Bułki, mleko i dwa gramy poproszę

10 Wrz

Jeśli szkodliwość marihuany jest rzeczywiście niższa niż nikotyny, to marihuana powinna być dostępna w handlu na podobnej zasadzie jak papierosy. – mówi na łamach magazynu Newsweek były prezydent, Aleksander Kwaśniewski. Ten sam, który w 2000 roku podpisał jedną z najbardziej restrykcyjnych w Europie, ustawę dot. posiadania narkotyków ze słynnym artykułem 62.1, którego liczba przeciwników rośnie szybciej niż liczba dyskontów Biedronka na mapie Polski.

Wykładowcy, którzy tak wyniośle mówili o ideach obiektywnego dziennikarstwa sprawili, że postanowiłam sobie kiedyś, że nigdy nie napiszę tekstu na temat, który wiązałby się z tematem legalizacji marihuany, żeby przypadkiem nie powiedzieć kilku słów za dużo. Nie mogę jednak usiedzieć cicho, jak wokół tyle szumu odnośnie niecałych 3 gramów znalezionych w domu Kory. Nie sprawdzę czy w Czechach po podpisanej nowelizacji ustawy dopuszczającej posiadanie niewielkiej ilości na tzw. własny użytek jest mniej narkomanów. Nie spytam ekspertów o nieszkodliwość i szkodliwość tej używki. Nie mam najmniejszego zamiaru porównywać alkoholu i marihuany. Chcę tylko wykorzystać okazję, jaką stworzyła sprawa Kory, do przytoczenia stanowiska najrozsądniejszego głosu ostatnich dni, którym (o dziwo!) okazał się prezydent, który zakończył swój urząd w 2005 r.

Swoją drogą, to drażniące, że mówi się o sprawie tylko wtedy, kiedy ktoś rozpoznawalny, jakoś w tę sprawę jest zamieszany… Najpierw kiedy Clinton, który, jak powszechnie wiadomo, „palił, ale się nie zaciągał”, potem premier Tusk sentymentalnie wspominający czasy młodości i wreszcie teraz, kiedy piosenkarkę znanego, polskiego zespołu dopada szorstka ustawa podpisana w naszym kraju 12 lat temu.

Legalizacji marihuany przeciwstawia się nie tylko ONZ i Światowa Komisja ds. Polityki Narkotykowej, ale także instytucje, które powstały w ramach walki z narkomanią. Dysponują olbrzymimi pieniędzmi i są zainteresowane swoim istnieniem, a nie tym, żeby liberalizować przepisy – mówi na łamach Newsweeka były prezydent. Ba, w tekście do New York Timesa przyznaje, że podpisanie w 2000 roku ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, było błędem. Swoją zmianę poglądu na ten śliski temat argumentuje tym, że dokument nie spowodował zmniejszenia poziomu narkomanii, a jedynie wzrost odsetka tych, którzy obciążeni wyrokami surowego wymiaru sprawiedliwości mają kłopoty choćby ze znalezieniem pracy. Przy czym podkreśla, że rzecz tyczy – w większości przypadków – młodych ludzi. I właśnie w tym miejscu na usta ciśnie się: Nareszcie panie prezydencie, nareszcie!

Aleksander Kwaśniewski, podkreśla jednocześnie, że kwestia ewentualnej legalizacji żeńskich roślin konopii (Cannabis indica) wymaga ,,długiej dyskusji nie tylko polityków, ale przede wszystkim ekspertów”. Wszystko byłoby cacy, gdyby nie fakt, że zarówno przeciwników, jak i zwolenników stać na wynajęcie kogoś, kto poprze głoszone przez nich tezy. Jak dobrze pójdzie, podeprze się nawet czymś, co określi mianem badań. I bądź tu człowieku mądry…

Niejednokrotnie podkreślanym przez polityków plusem ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii obecnie obowiązującej w Polsce, był fakt, że zgodnie z nią, prokurator może umorzyć postępowanie prawne wobec osoby podejrzanej o posiadanie niewielkich ilości narkotyków na własny użytek, jeśli szkodliwość społeczna czynu jest niewielka lub ukaranie byłoby niecelowe. Szkoda tylko, że znalezienie kogoś, kto jest w stanie sprecyzować pojęcia „niewielka ilość” lub „niska szkodliwość społeczna czynu”, graniczy z cudem.

Na taki cud nie mogła liczyć Jackowska. Może 2,8 grama nie mieści się w pojęciu niewielka ilość? Może jest jakiś nieznany wszystkim fakt, który sprawia, że znaleziska w jej domu nie można uznać za niskiej szkodliwości czyn społeczny? Piosenkarka w Newsweeku przytacza nawet statystyki – na 14 tysięcy przypadków prokuratorzy skorzystali z możliwości umorzenia tylko 14 razy. Te dane zmuszają mnie do zastanowienia się nad jeszcze jednym powodem: Może państwo chce pokazać, że w tej sprawie nie odpuści, a ona sama, stała się przykładowym kozłem ofiarnym? A może Kora nie mogła zostać „piętnastką”, bo jest Korą? W takich momentach zaczynam rozumieć kiedy popularność może doskwierać.

Jeśli były prezydent zaczyna w racjonalny sposób mówić o marihuanie, pojawia się idealna szansa do działania. Odważnego, zdeterminowanego i popartego profesjonalnymi dowodami, działania takich partii jak choćby Ruch Palikota, organizacji takich jak Wolne Konopie i społeczeństwa, które potrafi zorganizować się w twór jak „Anty 62.1”. Pojawia się okazja i… jak zwykle kończy się tylko na gadaniu. Może gdyby ździebełko znaleziono jeszcze u Ireny Santor, księdza Sowy i Krystyny Czubówny sprawa znów posunęłaby się o 2,83 milimetra?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.