Żużlowcy z tatuażem

23 Kwi

Uwielbia grę na pianinie oraz żużel. Chciał zostać sportowcem ale przez chorobę musiał porzucić swoje marzenia. Teraz spełnia się w innej roli. Mistrz tatuażu wśród żużlowców – Maciej Fludziński.To było piękne słoneczne popołudnie. Jedno z pierwszych w tym roku. Przyszedłem do salonu tatuażu Macieja Fludzińskiego w Sopocie o wyznaczonej porze. Wewnątrz skromnie, jednak uwagę przykuwają liczne odwołania do żużla. Na ścianach wisi sporo zdjęć zawodników i niemal w każdym miejscu są żużlowe pamiątki. Maciek już od początku naszej rozmowy emanuje życzliwością i optymizmem. Mimo różnicy wieku między nami prosi abym zwracał się do niego po imieniu. Jego charakter idealnie pasuje do żużlowca, pomyślałem. Być może dlatego między nim a zawodnikami wytwarza się swego rodzaju chemia.

flu7

– Tak naprawdę, to wszystko zaczęło się od Jarka Hampela. Poznałem go podczas zawodów w Szwecji. Robiłem sobie z nim zdjęcie, a Jarek ze swoją otwartością zapytał mnie, co tutaj robię. Był zdziwiony, co na zawodach szwedzkiej Elitserien robi Polak. To było około siedmiu lat temu. Zawodnicy poza krajem byli dużo bardziej otwarci. Nie było żadnych ogrodzeń i bram, dzięki czemu łatwiej nawiązywało się kontakt z żużlowcami. Kiedy Hampel dowiedział się, że robię tatuaże, to poprosił mnie o jakiś namiar. I tak się zaczęło. Jarek zadzwonił do mnie, przyszedł na tatuaż, porozmawialiśmy i bardzo się polubiliśmy. Później już poszło jak efekt domina – wspomina Maciek Fludziński.

Teraz nie jest już anonimowy w środowisku żużlowym. Tatuaże robili sobie u niego m.in. Jarek Hampel, Davey Watt, Sebastian Ułamek, Peter Ljung, Thomas Jonasson, Grzegorz Walasek oraz Patryk Dudek. Poza tym było wielu sportowców z innych dyscyplin. Chociażby bramkarz Arkadiusz Malarz. Maciek wymieniał dalej:

– Były też nasze siatkarki, połowa zawodników Arki Gdynia i wiele innych osób. Jednak nie skupiam się na innych dyscyplinach sportu. Jak przychodzi do mnie piłkarz, to traktuję go jak każdego innego człowieka. Natomiast do żużlowców mam słabość. Dla nich zawsze znajdę czas, nawet poza godzinami pracy.

flu10

Dzięki robieniu tatuaży znalazł się w żużlowym środowisku. Mógł do niego trafić znacznie wcześniej, jednak na przeszkodzie stanęła poważna choroba – ostra astma. Musiał przez nią zrezygnować z marzeń – z pragnienia zostania żużlowcem. Teraz spełnia się na innej płaszczyźnie – jako dobry kolega zawodników. Jeździ za nimi po całym świecie i poznaje speedway od kuchni. W marcu był na Grand Prix w nowozelandzkim Auckland. Leciał samolotem przez 43 godziny po to, aby zobaczyć w akcji swoich przyjaciół. Jeden z nich – Jarek Hampel, zrobił mu wspaniały prezent, stając na najwyższym stopniu podium.

– Żużel był u mnie zdecydowanie pierwszy. Miałem jeździć na żużlu, choć teraz żużlowca w ogóle nie przypominam. Byłem nawet w szkółce żużlowej, jednak choroba – ciężka astma, nie pozwoliła mi jeździć. Nie odbyłem choćby jednego treningu na torze. Trzy miesiące zasuwałem i sprzątałem. Stąd to zamiłowanie do żużla zostało. Użyję kolokwialnego wyrażenia i nie wiem czy będziesz mógł tak napisać. Po prostu mam pierdolca na tym punkcie. Trzeba tak mieć, żeby jeździć i latać wszędzie za nimi. Dużą frajdę sprawia mi to, że znam to środowisko żużlowe od kuchni. Wiem jakie są silne i słabe strony zawodników.

flu9

Ten duży mężczyzna to wspaniały przykład na to, że marzeń nie można porzucać. W zeszłym roku po raz pierwszy wyjechał na żużlowy tor. Pierwsze treningi już za nim, a w tym sezonie chce rozwijać swoje umiejętności. Nie zamierza rywalizować – sama jazda w lewo jest dla niego największą nagrodą.

– Jest to spełnienie moich marzeń. Udało mi się nabyć cały ekwipunek żużlowca, który niczym się nie różni od sprzętu profesjonalnych zawodników. Oczywiście oprócz rozmiaru, bo jestem duży. Cały czas spełniam to marzenie i nie spoczywam na laurach. Zamierzam jechać tak szybko, jak żużlowcy. Nie mam jednak w planach się ścigać. Jestem na to za stary. Całe życie jeździłem na motocyklach i nie jestem w żużlu z przypadku. Za małolata potrafiłem zwykłym motocyklem złożyć się na łuku. W motorze żużlowym trzeba inaczej operować manetką gazu i przede wszystkim jest większa prędkość. Bandy, które okalają tor, potęgują wrażenie i odczucie szybkości. Ludzie nie mają o tym pojęcia. Fajnie, jakby każdy mógł wejść do środka toru i zobaczyć speedway od wewnątrz. Wtedy dopiero widać tą szybkość, która z trybun nie jest dobrze widoczna. Banda zbliża się naprawdę bardzo szybko. To są ułamki sekund – komentuje właściciel sopockiego salonu tatuażu.

flu11

Robienie tatuaży jest wśród żużlowców coraz bardziej popularne. Czy mają oni odmienne upodobania niż pozostali klienci?

– Niektórzy mają swoje upodobania, jak np. Saszka Loktajev. On idzie bardziej w sferę religijną i duchową. Generalnie wszyscy żużlowcy są wrażliwymi ludźmi. Często kibice nie mają pojęcia jak bardzo zawodnicy przeżywają każdy swój start. Dobra, Australijczycy mają luz ale oni są dobrze doświetleni w tej Australii i to całkiem inna mentalność. Poza tym nie tatuuję wyłącznie żużlowców. Trafiają też do mnie ich mechanicy, prezesi czy rzecznicy prasowi klubów. Wracając do twojego pytania, te upodobania zależą od konkretnego człowieka. Pojawiają się motywy związane z motoryzacją, ale nie zawsze. Nie ograniczałbym się do stwierdzenia, że zawodnik robi sobie taki, a nie inny tatuaż ze względu na swój charakter. Ilu ludzi, tyle przyczyn wyboru danego tatuażu. Jedni się na nie decydują, bo po prostu fajnie je mieć, a drudzy robią tatuaże, bo potrzebują przemiany, odnowienia.

flu6

Pozytywne usposobienie pozwoliło mu zjednać sobie wielu żużlowców. Są oni częstymi gośćmi w jego domu. Maciek stara się zaszczepić żużlowego bakcyla wśród swoich najbliższych i robi to z powodzeniem. Jego dwie córki często towarzyszą mu podczas zawodów. Tatuaże wyzwalają między nim a żużlowcami niewidzialną więź. Czy Maciek czuje się związany z tatuowanymi przez niego zawodnikami?

– Oczywiście, wspieram każdego z nich. Zawodnikom, którym nie zrobiłem tatuażu też kibicuję. Mam spory problem, gdy przyjeżdża do nas drużyna, w której znajdują się moi kumple. Za kogo wtedy trzymać kciuki? Czasem czterech moich kolegów staje przeciwko sobie w jednym wyścigu. Dlatego staram się wspierać wszystkich.

flu4

Tatuowanie to dla niego rzemiosło z dodatkiem sztuki. Uważa, że przed nim wciąż wiele nauki i nigdy nie będzie wiedział i potrafił wszystkiego. A wiedza musi być rozległa: trzeba się znać na rodzajach skóry, zestawach igieł, doborze pigmentu i oczywiście posiadać ogólną wiedzę na temat rysunku. Trzeba wiedzieć, jak kłaść światłocienie, robić efekty przestrzenne i jak dobierać tatuaż do danego miejsca na ciele. Maciek porównuje się do krawca – z tym, że on szyje tatuaż, który musi dobrze pasować do ciała.

flu3

Równie ważna jak żużel jest dla niego gra na pianinie. Jego pozostałe zainteresowania także mogą robić wrażenie. Nietypowe połączenia i rozległe zainteresowania – istny człowiek renesansu.

– Oprócz żużla i tatuowania robię wiele innych rzeczy. Gram na pianinie, uprawiam windsurfing, skaczę ze spadochronem, nurkuję, jeżdżę na rowerze, a ostatnio zapisałem się na boks, żeby schudnąć. Wracając do jazdy rowerem, to kolarstwo górskie jest moją wielką pasją. Startowałem nawet w maratonie Scandia. Za drugim razem miałem wypadek i połamałem dwie ręce oraz żebra. Nie lubię się nudzić – stwierdził.

Gdy już wychodziłem w salonie pojawił się kolejny klient. Był to Marek Dera – w przeszłości żużlowiec gdańskiego Wybrzeża. Widocznie sportowcy lubią osoby podobne do siebie – ludzi z pasją, takich pozytywnych wariatów. Żużel, pianino, tatuaże – z pozoru niezwiązane ze sobą ale skupione w jednym człowieku.

*wykorzystano zdjęcia z prywatnego archiwum Macieja Fludzińskiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.