Wiele hałasu o trawkę

14 Gru

Dyskusja o marihuanie w Polsce podąża dwutorowo. Przeciwnicy wertują źródła, badają skutki i stają okoniem na każdy argument, który wymawiają zwolennicy legalizacji konopi indyjskiej w naszym kraju. Z jednej strony słyszymy, że to zło. Z drugiej, że „takie samo zło jak alkohol i nikotyna” – dlaczego zatem tetrahydrocannabinol nie może być dostępny jak dwie inne używki?

Coraz częściej dociera do nas tajemnicze, okryte złą sławą pojęcie marihuana, ale co to do cholery jest, poza tym że podobno jest złe?
Kora została zatrzymana, bo jej pies pali trawkę. Wielka afera, a efekt mizerny. Ani to udowodnić zbrodni, ani domniemać przestępstwa. W dodatku przesyłka na psa – 3 gramy z Holandii. Opinia publiczna nie zmieniła stosunku do piosenkarki, niektórzy mieli nawet okazję, by solidarnie z Korą przyznać się do spróbowania trawki. Premierowi też kiedyś wytykano palenie, ale mu się nie podobało, więc się nie liczy. To tak jakby się nie zaciągał. O co więc chodzi? Dlaczego państwo tak twardo i mało krytycznie podchodzi do tematu legalizacji marihuany? Polacy nie znają jeszcze korzyści medycznych, takich jak uśmierzanie bólu, pomoc przy wychodzeniu z anoreksji, leczenie niektórych chorób układu oddechowego, a podejmują wnioski zasłyszane w mediach. Niewielu zdaje sobie sprawę z małych faktów, że papier (oszczędza się lasy) robiony z konopi oraz tkaniny są znacznie zdrowsze, tańsze. Istnieją nawet wyznania czczące kult marihuany, np. Ruch Rastafarii zakorzeniony na Jamajce. Jedni w nią wierzą, inni nie dopuszczają. Czy rzeczywiście jest to niebezpieczne w kraju wolności obyczajowej, zespołów reggae i koszulek z liściem?

Nie wszyscy wiedzą jaki związek ma marihuana z konopią, ale walczyć trzeba:

KONOPIA I MARIHUANA

Wysuszone kwiatostany konopi indyjskiej już niemal 3 tys. lat temu były znane i wykorzystywane przez szamanów, którzy dzięki jej psychoaktywnym właściwościom nawiązywali kontakt z duchami i siłami przyrody. O niezwykłości tej rośliny decyduje THC – tetrahydrocannabinol, który jest organicznym związkiem chemicznym, a jednocześnie substancją psychoaktywną.

Trudno określić dokładne pochodzenie, choć nazwa sugeruje Indie. Z pewnością pierwotnie częściej mieli z nią do czynienia ludzie, zamieszkujący między strefą podzwrotnikową i równikiem, choć jako roślina rozprzestrzeniła się w błyskawicznym tempie. Świadczy o tym fakt, że nad Wisłą ma się doskonale, chociażby jako tzw. samosiejka. Jej krzewy bywają strzeliste, gęste i intensywnie zielone o charakterystycznych, siedmiopalczastych liściach. Z roślin, obok suszu z kwiatostanów, powstaje również haszysz – przetworzona organicznie forma, zawierająca wysokie stężenie THC.

DLACZEGO PALI SIĘ TRAWKĘ?

Jej głównym działaniem obecnie jest wprowadzanie się w błogostan, nieraz euforyczny lub relaksacyjny. Osoby spożywające marihuanę lub haszysz często śmieją się, chichoczą, wykorzystują nieużywane pokłady kreatywności. Trawkę, gandzię, zioło, kotki, topki lub jaranie można spożywać na dwa sposoby – można palić i jeść (farma dożylna występuje tylko w warunkach laboratoryjnych). Najczęściej się pali, a możliwości jest tyle, ile pomysłów. Można palić skręta z bibułki, włożyć skruszone kwiaty do szklanej lufki, lub do zwiniętego z folii aluminiowej paleniska, zwanego cybuchem. Następnie dokłada się już tylko niszczycielski ogień.
Palenie – jak wszystko – ma swoje skutki uboczne, różne jednak od syntetycznych (chemicznych) narkotyków – najczęściej występującymi są poczucie głodu, pragnienie i senność. Podobno wywołuje halucynacje, choć nie znam nikogo, kto by je miał. Skutkami długofalowego spożywania THC może być dekoncentracja, osłabienie pamięci krótkotrwałej i otępienie. W praktyce, odczuwalne pewnie w mniejszym stopniu niż się wydaje. Tak czy inaczej nie można widzieć tylko jednej, pozytywnej strony.

marihuana

CZECHOM NIE SZKODZI, POLAKOM PRZESZKADZA

Ocenie należy z pewnością poddać kilka państw i stanów USA, które w marihuanie upatrują więcej zalet i pożytecznych efektów. Nic dziwnego, nie trzeba daleko szukać przykładów – nasi południowi sąsiedzi są już niemal zupełnie oswojeni z obecnością i łatwym dostępem do marihuany. Czesi żyją tak jak żyli, choć sprzedawać oficjalnie nadal nie wolno. Można posiadać nawet swoją roślinę. Czy to, że tolerancja dla maryśki wzrosła, oznacza wzrost zgonów, wypadków, gwałtów i rabunków spowodowanych przez ujaranych typków? Oczywiście, że nie! Nie odnotowano tego także w Holandii, która niestety powolutku zwija interes i ogranicza wyłącznie do obywateli z kartą. Dlaczego? Narkoturystyka miała się świetnie, bo państwo zaoferowało światu przyjazd na tzw. ‘reset mózgu’ . Komuś się to nie podobało i nacisnął magiczny przycisk . W stanach Waszyngton i Kolorado zalegalizowano marihuanę do celów rekreacyjnych. Czy w tych krajach/stanach marihuana szkodzi ludziom mniej? Nurtuje mnie to pytanie, bo z czego mogą wynikać takie drastyczne różnice w kwestii podejścia? Czy ta sprawa może mieć podłoże polityczno-szemrane?

LEPSZE SWOJE KRZAKI NIŻ NIEPEWNY TOWAR

Sądzę, że tak. Myślę, że trawka tak długo pozostanie pod lupą, jak długo ktoś ważny będzie na tym zarabiał. Zakładając, że podtrzymywanie obecnej sytuacji przynosi komuś dużo pieniędzy z kontroli dostaw i zbytu dragów, to ta osoba użyje wszelkich sposobów, aby nic się nie zmieniło. Sprawa zaczyna się i kończy na najwyższych szczeblach władzy państwowej i narkobiznesowej. Prosta sprawa, ktoś płaci, by status złej marihuany pozostał obecny. Odpowiadający za to ‘biznesmeni’ niczego nie ryzykują. Ryzykują hurtownicy, sprzedawcy, a najbardziej użytkownicy. Pamiętajmy, że główny obrót ziołem odbywa się dzięki dilerom, czyli pozostajemy w szarej strefie, którą zajmują się nie ludzie w dredach z Jamajki czy Etiopii, ale laboranci. A cały kapitał inwestują i odzyskują panowie w garniturach i skórzanych kurtkach.

Jeden dowód na to, że wąska grupa ludzi steruje rynkiem? Cena! Od zawsze oscylujaca koło 30 zł:
25 zł – przy większej ilości lub za słabsze ziółko,
30 zł – standard, normalna cena detaliczna,
35 zł – oczekuję czegoś dobrego, a z każdą piątką więcej liczę na więcej.

Kolejny dowód? Ktoś pewnie pamięta, jak kumple jarali tylko haszysz, bo o coś innego było trudno. Albo ktoś sam sobie wyhodował albo palił brązowy lub czarny haszyk. Tak było. Jeden ładunek, jeden sort* i z pewnością jedna osoba decydująca o tym, co będzie płonęło w kuluarach.
Państwo z kolei ma świetne argumenty, żeby istniejący stan podtrzymać. Zamiast inkasować akcyzę za produkcję i sprzedaż, wypowiada wojnę tym, którzy są niemile widziani i dalej pozwala działać starym znajomym.

marihuana

FAJNA TRAWKA I NIEFAJNA

Jak powstaje trawka? Wyrasta z ziarenka, wypuszcza pierwsze pędy, potem liście i kwiaty. W końcowej fazie kwitnienia roślina zostaje ścięta, wysuszona, potem odpowiednio przechowywana. Nie ma w tym niczego diabelskiego, proces produkcji przebiega tak samo, jak uprawa np. mięty. Następnie jest kruszona, siekana lub cięta, często mieszana z tytoniem – jest to ostatnie stadium, zwane przez niektórych „miszung”. Następne to już palnik, dym i popiół. Tak wygląda w pełni naturalny proces powstawania zioła i, o ile robi się je na własny użytek, roślina nie przechodzi tortur chemicznych. Jeżeli za produkcję odpowiadają mafijni księgowi, to z ideału pozostaje tylko miszung, palnik, dym i popiół. Nie wiadomo nawet co się pali. Gram jakiś mały, temat ma dziwny kolor i pachnie jakoś tak sztucznie – a no dlatego, że przed ścięciem roślina była maltretowana. Podlewana inwazyjnymi nawozami, żeby szybciej rosła i miała jeszcze więcej kwiatów. Po wysuszeniu każdy kwiat moczony jest jeszcze w wodzie z sodą oczyszczoną, wodzie z cukrem albo chemii, wszystko po to, żeby był cięższy. Potem się go suszy, a dzięki temu waga pokazuje 1 gram, a dostajesz 0,8 grama. Tak się robi biznes.

KAŻDY MOŻE JAK CHCE

O sposobach palenia można pisać pracę doktorską, a nie akapit. Tak czy owak ‘smaży się’ dowolnie. Można stosować najprostsze metody jak lufka, joint (skręt), bongo, ale istnieją sposoby niemal wyrafinowane: z wiadra z wodą, z donicy z ziemią, z sziszy – zapalić można nawet z długopisu, jeśli wie się jak to zrobić. Poza tym w Polsce można kupić asortyment takiego kalibru, że obcokrajowcy myślą o nas jak o Czechach. Bo kupić można wszystko, poza…gandzią, główną bohaterką. Dziwi mnie to przyzwolenie państwa, choć cieszę się, że chociaż pod tym względem pozostaje liberalne. Jest to kolejny dowód na to, że każdy wie, niemal każdy ma dostęp, a nikt głośno o tym nie gada. Tajemnica poliszynela, bo policja może namierzyć każdego. W imię walki z przestępczością zamyka się tych, którzy wydzwonili całą kasę na komórce, żeby zdobyć jeden kwiatek, a nie tych którzy przywożą, dzielą i sprzedają. To trochę głupie, że małolat z zawiniątkiem w kieszeni jest równo karany co złodziej samochodu lub sprawca pobicia. Ten małolat pozostanie w domu z kolegami, obżerając się czymkolwiek, kiedy dopadnie ich gastro, nie zrobi niczego złego.

TAK SIĘ DZIEJE PO TRAWCE

Jakie jeszcze przeżycia towarzyszą paleniu marry jane? Najpierw jest faza euforyczna, gadatliwa i zabawna. Dużo się mówi, często opowiada zabawne anegdoty i dowcipy. Powoli zmienia się to w spokojniejszy nastrój, rozmowa i gry, malowanie, oglądanie, słuchanie. Uwrażliwia się wszystkie zmysły. Po dymku lepiej ogląda się obrazy, filmy i zdjęcia, przyjemniej słucha się muzyki lub dźwięków przyrody.

Dotyk, węch, smak sprawiają przyjemność. Uruchamia się wówczas wielkie pokłady empatii i pomysłowości. Ta faza trwa bardzo długo, jest przyjemna i kończy się apetytem – gastrofazą, kiedy jesteśmy gotowi zjeść wszystko, najchętniej słodycze, owoce, ale i jajecznicę z cebulką, pomidorami, szynką, szczypiorkiem, a do tego bułka zapiekana z serem i posypana oregano. Tak właśnie wygląda gastro – kompozycje smakowe, które tworzy się po chmurce mogłyby zawstydzić niejednego kucharza. Następnie lekka senność i koniec tego przyjemnego stanu. Całość trwa nie więcej niż 3 godziny. Kiedy sięga się po trawę po raz pierwszy czy drugi w życiu, pojawiać się mogą lekkie lęki, ale głównie wynikają one z obawy przed policją. Czyli to chyba nie takie straszne, prawda?! Naprawdę negatywnym skutkiem może być depresja i spadek samooceny, ale dotyczy to osób przyznających się do nałogowego spożywania. Nie różni się to specjalnie od skutków alkoholizmu.

marihuana

DLACZEGO NIE?

Zamiast ścigać i walczyć, warto przekalkulować koszty aparatu ścigania, utracone podatki i rosnący kryzys. Do budżetu wpadałoby co roku kilka milionów ekstra. Poza tym nie organizowanoby prewencji przeciw tzw. dopalaczom, które w dalszym ciągu istnieją i chyba mają się nieźle, choć oficjalnie funkcjonują jako sklepy z kadzidełkami. Te sklepy i te pseudoużywki są naprawdę niebezpieczne. Chyba nie było na świecie wypadku przedawkowania marihuany, ani zgonu z tego powodu.

Marihuana towarzyszy muzykom, artystom, malarzom i tym wszystkim, którzy mają ochotę ze znajomymi zapalić skręta wieczorem, grając w scrabble. Dlaczego ktoś, kto tę trawkę załatwiał musiał czuć się jak przestępca idąc ulicą? Bo mogli go w każdej chwili zatrzymać i przeszukać. W Polsce tak można! Chociaż dalej nie wiadomo o co chodzi, prawdopodobnie chodzi o pieniądze. O pieniądze na zwalczanie nieszkodliwego wroga, bo lepiej mieć jednego starego, niż nowego nieznanego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.