Ludzie, z którymi nie chcesz mieszkać, choć musisz

18 Mar

Akademik to jedno z tych miejsc, w których nagle dowiadujemy się, które z naszych zwykłych, rutynowych zachowań, reszta ludzkości odbiera jako irytujące, naganne lub totalnie nie do przyjęcia. Trwanie w złych nawykach prowadzi do rychłej kariery buca. Jak nie zrazić do siebie połowy akademika, a zwłaszcza współlokatorów? Zapraszam na lekcję savoir vivre w pokoju.

Zazwyczaj, w przypadku pokojów w akademiku, nie mamy wpływu na to, z kim będziemy mieszkać. Może zdarzyć się tak, że będziemy zmuszeni przebywać z ludźmi często o innych niż nasze upodobaniach i nawykach, co w 90% przypadków prowadzi do konfliktów. Co wywołuje niechęć innych?

Ścisz to darcie! Wyłącz tych pedałów!

Jeśli uważaliście, że muzyka łączy ludzi i łagodzi obyczaje, to polecam wizytę w akademiku. Wielu studentów to niespełnieni DJ’e, którzy marzą o prywatnych koncertach i tłumach fanek. Na początku swojej błyskotliwej kariery puszczają głównie muzykę ze swoich laptopów. Jest to szalenie irytujące, zwłaszcza kiedy potrzebujesz się skupić, bo np. piszesz pracę i nagle współlokator puszcza jakąś techniawkę albo arabskie pojękiwania. Co gorsza, niespełniony DJ jest trochę jak troll w internecie – im bardziej zależy ci na tym, żeby choć przez chwilę było ciszej, tym głośniejszy set postanowi zaserwować.

Z tego miejsca apeluję do wszystkich: kariery w tej branży raczej nie zrobicie. Chcecie puszczać muzykę? Zainwestujcie w słuchawki. Osobiście zawsze słucham Cannibal Corpse na słuchawkach, bo szanuję to, że nie każdy jest gotów na takie przeżycia.

Nie gadaj tylko sprzątaj!

Historia stara jak świat. Każdy zna kogoś takiego, kto najpierw mówi: Wiesz, powinniśmy tutaj co jakiś czas trochę posprzątać. Gdy jednak przychodzi co do czego, to osoba mówiąca magicznie znika z pola widzenia i nie zamierza nawet dotknąć miotły. Zdarzają się też ciekawsze przypadki: – Mój współlokator to wszędzie swoich śmieci narzucał, ale swoje biurko i koło łóżka wyczyścił. Potem, jak przychodzili do niego goście, to ja wychodziłem na brudasa, a nie on, choć przez cały rok nigdy nie widziałem, by chociaż pozamiatał podłogę. A niby taki czyścioch. Tylko dużo gadał – mówi wyraźnie poirytowany Rafał, student politologii. Kolejna lekcja dobrych manier brzmi: ludzie oceniają się wzajemnie po czynach, a nie słowach, dlatego warto czasem zacisnąć zęby i zabrać się do roboty.

Moje rzeczy, moje sacrum!

– Mój poprzedni współlokator sprzątał raz na rok, ale jak już to robił, to wszystkie moje rzeczy ze wspólnego stołu wkładał do foliowych woreczków i wrzucał mi za łóżko, no kto tak robi? – oburza się Bartek, student filologii polskiej. Trudno nie przyznać mu racji, zwłaszcza gdy w podobny sposób zostaje potraktowana żywność, książki albo jakaś cenna elektronika. – Zapakował do jednej reklamówki ketchup i słuchawki, oczywiście sos się wylał i pobrudził sprzęt. Myślałem, że zatłukę typa! – kontynuuje Bartek. By uniknąć takich sytuacji na przyszłość, starajmy się pamiętać o tym, żeby lepiej nie dotykać rzeczy współlokatorów bez ich pozwolenia. To naprawdę pomaga.

Nie żałuj prądu lodówce

– Mój współlokator jakiś czas temu sprawił mi „bardzo miłą” niespodziankę. Przyjeżdżam do akademika po dwóch tygodniach ferii i zaglądam do lodówki: światło się nie pali, za to strasznie śmierdzi. Okazało się, że kolega, jak jechał na ferie, to wyłączył lodówkę. Całe żarcie zgniło, a lodówki nie można było potem domyć, tak śmierdziała – opowiada Adrian, student filologii angielskiej. Wspólne lodówki bywają źródłem wielu problemów, zwłaszcza gdy mieszkamy z ludźmi bez wyobraźni: Za każdym razem, gdy mojemu sąsiadowi coś się wylało w lodówce, to nigdy tego nie sprzątał. Potem trzeba było myć po nim całą lodówkę. Chyba myślał, że się samo wyczyści – mówi Marcin, student stosunków międzynarodowych. 

Światła! Czy wszyscy mnie widzą?

Choć trudno w to uwierzyć, coś tak prozaicznego jak lampa również może stać się źródłem konfliktów. Mieszkałem kiedyś z kolesiem, który cały dzień spał, a potem całą noc siedział przy laptopie i gadał z jakimiś ludźmi na czacie. Oczywiście przy zapalonym świetle, które utrudniało mi zasypianie. Gdy próbowałem mu zasugerować, że jest już druga w nocy i powinien zgasić światło, mówił, że robi coś ważnego – wspomina niewyspany Jarek.

Światło czasem bywa problemem także w dzień. – Nie jestem fanem słońca świecącego prosto w oczy, więc w słoneczne dni zwykle zasłaniam rolety, ale ten zwolennik jasnej strony mocy oczywiście się buntował. Wielki fan opalania się, mógł iść na plażę – kontynuuje Jarek.

(Nie)proszeni goście

– Uwielbiam życie w akademiku. Uczysz się na egzamin, a tu nagle impreza dla dwadzieścia osób. Dostałem wtedy dwóję i zapłaciłem za warunek, nigdy tego nie zapomnę – wspomina Andrzej, student informatyki.

Jednym z dobrych i niestety niepraktykowanych zwyczajów jest informowanie znajomych o wizytach towarzyskich. – Jednak nikt tak nie robi, każdy zakłada, że zawsze i o każdej porze jesteś gotów poznać jego znajomych i zawsze ci to pasuje. Lubię imprezy, ale wolałbym być o nich informowany trochę wcześniej niż 15 minut przed – wspomina Marek, student logistyki. W tej kategorii ważne też jest wyczucie czasu, którego niektórym ewidentnie brakuje. – Mój sąsiad w środku semestru, to był taki miły i spokojny, ale jak się zaczęły egzaminy, nagle balanga za balangą. I żeby jeszcze miał jakiś ciekawych znajomych, a nie, same placki, z którymi wstyd się na ulicy pokazać – dodaje Tomek, student administracji.

Czy nie mówię za cicho?

Pogaduszki potrafią wkurzyć. Szczególnie, gdy trafimy na mniej rozmownego mieszkańca domu studenckiego, z którym przyjdzie nam dzielić pokój Mój współlokator lubił prowadzić egzystencjalne dyskusje o 3 rano. Wyprowadziłem się – opowiada Kuba, student informatyki. Szkoda też, że choć wszyscy używamy telefonów, Skype’a i innych tego typu komunikatorów, to nie wszyscy wiedzą dokładnie jak z nich korzystać. – Mieszkałem z Turkiem. Zawsze, kiedy dzwonił do znajomych, to tak się darł do mikrofonu, że na korytarzu było go słychać. Chyba myślał, że jak będzie mówił cicho, to go w Turcji nie usłyszą – zastanawia się Wiktor, student zarządzania.

Niektórzy, pod tym względem wzbudzają jednocześnie podziw i irytację. Mój poprzedni współlokator codziennie gadał na Skypie od 18 do 22, a czasem i dłużej. Z kim gadał? A różnie, to ze znajomymi, z kilkoma na raz, to z jakimiś małolatami. Zawsze mówił podniesionym głosem, tak, że własnych myśli nie słyszałem. Pisałem wtedy pracę licencjacką i kompletnie nie mogłem się skupić – wspomina Michał, absolwent dziennikarstwa.

We wspólnym pokoju jest jak w życiu – nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innych. Traktowanie współlokatorów jak intruzów i trwanie przy własnych nawykach, zwłaszcza tych, które potrafią doprowadzić innych do białej gorączki, świadczy źle tylko o nas. Wolnoć Tomku, w swoim domku – i trudno się z tym nie zgodzić.

 źródło fot. tytułowej: Alan Levine / flickr.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.