Przepraszam, czy tu straszy?

1 Lis

Za nami upiorna halloweenowa noc. W Trójmieście roiło się od imprez tematycznych: kluby pękały w szwach, a i na powietrzu nie było mowy o nudzie. Znalazło się również coś dla miłośników motoryzacji. Sprawdźcie, jak było na pierwszym halloweenowym Rajdzie Youngtimers Trójmiasto.

W tym roku po raz pierwszy odbył się Halloweenowy Rajd Youngtimers Trójmiasto. Start zaplanowano na godz. 19.30. Auta i ich załogi zebrały się przy Kuźni Wodnej w Oliwie. Trasa prowadziła aż do gdyńskiego akwarium przy Skwerze Kościuszki. Na pokonanie odległości wystarczyło ok. 30-40 min. Ważny punkt na mapie stanowił sopocki Grand Hotel, gdzie znajdował się obowiązkowy punkt kontrolny. Zapisy odbywały się za pośrednictwem Internetu, każdy chętny mógł zadeklarować chęć udziału klikając „wezmę udział” w utworzonym na Facebooku wydarzeniu, a dodatkowo wysyłając organizatorom wiadomość. Początkowo uczestnikami miały być jedynie starsze auta, ale ostatecznie, ze względu na spore zainteresowanie, przyjmowano również te nowsze. Na starcie pojawiło się około 40-50 aut, załogi liczyły średnio 2-3 osoby.

Termin rajdu nie stanowił jedynego odniesienia do amerykańskiego święta Halloween. Impreza stała się okazją do stylizacji zarówno aut, jak i samych siebie. Wśród gości nie brakowało zombie, duchów i podgnitych trupów. Szkoda, że nie wszyscy zdecydowali się na oryginalny strój – sporo osób wystąpiło w ubraniach codziennych. Nagrodą za najstraszliwszy out fit była książka o historii motoryzacji. Jeśli chodzi o auta, to rywalizację wygrał Volkswagen T1. Wiele samochodów przyozdobiono wymownym symbolem Halloween – dynią.

auto w Ĺ-rodku
fot. Karol Woźniak

Startujące w rajdzie auta podzielono na 6 grup. Poszczególne kolumny startowały w określonym odstępie czasu. Każda musiała nie tylko razem wyruszyć, ale i zjawić się na mecie. Niedopuszczalne było zgubienie po drodze jakiegokolwiek uczestnika – doskonałe zadanie na współpracę. Aby wygrać konkurs trzeba było nie tylko jak najszybciej dotrzeć z punktu A do B, oczywiście z zachowaniem przepisów ruchu drogowego.

Bawiłam się świetnie – przyznaje jedna z uczestniczek rajdu – ale uważam, że organizacyjnie nie wszystko dopracowano w stu procentach. Każdy, kto przyjechał, nie dostał niczego – nawet pamiątkowego dyplomu, że wystartował, jedynie nalepkę na szybę auta. W tłumie ludzi nie było wiadomo, kogo można spytać o szczegóły, bo osoby odpowiedzialne nie miały kamizelek odblaskowych, czy innych rzeczy, dzięki którym można było ich odróżnić od reszty. Anita wspomina też o zamieszaniu związanym z podziałem aut na grupy – ostatnia zamiast 8 składa się aż z 13. A wiadomo, że łatwiej pilnować się w mniejszej grupie.

rajd
fot. Karol Woźniak

Impreza zakończyła się tuż po godzinie 21. Krótko, ale ciekawie i niesztampowo, a do tego bez alkoholu. Organizatorzy przewidują wznowienie edycji w przyszłym roku. Miejmy nadzieję, że potknięcie towarzyszące pierwszej odsłonie nie powtórzy się przy następnej okazji.

4 Replies to “Przepraszam, czy tu straszy?

  1. Dobry artykuł. Śledzę Was z dużym zainteresowaniem i podziwem, że w tak krótkim czasie wybijacie się niesztampowymi pomysłami. A Wasze wywiady są doskonałe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.