Gdańsk umiera jak stary malkontent

8 Maj

Od pewnego czasu obserwujemy powolną agonię gdańskiej sceny imprezowej. Dlaczego dzieje się tak, że w największym mieście północnej Polski dochodzi do zmonopolizowania trójmiejskiego rynku imprezowego przez Sopot?

Od bodaj dwóch lat obserwujemy proces coraz szybszego starzenia się Gdańska. Złota polska młodzież ma coraz mniejszy wybór miejsc, gdzie swobodnie, na zupełnym luzie można pójść się zabawić. Rozumiem, że nieopodal jest Sopot, który obecnie nie ma konkurencji w Trójmieście pod względem oferowanych atrakcji, ale chyba można zrobić coś, by znaczną liczbę młodych ludzi zatrzymać nad Motławą!

W tej chwili pełną parą funkcjonuje kilka klubów, gdzie można zabawić się w czasie weekendu. Prym wiedzie Cafe Absinthe, który od środy do soboty przyciąga dziesiątki osób. Parlament, w którym co jakiś czas odbywają się koncerty wykonawców różnych gatunków, Szafa, gdzie spotyka się m.in. usilnie alternatywna młodzież; Irish Pub – spęd zagranicznych studentów i… może jeszcze Blaszany Bębenek, który to klub trudno znaleźć, a w dodatku nie powala wyszukanym repertuarem oferty alkoholowej i muzycznej. W dwóch słowach – wszystko kupa!

Jak to jest, że miasto, które powinno kosić gruby hajs z nieświadomych polskiego wyzysku turystów, poddaje się wpływowi stetryczałych mieszkańców Starówki? Nawet gdyby pod ich oknami ktoś pompował balony i przebijał co drugi, to postulowaliby o ograniczenie sprzedaży balonów w Gdańsku.

Zadziwiające, że wrocławski i krakowski rynek żyją cały tydzień. Toczą alkoholowe osocze w żyłach metropolii, bo serce każdego liczącego się miasta jest w jego centrum. Tymczasem Gdańsk swoje serce ma w Sopocie. Gdańszczanie odpowiedzieli na mój krzyk rozpaczy, który rozbrzmiewał na facebooku.

Maciek – gdański rozpierdalaka – pisze tak: „W ścisłym centrum mieszkańcy nie zezwalają na dobrą zabawę. Do istniejących klubów często jest wzywana policja – tak umarło La Dolce Vita! Ponadto do takich inicjatyw potrzebne jest zezwolenie wspólnoty mieszkaniowej na uzyskanie koncesji na alkohol. W większości innych dużych miast w Polsce centra są zajęte przez firmy, którym nocne hałasy nie przeszkadzają.

I bądź tu Polaku mądry?! Jak nie staniesz, dupa z tyłu! Możliwość uzyskania koncesji na alkohol zależy od zgorzkniałych emerytów, których koty boją się radosnych piosenek śpiewanych przez nagrzanych studenciaków. A co będzie, kiedy przyjadą zagraniczni turyści gotowi zostawić swoją mamonę w Gdańsku? Dostaną ulotkę z mapką dojazdu do Sopotu?

Zamykanie klubów poprzez nieprzedłużanie koncesji na alkohol to problem nie tylko gdański. Cieniutko przędą już właściciele kilku klubów w stolicy, podobnie w Krakowie. Tylko Wrocław po raz kolejny śmieje się wszystkim w twarz, bo tam nocne życie toczy się jak gdyby nigdy nic. Może prawo Wrocławia działa w drugą stronę – mieszkańcom Starego Miasta nie przedłuża się refundowania aparatów słuchowych? Trudno dociekać, ale nie może być tak, że Sopocianom na Monciaku hałasy nie przeszkadzają, a mieszkańcom Piwnej i Chlebnickiej już tak! Ludzie, emeryci i renciści, rodzice małych dzieci – litości!

Właściciele imprezowni też muszą żyć, muszą jakoś zarabiać. Jeśli nie pozwolicie im na prowadzenie interesów, to dołączą do masakrycznej liczby bezrobotnych. A w rezultacie będą siedzieli na „zgliszczach” swoich knajp, będą pili piwo i wino, potem obsikają schody do waszych domów i będzie smród, zwłaszcza w lecie. Chcecie tego? Co wtedy zrobicie, otoczycie się szklaną kulą czy założycie klamerki na nosy? Nie pozwólcie, by to miasto umierało jak stary, złośliwy, gdański malkontent.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.