Durni maturzyści, głupia gimbaza

22 Maj

Polską rządzi koalicja PO i PIS, ale nie trudno im się porozumieć, bo przecież w sejmie jest tylko czworo posłów. Ryba pod wodą oddycha płucami, a rok ma 600 dni. Maj to miesiąc testów gimnazjalnych i matur. W związku z tym w Internecie zdobywają popularność filmiki pokazujące całkowitą ignorancję osób, które w zdecydowanej większości w ciągu kilku najbliższych lat trafią na studia. I je skończą.

„CzyliSatyra”, a wcześniej „Matura to Bzdura”, to programy o wyjątkowo prostej fabule – prowadzący zadaje nietrudne pytania z wiedzy ogólnej maturzystom/gimnazjalistom. I tyle. Okazuje się, że zdecydowana większość osób nie potrafi powiedzieć, kto napisał „Pana Tadeusza”, ani tym bardziej o czym epopeja traktuje. W „CzyliSatyra” gimnazjaliści nie potrafili powiedzieć, ile dni ma rok, ani wymienić kontynentów. Przeraża nie tylko brak podstawowych informacji, ale przede wszystkim to, że nikt nie czuje się tym specjalnie zażenowany. W Internecie grzmi.
Pomijając już kwestię na ile prawdziwy jest obraz tworzony przez wspomniane programy, to smutne jest, że udało się znaleźć nawet kilka osób o takich brakach,. A jako korepetytorka z kilkuletnim stażem jestem całkowicie pewna, że nie trzeba było szukać długo. Co więcej, myślę, że część z tych osób miałaby problemy z płynnym przeczytaniem tekstu na głos, nie mówiąc już o jego zrozumieniu.
Jak to jest możliwe, że uczeń kończący gimnazjum, który ma 16 lat i przez 9 lat chodzi do szkoły – a osoby na filmiku nie wyglądały na takie, które wielokrotnie powtarzały każdą klasę – nie ma podstawowych informacji… o niczym właściwie? Bo chyba nikt z pytanych nie potrafił podać wzoru na pole prostokąta. Nie uwierzę, że nauczyciel w podstawówce, gimnazjum (a potem w liceum) nie był w stanie wychwycić takich osób i zagrozić brakiem promocji do następnej klasy. Ale tutaj działa spychologia – jak nie przepuścisz dzieciaka do następnej klasy, to zostanie na rok dłużej, ergo będziesz się z nim męczyć kolejny rok. Na dodatek, jeszcze istnieje pewne prawdopodobieństwo, że rodzice przyjdą jeśli nawet nie z awanturą, to przynajmniej spytać, skąd takie braki w nauce.
Zazwyczaj mówiąc o złym stanie edukacji w Polsce obwinia się sam system, na pewno nie bez racji. Ale czy najwięcej nie zależy od samych nauczycieli? Jestem w stanie wymienić dwie nauczycielki z mojego gimnazjum, które od początku do końca lekcji czytały odpowiednie rozdziały z bryków (nawet nie z własnych notatek!), a cała klasa pisała to słowo w słowo, by na koniec co najwyżej wykuć się tego na pamięć. Albo i nie, bo dzięki ogólnospołecznemu przyzwoleniu na ściąganie właściwie jakoś specjalnie uczyć się nie trzeba. Do tej wybuchowej mieszanki można dorzucić jeszcze strategię odpytywania na lekcjach tylko uczniów dobrych i średnich i możliwość poprawienia ocen malując plakaty albo robiąc inne pierdoły, niemające nic wspólnego z nauką.
Ciężko mi też sobie wyobrazić, że w domu 16-latki, która na oficjalny egzamin idzie w niesmacznie krótkiej spódniczce, na co dzień rozmawiało się na bardziej wygórowane tematy niż ostatni odcinek Top Model albo wynikach The Voice of Poland. To samo zresztą tyczy się maturzystów, którzy wybierają kierunki studiów na chybił trafił, tak jak jeden z moich uczniów, który po długiej chwili namysłu stwierdził, że „ekonomia to dziedzina nauki o otaczającym nas świecie”. Notabene, z pierwszą sesją poradził sobie bez problemów.
Poniżej filmik nakręcony przez CzyliSatyra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.