Swing ze światła i styropianu

31 Sty

Czym może zaowocować pomysł na film zrodzony w głowie Abelarda Gizy, którego olśnił artykuł o swingowaniu? Dodajmy, że pełne olśnienie objawiło się po wyjściu spod prysznica.

„Swing” jest przeniesieniem na ekrany kin sztuki teatralnej. To opowieść o piątce bohaterów, z których jedni chcą bardzo, drudzy trochę mniej, a trzeci… cóż, to trzeba zobaczyć. Doprowadza to do ciągłych niedomówień i nadinterpretacji poszczególnych wypowiedzi, a nawet pojedynczych słów. W konsekwencji otrzymujemy komedię pomyłek i niuansów wysokiej próby. To bezapelacyjnie największy atut tego filmu. Zważywszy, że drugi plan jest mocno statyczny i ciężko tu uświadczyć widoków panoramy miast, czy choćby przechadzki ulicą, to pod względem fabuły bije on w przedbiegach większość tych nowoczesnych polskich „komedii”. Pierwsze skrzypce gra pan Ruciński, który wcielił się w postać Marka – zanurzonego w związku od 7 lat, który boi się rutyny.

Wygłaszane tezy i ciągłe kombinowanie czyni z niego największego nieudacznika, który swoim postępowaniem dochodzi do granic absurdu. Jednak ma dobre serce, które chwilowo przegrało potyczkę z kroczem. Pozostali aktorzy prezentują się równie dobrze jednak miękną przy filmowym Marku.

fot. facebook.com/swingfilm
fot. facebook.com/swingfilm

Nie można powiedzieć, by film był przestrogą o tym, że nie można oszukiwać i kombinować, aby osiągnąć cel. Należy powiedzieć zaś, że zawarta jest w tym kwintesencja tego, co dzieję się, gdy w swych pragnieniach stajemy się zamknięci w sobie i zamiast mówić o pewnych rzeczach wprost, zanurzamy się w intrydze, którą wciąż trzeba rozbudowywać, by wszystko naraz się nie zemściło.

Film trzyma dobre tempo, tylko momentami jakby niepotrzebnie zwalniał po to by wykrzesać z nas odrobinę więcej śmiechu przez rozmienianie na DROBNE raz powiedzianego żartu. To moje jedyne zastrzeżenie, bo wtedy widać faktyczne zwolnienie akcji. Wszystko jednak rekompensuje finał, który powalił mnie na kolana. Zresztą jak wszystkich, którzy byli na premierze.

Warto zauważyć duży postęp względem „Wożonka”, które w Trójmieście stało się pozycją kultową. Sam twórca zapytany o różnice pomiędzy tymi dwoma projektami powiedział wprost – nauczyłem się, że styropian i światło może dać dobry efekt.

Na koniec należy powiedzieć, że film grany jest w jedenastu kinach sieci Helios oraz kilku kinach kameralnych w kraju z racji tego, że cały projekt finansowany jest z funduszy własnych (sam etap post produkcji trwał prawie dwa lata). To mnie właśnie zastanawia, że dobry film o dobrym i przystępnym temacie, który bawi i daje do myślenia, rozchodzi się po kraju w mniejszej skali niż setki miałkich filmików, w których darmo szukać choćby jednego dobrego żartu. „Swing”, nawet jeżeli nie zmieni reguł tej gry, to na pewno da wyraźny sygnał, że my zwykli ludzie zamiast błahych komedii chcemy obejrzeć coś dobrego, co nie sprawi, że będziemy żałować wydania pieniędzy na bilet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.