Władza, seks, pieniądze i narkotyki

15 Gru

Ostatnio siedziałem na fotelu u kumpla. Rozmowa jak zwykle. Co u ciebie słychać? Jak tam na uczelni? Dzieje się dziś coś wieczorem, może jakiś melanż? No i nagle warczenie wiertła przypomniało mi, że nie znalazłam się tam w celach towarzyskich – mój kolega jest dentystą.

Być może nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że ktoś jest dentystą, jednak sytuacja, w której się znalazłem to zupełna nowość, która skłoniła do przemyśleń. Wkroczyłem w wiek, w którym coraz więcej znajomych kończy studia, porzuca prace dorywcze i zaczyna pracować w swoim zawodzie.

Nie próbuję tworzyć utopijnej wizji świata, w którym każdy po studiach idzie prosto do pracy swoich marzeń. Prawie wszyscy zaczynają od praktyk lub staży. Trójmiejskie uczelnie nie produkują samych prawników, lekarzy i inżynierów, a wielu absolwentów idzie nakładać frytki w fast foodzie. Ale dziś nie o tym.

Kiedy przeraźliwie głośne wiertło wgryzało się w moją lewą, dolną siódemkę zacząłem mimowolnie przypominać sobie czasy gimnazjum i liceum. Dobrze trafiłem, Michał nigdy nie kiblował przez zaległości z przyrody, czy biologii. Miałem pewność, że nie pomyli zęba z dziąsłem i że wizyta nie skończy się utratą zdrowia albo kalectwem. Niestety, znam też sporo osób, którym nie powierzyłbym siatki z zakupami, a co dopiero zęba. Może oni też zostaną lekarzami? A może prawnikami?

Przenieśmy się na chwilę na salę sądową. Państwo oskarżyło cię o oszustwa podatkowe i wyłudzenie publicznych pieniędzy. Nikogo nie interesuje, że chodzi o źle postawiony przecinek na druczku PIT sprzed 4 lat i że wzbogaciłeś się tym sposobem o 15 groszy. Masz przesrane, bo odsetki urosły do wielkości twojej rocznej pensji. Ale tu pojawia się twój wybawca! Adwokat z urzędu – Ania Kowalska. Pamiętasz ją z ogólniaka. Niestety. Anka miała wujka prawnika i nie kryła się z niechęcią do szkoły. Zawsze powtarzała, że nie musi się uczyć, bo wuja wkręci ją gdzie trzeba.

Teraz wyobraź sobie, że leżysz na stole operacyjnym, a od kompetencji chirurga zależy twoje życie. Na salę wchodzi lekarz: tu wstaw imię twojego koleżki ze studiów, który był znany z oblewania wszystkich możliwych egzaminów i prześlizgiwania się z roku na rok. Myślisz sobie, że fajnie się razem opuszcza wykłady, imprezuje, wspólnie wyrywa panny. Ten koleś może być świetnym przyjacielem, ale wolałbyś, żeby wykończyła cię choroba, niż skalpel tego edukacyjnego nieogara.

Jeśli myślimy o pracy w wymarzonym zawodzie, wypada nadrobić elementarne braki. Spokojnie, odłóż Przedwiośnie Żeromskiego, przez które nigdy nie przebrnąłeś, nie myślę o ubytkach w części teoretycznej edukacji. Statystycznemu studentowi brakuje inicjatywy. Bazujemy na zajęciach na uczelni, a do konkursów, kół zainteresowań, konferencji i innych dodatkowych aktywności jest nam zawsze nie po drodze. Większość siedzi na uczelni dla papieru i nie ma w tym nic złego. Ale sam papier nie wystarczy i ma tylko ułatwić znalezienie pracy. Trzeba do niego dodać ciekawy staż, osiągnięcia, a przede wszystkim tonę motywacji. W praktyce, tytuł magistra niewiele ułatwia. Posiadanie wyższego wykształcenia stało się czymś zupełnie oczywistym i na pewno nie jest zarezerwowane tylko dla elity intelektualnej.

Dochodzę do wniosku, że trzeba się postarać, żeby po studiach naszą jedyną wartością nie był mgr przed nazwiskiem. Przychodzi moment, w którym należy się ogarnąć i otrząsnąć ze studenckiego marazmu. Jeśli zrobimy to odpowiednio wcześnie, władza, seks, pieniądze i narkotyki gwarantowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.