Żart z brodą / O wyższości zarostu męskiego nad damskim

5 Cze

Żart z brodą

Przebojów w 2013 roku znalazło się parę. Dla zapatrzonej w szatana młodzieży było dużo dobrego black-metalowego, dla zapatrzonej w Zachód młodzieży była jakaś tam BOKKA, dla młodzieży zapatrzonej w siebie był Dawid Podsiadło.

Było coś dla tych, którzy muzykę lubią, było też coś dla tych, którym jest obojętna, ale tak naprawdę liczyły się tylko dwa utwory. Najpierw wesela od Zakopanego po Hel rozbrzmiewały „Bałkanicą” zespołu, który kiedyś był Piersiami z natury, a teraz tylko z nazwy. Krótko potem cała Polska podśpiewywała pod nosem o wyższości dziewcząt rasy słowiańskiej nad całą resztą, w rytm „My Słowianie” autorstwa Słowianina Donatana i urodziwej Panny Cleo.

I na ten utwór warto by zerknąć, kiedy kurz bitewny już opadł, bo przypadek to dość ciekawy.

„My Słowianie” to hit nad hity. Na dzień dzisiejszy nastukał 41 mln kliknięć na YouTubie, co nie dokładnie wiadomo co oznacza, ale jest miernikiem imponującym. Jako piosenka jest nawet, nawet możliwa – słyszałem gorsze hity. Wiadomo, że do stania się hitem utwór potrzebuje przede wszystkim szczęścia, ale parę dodatkowych elementów też się przyda. Te pozostałe elementy w „Słowianach” były idealnie na miejscu. A więc: przaśny, ale dopuszczalny o 17.15 po Teleexpresie erotyzm – jest.

Młode Panny ubijają masło, piersi im się z zza sukien wylewają, nogami wokalistka drapieżnie wymachuje. Po drugie: rys lokalny – jest. Rzeczone nogi wokalistki wymachują zza spódnicy inspirowanej designem jak za Piasta, rzeczone panny masło ubijają w chacie drewnianej, której 97% Polaków nigdy na oczy nie widziało.

Babuszka typu staropolskiego zadowolona się kiwa do rytmu, a na ścianach pobielonych haftowane makatki wiszą. Z polskością to to niewiele wspólnego ma (a przynajmniej takiej Polski na oczy nie widziałem), ale miło i swojsko się kojarzy. No i po trzecie: tekst prosty, niepolaryzujący, nikomu nie wadzący – jest. Mógłby być bardziej imprezowy, ale to już załatwiła „Bałkanica”, więc niech i będzie o tych Słowiankach, co to podobno ruszają się jak żadne inne.

Koniec końców otrzymujemy piękny hit – skoczny, radosny, i do tańca i do różańca.
Jeszcze wyraźniej widać kunszt hitotwórczy Pana Donatana dzisiaj, z perspektywy jego najnowszego dzieła, które popełnił pospołu z Panną Cleo. Nagrali utwór o dość wieloznacznym tytule „Cicha woda”.

Dla leniwych, którzy YouTube’a nie odpalą krótkie streszczenie – impreza pełna wysoko postawionych szych – alkohol się leje, mięsiwo jest konsumowane. Jakby ktoś w moralności tych ludzi się nie rozeznał, to po stole pełza jako podpowiedź wąż. Zaproszona do zabawiania gości śpiewaniem Cleo szybko traci daną artystom cierpliwość i bierze się za wymierzanie zgromadzonym janosikowej sprawiedliwości. Pomęczy, pomęczy, a potem zastrzeli. Z tekstu wywnioskowałem, że chodzi o ten lud uciśniony (tytułowa „cicha woda”), który nie da się gnębić i powstanie przeciwko tłustym od zrabowanych dukatów politykom. Pewne niedociągnięcia natury logicznej mnie zwiodły, ale taki przekaz odczytałem.

Najpierw więc Pan Donatan uskuteczniał ludową fiestę i hasał po polu ludowego erotyzmu, a teraz rzeź galicyjską urządza – prawdziwa lekcja polskiej historii. Nie tędy jednak droga – hit, jeśli ma być hitem, musi być apolityczny, neutralny, przyziemny i prosty. Hopsa-sa, Panno Krysio, zapraszam do oberka. A nie polityka, bo to wtedy wesele się kończy – szwagier ze stryjkiem za łby się wezmą i przekomarzać się zaraz zaczną, który to bliżej prawdy stoi. Tutaj zmysł Pana Donatana odrobinkę zwiódł. Chyba poczuł zew przodków i na barykady chce lud ciągać. Ale albo jedno albo drugie. Albo polityka albo zabawa do rana. Środkiem iść się nie da.

Więc niechże lepiej wróci do pseudo-słowiańszczyzny, która mu tak dobrze wychodzi, choć eurowizyjnym jurorom nie do końca się spodobała.

O wyższości zarostu męskiego nad damskim

Ledwo bitewny, eurowyborczy kurz opadł, a już wszyscy u nas zapomnieli o głównym laureacie ostatniego Konkursu Eurowizji. Również dwutygodniowe zamieszanie medialne na temat Conchity Kiełbasy (takie podobno było życzenie, aby ten pseudonim tłumaczyć na różne języki) zupełnie ucichło. Ale niemal wszyscy, zarówno wyjadacze muzycznej branży, jak i felietoniści wszystkich kolorów tęczy, zdążyli się na ten temat wypowiedź.

Nasze uwagi są zatem nie tylko spóźnione, ale wręcz nie na czasie.

Przebywałem niedawno w Danii, gdzie zacne międzynarodowe towarzystwo debatowało o przyszłości europejskiej branży uzdrowiskowej. Jednak przy wieczornej kolacji przypomniano sobie nagle kopenhaskie zmagania eurowizyjne i zadbany zarost zwyciężczyni (zwycięzcy?) tego festiwalu. Młoda Austriaczka, siedząca przy naszym stoliku, nieco skonfundowana, a nawet speszona, oznajmiła nagle, że ona wcale dumna z takiej reprezentacji nie jest i uważa, że zwycięstwo w festiwalowych zmaganiach powinna zapewniać piosenka i jej wykonanie, a nie kontrowersyjne, choćby najciekawsze nawet przebranie. I że jej młodzi austriaccy przyjaciele nie traktują tej nagrody zbyt poważnie, uważając, że wykonawca, bazujący głównie na scenicznym, nieco skandalizującym wizerunku nie jest żadnym „bojownikiem o tolerancję”, ale raczej wyrachowanym wykonawcą estradowym, wykorzystując w przemyślany sposób media oraz eurowizyjne wydarzenie do zaistnienia w branży.

Z drugiej strony trudno mieć do niego o to pretensję, skoro jego działania zakończyły się przecież ostatecznie spektakularnym sukcesem. Osobiście nie sądzę jednak, aby nagrodzona piosenka stała się jakimś wielkim, międzynarodowym hitem. Nie broni się bowiem ani oryginalnością, ani jakimś specjalnie wybitnym wykonaniem.

Ale skoro wciąż budzi w Polsce tak wiele komentarzy, może warto do niej powracać i przywoływać jako symbol i przykład, no właśnie – czego? Pewnego kiczu scenicznego, jak chcą jedni? Polskiej nietolerancji i braku zrozumienia dla odmienności, jak chcą inni? A może raczej wymyślonej kreacji muzycznej i scenicznej, która okazała się pułapką zarówno dla jednych i drugich?

Może najtrafniejszą diagnozę dają parodie kabaretowe tego występu, tak chętnie oglądane w internecie?

Politycy (nie tylko zresztą polscy, bo wystarczy przypomnieć rosyjskie reakcje) wykorzystali swój moment, ośmieszając się śmiertelnie poważnymi komentarzami na temat czegoś, co nie powinno być przedmiotem ich komentarzy. Ale każda okazja dobra, aby zaistnieć w mediach, zwłaszcza przy okazji jakichkolwiek wyborów, w tym wypadku europarlamentarnych.

Ci, którzy przemilczeli wypieszczony zarost Conchity i nie zabierali głosu na ten temat – wybrali chyba najrozsądniej. Austria, którą trudno posądzać o rolę lidera obyczajowych przemian, podobno pokochała Conchitę, choć wierzę również, że ten wybuch uczucia jest bardziej na pokaz i na wyrost, niż mogłoby się przeciętnemu obserwatorowi wydawać. Trudno się bowiem nie cieszyć z eurowizyjnej wygranej, bo zawsze to przecież chwila triumfu nie tylko konkretnego wykonawcy, ale i kraju, które oficjalnie reprezentuje.

Czy warto zatem wracać jeszcze raz do tego tematu, o którym większość już zapewne zapomniała? Może jednak warto, aby zastanowić się jak długo potrwa taka muzyczna kariera, zbudowana z premedytacją na męskim zaroście, kontrastującym z damskim przebraniem? Nie chcę być prorokiem, ale wiele wskazuje na to, że taki pomysł tak samo jak szybko wyniósł na eurowizyjny szczyt, równie szybko może pogrzebać estradowa karierę Conchity Wurst. Chyba, że zrobi on (ona) krok dalej i zgoli swój zadbany zarost, aby zachwycać swoim głosem i piosenkami, a nie sceniczną kreacją.

 

tadeusz_fulekTadeusz Fułek (rocznik 1986) absolwent kulturoznawstwa na poznańskim Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, z pochodzenia sopocianin, mieszka w Warszawie, pracuje w agencji reklamowej „Grey”. Swoje teksty drukował m.in. w „Machinie” i „Wysokich obcasach” oraz na portalach internetowych. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa. tadeusz.fulek@gmail.com

wojciech_fulekWojciech Fułek (rocznik 1957) sopocianin od zawsze i na zawsze, jak stąd wyjeżdża to nigdy na długo. Człowiek wielu zawodów i umiejętności, z zamiłowania – publicysta, dziennikarz, pisarz, poeta. Autor m.in. historii mola sopockiego, Opery Leśnej i wielu innych książek, tekstów piosenek, scenariuszy filmów dokumentalnych, sztuk teatralnych i słuchowisk oraz szczęśliwy trójki synów.
wojciechfulek@kochamsopot.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.