Polowanie na lumpy

25 Maj
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Print this page

Rozpoczął się odzieżowy sezon letni. Zrobiłem małe tournée po gdańskich lumpach i przyznam szczerze, że jest hit! Trójmiasto second handem stoi. Można się u nas ubrać od stóp do głów za jedną piątą kasy, którą musielibyśmy zostawić w markowych sklepach. Nie sztuką jest kupić coś ekstrawaganckiego za wiele. Prawdziwym osiągnięciem jest kupić coś wyjątkowego za niewiele. I niech to będzie klucz do wszystkich eksploracji, które będę podejmował na łamach tego portalu.

Bez lumpeksów chodziłbym ubrany jak lump. Paradoks, ale coś w tym jest. Jak mało kto przeliczam złotóweczki w kieszeni i dziesięć razy je oglądam, zanim wydam na coś choćby 100 złotych. Poza tym, że jestem pazerny i chciwy, to lubię też oryginalnie wyglądać. Nie chodzi tu o markowe ciuchy firmy „Ham’pum’pampum” – oryginalne znaczy wyjątkowe, unikatowe. Lumpeksy pozwalają mi na to, żeby złotóweczek więcej zostało na melanżyk, a dzięki małym kwotom mogę wyglądać dobrze (nie chcę wyjść na megalomana – bo w rzeczywistości wyglądam zjawiskowo). Wybieram eleganckie marynarki, sportowe szorty, t-shirty, spodnie, swetry… ogólnie wszystko co się nadaje.

Second hand to moda, której pojawienie się w Polsce przypada na początek lat 90. Warto przypomnieć, że kiedyś zakupy w takim miejscu to był obciach, synonim biedy! W szkole podstawowej najgorszą obelgą było powiedzenie komuś, że ma ciuchy z lumpeksu. Współcześnie dość często usłyszymy powiedzenie „Twoja stara kupuje w lumpeksie!” – ale urazić kogoś tymi słowami już nie sposób. Dziś byłby to raczej komplement – oznaczałoby, że „moja stara” ubiera się modnie i niepowtarzalnie. Czy zdziwienie jawi się teraz na Waszych twarzach – myślicie „jak to modnie i niepowtarzalnie?” – a właśnie tak. Największą frajdą jest wynajdowanie smaczków, które okazują się absolutnie unikatowe. Bądź pewien, modnisiu, że kupując używane rzeczy, nie uświadczysz na ulicy drugiej osoby ubranej tak samo!

Jeszcze niedawno ciuchy przyjeżdżały do Polski tylko z RFN, później Niemiec (zjednoczonych). Najczęściej w plastikowych workach, które cuchnęły grzybem i wilgocią. Poplamione, podarte, znoszone. Wspominając to, utwierdzamy się w przekonaniu, że kiedyś kupowanie w sklepach z używaną odzieżą mogło rzeczywiście być obciachem. Teraz przyjeżdżają do nas z Irlandii, Wielkiej Brytanii, Danii, Szwecji lub Norwegii – rarytasy.

Ciuchy często markowe, gatunkowo wyśmienite, lepsze niż te dostępne w Polsce. I to wiemy nie od dziś, że produkty (np. proszki do prania lub żele do kąpieli) dzielą się na te produkowane dla krajów Zachodniej Europy oraz te dla dawnych Demoludów. My, niestety, wiemy, gdzie jest nasze miejsce. I wiemy, że z ciuchami jest dokładnie tak samo.

lumpex

Ciucholandy wyrosły jak grzyby po deszczu, kiedy zauważono, że można na tym nieźle zarobić. Najpierw kryterium ceny zależało od wagi. Jakość nie była ważna – ważne było, ile kilo owa kurtka, płaszcz czy jeansy Levisa ważą. Kupowaliśmy ubrania jak jabłka na targu. Cena oczywiście różni się w zależności od dnia, w którym wybieramy się na zakupy. Dostawy najczęściej odbywają się w poniedziałki. Mamy wówczas pewność, że ubrań jest dużo, a zatem i perełek jest więcej. Wtorek nieco taniej – mniej perełek, w środę jeszcze mniej, w czwartek – i tak dalej, i tak dalej. Ktoś nagle zajarzył, że są wśród przywożonych łaszków też takie, na których zarobić można więcej.

W ten sposób powstała druga kategoria lumpów – z wyceną. Wersja exclusive, do której nie wszyscy się przekonali. Jednak czasem lepiej pójść po t-shirt, który waży 20 dag w poniedziałek, gdy kilogram kosztuje np. 52 złote. Łatwy rachunek – koszulka kosztuje wówczas 10,40 zł. W przypadku wyceny, ten sam t-shirt może kosztować nawet 35 złotych. Różnica odczuwalna aż o 5 ciężkich, pięciozłotowych monet.

T-shirt to tylko przykład. Dotyczyć to może każdego produktu. Jako że ja sam przerabiam obie kategorie, podpowiadam, że nie warto jednych omijać, a drugich forować. Perełki skrywają się wszędzie! A zatem – podsumowując moje ostatnie eskapady – letnie szorty – 30 zł (wycena), t-shirt adidas – 8 zł (38 zł/kg), bluza pumy na zamek, nieco retro, ciekawe wzory i żywe kolory – 25 zł (wycena). Trzy kluczowe w sezonie letnim części garderoby za 63 zł. MISTRZOSTWO ŚWIATA I AMERYKI! Porównajmy to z cenami w sklepach (wyłącznie na potrzeby artykułu prześwietliłem ceny w sieciówkach): szorty – ok. 50 zł, t-shirt – 25 zł, bluza – 240 zł. Nawet nie chce mi się dodawać. Sami to zróbcie i przestańcie kupować w sieciach!

Znalazłem jeden punkt, który muszę zareklamować – Second Hand u Hani, na ul. Szerokiej w Gdańsku Głównym. Rewelacja. Dwa poziomy, w piwnicy odzież tylko dla facetów. Wszystko wyprane, poskładane i estetycznie wyeksponowane. Wiele ciuchów wyselekcjonowanych pod względem rozmiarów. Na prośbę klienta uprzejma ekspedientka z pewnością znajdzie coś, czego szukamy. Ceny – no cóż, to ten z wyceną i to z wyższej półki, ale w porównaniu z cenami w sklepach wciąż jesteśmy in plus. Można znaleźć tam wszystko, jedno lepsze od drugiego.

Ciekawi mnie, jakie jeszcze miejsca warto odwiedzić? Które z nich wy znacie i lubicie najbardziej? Dołączam kilka fotek z moich łowów. Fotografowałem nie tylko te, które kupiłem, ale też takie, które wpadły mi w oko, lecz niestety nie załapały się przez brak dzięgów. Ciekawostką jest żółto-niebieska bluza z napisem Ukraine na plecach. Fajna bluza, ale noszenie jej w Gdańsku byłoby bardzo ryzykowne. Polecam mieszkańcom Gdyni – Ciucholand przy Grobli I. Do zobaczenia na kolejnym polowaniu – darz bór na lump!

Jeden komentarz w “Polowanie na lumpy

  1. Fajny i pachnący lumpek SECOND LOVE w Gdańsku jest na Chełmie otwarty dopiero kilka miesięcy, wszystko wycenione ale można liczyć na rabaty :), bez plam i dziur a co najważniejsze nie śmierdzi tylko pachnie świetnymi świeczkami. Dostawy przeciwnie do innych mają w piątki. Są na fc i często dorzucają fotki przed dostawami.
    Koniecznie musicie się tam wybrać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.