Ucieczki morskie z PRL. Pod tirem przez Bałtyk

26 Maj

Do zupełnie nieprawdopodobnych należy ucieczka braci Zielińskich. Chłopcy, z których starszy – Adam miał 15 lat (był uczniem drugiej klasy technikum), młodszy – Krzysztof, lat 13 (uczęszczał do ostatniej klasy szkoły podstawowej), jak wszyscy młodzi ludzie marzyli o przygodach, poznawaniu świata i zwiedzaniu innych krajów, szczególnie tych, do których dostęp nie był łatwy. Być tam, gdzie wszyscy żyją w dobrobycie, gdzie nie brakuje czekolady i pomarańczy – to kusiło młodych i uruchamiało wyobraźnię.

Wprawdzie, w domu rodzinnym nie brakowało chleba i miłości rodziców, (pochodzili z rodziny wielodzietnej), ale wszystko wydawało się im szare i zwykłe. Pomysłodawcą tej „wycieczki – ucieczki” był starszy z braci, Adam. Młodszy, Krzysztof od razu bardzo zapalił się do urzeczywistnienia pomysłu. Przygotowania nie były trudne. Bracia wypłacili swoje oszczędności ze Szkolnej Kasy Oszczędności (podrabiając podpis ojca i matki), zrobili kanapki na drogę i napisali do rodziców list. List zatytułowali „Kochani tato i mamo”. Pisali w nim, że wyjeżdżają nie dlatego, że w domu było im źle. Przepraszali za kłopot i przykrości, które sprawią rodzicom i prosili, by nie zawiadamiali milicji.

Adam i Krzysztof wyruszyli w drogę 23 października 1985 r. W nocy z Żyrakowa koło Dębicy, gdzie mieszkali, ruszyli autobusem do Tarnowa. W Tarnowie kupili bilety do Warszawy i przesiedli się na pociąg. Zamierzali niepostrzeżenie przedostać się na lotnisku Okęcie na jakiś samolot lecący najlepiej do Ameryki. Gdy tam dotarli musieli zmienić plan, gdyż całe lotnisko było obstawione wojskiem i milicją. Zdecydowali: „jedziemy do Świnoujścia. Dostaniemy się do Szwecji”. Z Warszawy wyruszyli pociągiem do Szczecina, a następnie do Świnoujścia. Tam zaczaili się na parkingu tirów. Obserwując przyjeżdżające ciężarówki wybrali tę, która miała odpłynąć promem następnego dnia rano. Noc zamierzali spędzić w pobliżu dworca kolejowego, aby nie zwracać na siebie uwagi. Niestety, śpiących chłopców wypatrzył patrol WOP i chciał ich od razu przekazać milicji. Adam, nie tracąc zimnej krwi podziękował wopistom za przebudzenie i przekonał ich, że czekają na pociąg do domu. Wopiści przejęli się opieką nad młodocianymi. Towarzyszyli im przy zakupie biletów i wejściu do pociągu, który odjechał w kierunku rodzinnych stron chłopców. Na najbliższej stacji Adam i Krzysztof wysiedli, pieszo wrócili na parking i ukryli się w naczepie wcześniej upatrzonego tira. Do odjazdu ciężarówki w sobotę, 26 października, czyli pół nocy i cały następny dzień przeleżeli w kryjówce. Mieli szczęście, gdyż tego dnia rozchorowały się psy tropiące nielegalnych „pasażerów na gapę”. Odprawa przebiegła bez zakłóceń i prom wreszcie ruszył. Cały rejs bracia spędzili w kryjówce, nie wychodząc z niej ani na chwilę. Wieczorem dopłynęli do portu Ystad. Tam, wydostali się z kryjówki i zziębnięci, głodni błąkali się po mieście, aż zatrzymała ich szwedzka policja. Podczas przesłuchania w komisariacie chłopcy poprosili o azyl.

Tymczasem w domu Adama i Krzysztofa, w Polsce, rodzice mimo rozpaczy i strachu o synów zgłosili na milicję zaginięcie chłopców dopiero w niedzielę 27 października. Milicjanci potraktowali zgłoszenie dość lekceważąco, nawet nie sporządzili notatki służbowej. Rodzice i szkoła interweniowali więc w Rejonowym Urzędzie Spraw Wewnętrznych, tam także nie znaleźli pomocy. 2 listopada Józefa i Tadeusz Zielińscy otrzymali z ambasady szwedzkiej w Warszawie list z informacją, że chłopcy cali i zdrowi przebywają w Szwecji. W Polsce rozpętała się burza, władze domagały się „zwrotu bezprawnie przetrzymywanych” dzieci. Argumentowały, że „wyrządza się im krzywdę wychowawczą”. Wywierano na rodziców nacisk, aby podpisali żądanie powrotu dzieci do ojczyzny (było to niezbędne do wniosku o ekstradycję). Józefa i Tadeusz Zielińscy uspokojeni, że dzieciom nie stało się nic złego doszli do wniosku, że synowie sami powinni decydować o swoim losie. Spowodowało to, że postanowieniem Sądu Rejonowego w Dębicy, z dnia 22 listopada 1985 r. oboje: Tadeusz i Józefa zostali pozbawieni praw rodzicielskich do Adama i Krzysztofa. Tymczasem chłopcy przebywali w Oxeleseund, w obozie przejściowym położonym 100 km. od Sztokholmu. W Szwecji toczyła się batalia o ich losy. Szwedzki Urząd Imigracyjny wychodził z założenia, że powołując się na międzynarodowe regulacje należy chłopców odesłać, aby połączyć ich z rodziną. Wieść o pozbawieniu J. T. Zielińskich praw rodzicielskich nad małoletnimi Adamem i Krzysztofem zadecydowała o ich losie, 19 grudnia 1985 r. rząd szwedzki Olofa Palmego postanowił, że chłopcy zostaną w Szwecji. Adam i Krzysztof trafili do polskich rodzin zastępczych, byli w częstym listownym kontakcie z rodzicami w Polsce, a po roku przeprowadzili pierwszą rozmowę telefoniczną z rodziną w kraju.

Obaj wyrośli na porządnych ludzi. Dalej mieszkają w Szwecji, Adam jest inżynierem i pracuje jako kierownik zaopatrzenia w firmie produkującej piece przemysłowe. Ożenił się i ma dwóch synów. Krzysztof wybrał karierę naukową, skończył studia ekonomiczne i dziś zajmuje się rynkami finansowymi pracując w Centrum Badań nad Europą Wschodnią na Uniwersytecie Sztokholmskim.

Należy jeszcze dodać, że w 1989 r. na motywach historii ucieczki Adama i Krzysztofa Zielińskich powstał film Macieja Dejczera pt. „300 Mil Do Nieba”. Cieszył się dużą oglądalnością i zebrał wiele nagród, w tym statuetkę Felixa dla najlepszego młodego kina europejskiego.

Zarówno film, jak i prawdziwa ucieczka kilkunastoletnich chłopców po dziś dzień poruszają nasze serca. Wszyscy – dorośli i dzieci mamy marzenia, ale ci chłopcy: mieli odwagę i determinację, by swoje marzenia zrealizować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.