Czytajcie „Lektury”

14 Sty

Wydawałoby się, że nikomu nie trzeba mówić, aby czytał wszystko, zanim po prostu się pod tym podpisze. Nic bardziej mylnego jak się okazuje.
Ile razy ,,od deski do deski” przeczytaliście chociaż jedną umowę z dostawcą usług telekomunikacyjnych albo szkołą? Sam tego nie robię, o pardon!, nie robiłem do pewnego czasu. Niestety skucha jaką „wyłapałem” przy jednej, drugiej umowie, nauczyły mnie nudnej lektury, jaką jest ich czytanie. Generalnie, samych umów w obiegu jest pewnie bardzo wiele. Na początek moje własne wtopy w kontekście głośnej ostatnio sprawy umów między studentem a uczelnią.
Nawet tu można wpaść na minę. Szkoła edukuje. Jak najbardziej. Kwestia co z niej wyniesiemy sami i nie chodzi tu o monitor z pracowni informatycznej. Umiejętność rozumienia tekstu, o tak. Jako humanista powinienem mieć opanowane takie umiejętności, jednak z czystego lenistwa ich nie wykorzystałem. Ostatnio zachciało mi się kolejnych studiów. Wystarczyło wybrać szkołę, kierunek i do przodu. Tak się stało, jednak trochę mina mi zrzedła, kiedy przy zdaniu pracy w dziekanacie usłyszałem, że muszę jeszcze uiścić, jak to Pani ładnie nazwała, „opłatę przygotowawczą do egzaminu ”.

Co jest? Jaką opłatę? Ano moje przeoczenie. Usiadłem na chwilę w dziekanacie, by przeczytać to, co 2 lata wcześniej podpisałem i rzeczywiście – opłata przygotowawcza w wysokości jednej raty za studia ( w moim przypadku 540zł). Niewesoło. Uczelnie jeszcze sobie radzą, aby skutecznie, zgodnie z prawem, wydzierać nam kasę. Albo się na to godzicie albo nie. Ta krótka historia w moim zamyśle ma uchronić każdego przed owym „zdziwkiem” na koniec edukacji. Gdybym przeczytał, nie wywołałbym bezpodstawnej wojny w szkole, a tak mogę mieć pretensje tylko do siebie. Dziś wiadomo, że wiele szkół zrezygnowało z dodatkowych opłat w związku nawet ze skorzystaniem z kibelka (żart). Dlatego czytajcie, czytajcie.

O ile w/w sprawa nie do końca musi przekonywać, to umowy telekomunikacyjnej – już tak.

Nie jestem statystykiem, ale jestem pewien, że bardzo dużo ludzi w Polsce posiada telefon komórkowy. Decyzja o wyborze operatora nie jest łatwa, bo ci atakują ciągłymi promocjami, rozmowami za darmo, itd. Tym też najczęściej się kierujemy i konsultanci to wiedzą. W salonie pytamy tylko o wygodę danej oferty, ale już o haczyki nie. Przykładem jest zamówienie umowy online, którą przywiezie nam kurier. Z reguły nie czeka aż przeczytacie umowę, więc mądrzejsi odmawiają jej przyjęcia (mają takie prawo), jednak większość podpisuje, wychodząc z założenia, że i tak będzie z tym operatorem przez okres na jaki podpisuje umowę. Może i tak, ale w życiu różnie bywa.

Odstąpienie od umów to również ważna kwestia, o którą warto zapytać. Mnie operator poinformował, że mogę odstąpić od umowy zupełnie bezpłatnie. Chodzi o umowę zawieraną na odległość. W tym przypadku mamy na to 10 dni od dnia zawarcia umowy. Warunkiem jednak skorzystania z tego przywileju jest sytuacja, w której operator NIE ROZPOCZĄŁ jeszcze świadczenia usługi. Nie muszę dodać, ze zostałem poinformowany zupełnie inaczej przez konsultanta. Ten powiedział, że stracę możliwość rezygnacji w momencie wyrażenia zgody na świadczenie usługi. Warto wiedzieć, że dopiero rozpoczęcie świadczenia usługi, a nie samo wyrażenie zgody skutkuje utratą prawa do bezpłatnego odstąpienia od umowy.

Takich rzeczy jest więcej, nie sposób wszystkich wymienić.

Kolejne haczyki znalazłem w umowie kredytowej jednego z banków. Wiele umów posiada tak zwane załączniki, czy informację, że jakiś zapis jest zgodny z regulaminem, który można znaleźć na stronie internetowej. No i oczywiście, oprócz samej umowy warto by było zobaczyć co w tym regulaminie siedzi. Mamy więc dodatkową lekturę, którą jednak warto przeczytać. Czytając całą dokumentację nie możemy mieć cienia wątpliwości, co do warunków w niej zawartych. Zwróćcie uwagę na słowa typu „jeśli”, „może”, „powinien”. Tryb warunkowy może powodować niejasności w zapisach. Najprościej oczywiście z umową budzącą wątpliwości iść do zaufanego specjalisty. W sytuacji, gdy nie macie takiej możliwości negocjujcie zmianę nierozumianego zapisu, na bardziej czytelny przed podpisaniem umowy. Gdy już podpiszecie, każda ewentualna zmiana jest praktycznie niemożliwa.

Warto się na chwilę jeszcze zatrzymać przy umowach kredytowych, oraz przykładom niedozwolonych klauzul w nich zawartych. Oto kilka z nich:

– uruchomienie kredytu nastąpi po założeniu rachunku w Banku,

– za wydanie opinii bankowej o kredycie na żądanie klienta bank każdorazowo pobiera opłatę w wysokości …………,

– w okresie wypowiedzenia bank blokuje rachunek klienta i jego dostęp do niego,

– bank nie odpowiada za straty, spowodowane okolicznościami od niego niezależnymi,

– zmiany w tabeli opłat i prowizji za czynności dokonane przez bank nie stanowią zmiany warunków umowy.

Cudownie jest oglądać reklamy. Słuchać o tych wszystkich zaletach jakie oferują różne firmy, z różnych branż. Kredyt 0%, darmowe rozmowy, czesne nawet 500 zł taniej. Tak na serio, to za darmo na tym świecie, nie ma nic. Z badań Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wynika, że 90% sprawdzonych i przeanalizowanych przez urząd wzorców umów, jest w mniejszym lub większym stopniu niekorzystnych dla konsumenta.

Łatwiej mówić niż zrobić. Przebrnięcie przez dziesiątki stron to nie lada wyzwanie. Prawniczy, techniczny język skutecznie zniechęca do lektury. Poniekąd właśnie o to chodzi. Czy to się kiedyś skończy? Czytajcie umowy skrupulatnie. Może to uchronić przed zwykłymi nerwami, a i utratą, nierzadko dużych, pieniędzy.

Jak mawiają znawcy, ,,nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności”. I to jest złota zasada. Nawet jak nie znasz się na prawie, to zawsze możesz skorzystać z bezpłatnych porad. Wystarczy tylko dobrze poszukać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.