przeciwko Niemcom.

Nie podporządkował się Związkowi Walki Zbrojnej. A jednak z jakichś przyczyn generał Sikorski nie tylko przez dłuższy czas akceptował taką sytuację, także wspierał Muszkieterów finansowo. Nie do końca jasna jest również współpraca Muszkieterów z wywiadem brytyjskim. W każdym razie Kazimierz Leski po krótkim czasie został szefem wywiadu komunikacyjnego oraz szefem kontrwywiadu organizacji.

Witkowski zaś najprawdopodobniej zdołał przejąć to, co pozostało z polskiej sieci wywiadowczej w Niemczech. Dzięki siatce agentów, pocztowców, strażników więziennych, sprzątaczek i…prostytutek zdołano rozpracować strukturę Gestapo i niemieckich służb specjalnych w okupowanej Polsce. Witkowski dokonał rzeczy wielkich, jednak niepokój jego współpracowników zaczęła wzbudzać niechęć do podporządkowania się podziemnej armii – Związkowi Walki Zbrojnej – późniejszej AK.

Później jeszcze wyrok na wsławionego brawurową ucieczką z siedziby zakopiańskiego Gestapo kuriera, Włodka Szyca. Witkowski twierdził, że Szyc zagarnął rządowe pieniądze, które przenosił z Francji, a wywiadowcze meldunki sprzedał „na lewo” Brytyjczykom. Wyrok w zamian za przerzut do Anglii mieli wykonać dwaj młodzi polscy lotnicy marzący, by znów walczyć z Luftwaffe. Ostatecznie jednak niczego nie spodziewającego się Szyca zabił sam Witkowski. Później okazało się, że Szyc był niewinny. Przedtem i potem zdarzyły się inne okoliczności, kładące się cieniem na postaci szefa Muszkieterów. W tym czasie Leski miał już w miarę jasny i spójny obraz działania niemieckich służb specjalnych w Warszawie i Krakowie. I ze swoimi informacjami oraz sporą grupą Muszkieterów, wykonując rozkaz generała Roweckiego – Grota, przeszedł do ZWZ. Witkowski odmówił i nie zastosował się do zakazu prowadzenia działalności

Wyrok śmierci wykonali w bramie kamienicy, z której wychodził Witkowski, dwaj niemieccy policjanci opłaceni przez polskie podziemie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.