Żużel ponad stan

21 Lis

Zasada zastaw się, a postaw się od kilku lat znajduje odzwierciedlenie w polskich klubach żużlowych. Żadna inna dyscyplina sportu nie wzbudza tyle skrajnych emocji w przerwie między sezonami. Zamiast analizować ruchy transferowe poszczególnych ekip po raz kolejny trwa walka z czasem i z długami, które z każdym rokiem są coraz wyższe. 

Zadłużenie w sporcie żużlowym przestało być patologią, a stało się normą. Dlatego nikogo już nie dziwi, że Wybrzeże Gdańsk, które odniosło niewątpliwy sukces sportowy i powróciło na tory polskiej Ekstraligi, musi zaciągnąć kredyt, aby spłacić zaległości z minionego sezonu. Nie było wiele czasu na świętowanie awansu, a zawodnicy cały czas czekają na uregulowanie zobowiązań.

Poprzednie lata to dla gdańskich kibiców speedwaya istna sinusoida. Najpierw awans, a po roku spadek. I tak rok po roku. W Gdańsku coraz częściej słychać głosy, że podobnie może być w sezonie 2014. Władze Wybrzeża nie zakontraktowały jeszcze żadnego zawodnika na kolejny sezon i choć okres transferowy kończy się dopiero w połowie grudnia, to większość drużyn ma już skompletowane składy. Nad morzem najpierw muszą jednak uporządkować kwestie finansowe i spłacić zaległości wobec zawodników. Do tego brakuje około miliona złotych. Kwota spora, choć jest kilka ośrodków na żużlowej mapie Polski, gdzie zaległości sięgają kwot znacznie wyższych.

Lekarstwem na problemy finansowe ma być zaciągnięcie kredytu. Podobne rozwiązanie przerabiano (a właściwie wciąż przerabia się) w Bydgoszczy, gdzie po nieudanym sezonie i spadku do I ligi zabrakło pieniędzy na spłatę raty kredytu. Swoje kroki w stronę banku zamierzają skierować również sternicy gorzowskiej Stali. Gdańskie Wybrzeże znalazło się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, jednak paradoksalnie nie jest to wina tylko i wyłącznie samego klubu, ale niezdrowych zasad na polskim rynku żużlowych. Prezesi poszczególnych drużyn licytują się i podbijają stawki dla zawodników, psując tym samym rynek i przesadnie windując wysokość wynagrodzeń. A zawodnicy? Korzystają z tego, bo jak dają to trzeba brać. A w Polsce kasa leje się szerokim strumieniem, utrzymując praktycznie cały światowy żużel i cykl Grand Prix. Działacze najzamożniejszych klubów powiedzą: a kto bogatemu zabroni? Niestety ci biedniejsi nie chcą im ustępować i za wszelką cenę kontraktują.

30 listopada to ostateczna data składania dokumentów do procesu licencyjnego. Tego dnia wszelkie zaległości klubu muszą już być uregulowane. Prezes Robert Terlecki zapowiada, że sprawy finansowe klubu zostaną wkrótce uporządkowane. Pytanie tylko, kiedy do polskiego żużla wróci normalność, a działacze będą wydawali tyle, ile mają. Kluby, które mają zadłużenie wobec zawodników, ale są w stanie spłacić je z około dwu lub trzymiesięcznym poślizgiem, są obecnie uznawane za znakomicie zarządzane pod względem finansowym. Paradoksalnie żużlowcy również mogą tracić na podbijaniu i podkupywaniu najlepszych zawodników. Przecież lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.