Europa nie dla Lechii (FOTO)

29 Maj
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Print this page

W środę Lechia Gdańsk zagrała na PGE Arenie ostatni mecz tego sezonu. Podopieczni Ricardo Moniza przystępowali do spotkania z nadzieją na wywalczenie prawa do gry w europejskich pucharach. Co wynikło z kluczowego dla Lechistów meczu z przyjaciółmi z Wisły?

Mecz z Wisłą nie był tylko kolejnym tradycyjnym meczem przyjaźni. W tym sezonie Lechia walczyła o prawo gry w europejskich pucharach, a mecz z Wisłą miał być kluczowym dla osiągnięcia tego historycznego celu. Dodatkowo była to ostatnia szansa na zobaczenie Lechii w tym sezonie na PGE Arenie Gdańsk.

W środę rozegrane zostały cztery spotkania grupy mistrzowskiej i jedno grupy spadkowej. Niestety przed rozpoczęciem spotkania Lechii z Wisłą okazało się, że praktycznie wszystkie karty zostały już rozdane. Miało być historycznie dla Lechistów, a skończyło się zebraniem czarnych chmur nad zespołem. Biało-zieloni skomplikowali swoją sytuację już po poprzednim spotkaniu w Bydgoszczy z Zawiszą. Gdańscy piłkarze musieli liczyć na to, że w pozostałych dwóch spotkaniach potknie się ich rywal w walce o Ligę Europy, Ruch Chorzów. – Skomplikowaliśmy sobie sytuację i mamy teraz problem. Możemy liczyć, że ktoś niedostanie licencji, ale to my powinniśmy sami zapracować na ten awans do pucharów – komentował Patryk Tuszyński. Jednak Komisja Odwoławcza ds. Licencji Klubowych podjęła decyzję o przyznaniu Wiśle Kraków i Ruchowi Chorzów licencji na grę w europejskich pucharach po rozpatrzeniu odwołań obu ekip.

Taka decyzja Komisji Licencyjnej oznaczała, że Lechia, aby zagrać w Lidze Europy, musi wygrać dwa mecze, przy dwóch porażkach Ruchu. W meczu 36. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Lech Poznań pokonał przed własną publicznością Ruch Chorzów aż 4:0, dzięki czemu zapewnił sobie wicemistrzostwo Polski. Mimo porażki przy Bułgarskiej Niebiescy są już pewni występu w Lidze Europejskiej w sezonie 2014/2015. Choć na trzecim miejscu może ich wyprzedzić jeszcze Górnik Zabrze, to klub z Roosevelta nie otrzymał licencji na udział w rozgrywkach UEFA w przyszłym sezonie. Lechia straciła szansę na trzecie miejsce, a tym samym szansę na grę w europejskich pucharach. Przed ostatnią kolejką gdańszczanie tracą cztery punkty do Ruchu.

belka-galeria2

Sytuacja skomplikowała się również przez wynik, jakim zakończył się mecz biało-zielonych z Wisłą Kraków na PGE Arenie. Mecz przyjaźni zakończył się remisem, a po dwie bramki dla swoich zespołów zdobyli Stilić i Vranjes. Lechia Gdańsk przeważała przez całe spotkanie ale była w stanie tylko zremisować z przyjezdnymi. Na początku spotkania to Wisła była bardziej aktywnym zespołem. Długo jednak przewaga w posiadaniu piłki nie przekładała się na groźne akcje. W 19. minucie Wisła przeprowadziła świetną akcję. Z lewej strony podał Sarki, a w polu karnym dopadł do niej Stilić. Bośniak przerzucił piłkę nad nowym zawodnikiem Benfiki Lizbona Dawidowiczem i pewnie lewą nogą pokonał Bąka. Bramka zmotywowała piłkarzy Lechii Gdańsk. Gospodarze przejęli inicjatywę i kilka razy nieudolnie próbowali zagrozić bramce Michała Miśkiewicza. W dogodnej okazji fatalnie spudłował Deleu.

Druga połowa zaczęła się podobnie jak zakończyła pierwsza. Sadajew miał wyśmienitą okazję i kibice zgromadzeni na PGE Arenie nie mogli uwierzyć, że piłka nie wpadła do siatki.  Lechia starała się być przeważającą stroną, lecz mimo wielu uderzeń na bramkę zespołu z Krakowa nie przekładało się to na groźne sytuacje. Dopiero w 65. minucie Sadajew minął Burdenskiego, a ten ratował się faulem w polu karnym. Sędzia Marciniak wskazał na 11. metr, karnego wykorzystał Vranjes. Ten sam zawodnik wraz z Grzelczakiem i Wiśniewskim próbowali pokonać później Miśkiewcza zza pola karnego. Lechia dominowała i w 31. minucie straciła drugą bramkę. Po rzucie wolnym ręka jednego z gospodarzy została wprost nastrzelona po rykoszecie od własnego kolegi z zespołu i sędzia ponownie musiał wskazać na 11 metr. Do piłki podszedł niezawodny Stilić i bez problemu zdobył swoją drugą bramkę. Warto podkreślić, że był to dopiero drugi celny strzał „Białej Gwiazdy”. W doliczonym czasie gry kibice doczekali się… trzeciego karnego. Tym razem piłkę ręką zagrał Michał Czekaj i Vranjes, który drugi raz nie dał szans Miśkiewiczowi z jedenastu metrów. Remis ostatecznie pogrzebał nadzieje biało-zielonych na europejskie puchary.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.