„Trucizna teatru” (RECENZJA)

1 Lut

Czy to życie jest teatrem? Czy teatr życiem? Gdzie na scenie kończy się fikcja, a zaczyna rzeczywistość? Na scenie gdyńskiego Centrum Kultury odbyła się premiera spektaklu „Trucizna teatru” w reżyserii Anny Zagórskiej. Widzowie mieli świetną okazję zastanowić się głębiej nad siłą teatralnej iluzji jak też pomyśleć o aktualności słów wielkiego klasyka, Williama Szekspira „świat jest teatrem, aktorami ludzie”.

Spektakl, w kameralnej formie, opierając się na dialogu tylko dwóch aktorów, osadzony w tylko jednej niewielkiej przestrzeni, jest naładowaną emocjonalnie dywagacją na temat roli teatru w życiu społeczeństwa. Należy jednak pamiętać, że to jednak tylko punkt wyjścia, bo bohaterowie nie roztrząsają samej istoty wcielania się aktora w rolę.

Głównym tematem są rozważania dotyczące ról społecznych jakie pełnimy my wszyscy –życia w maskach, udawania, niepotrzebnego patosu wcielanego w życie, które jest wszak niezwykle proste: narodziny–życie–śmierć. Taką właśnie tezę próbuje udowodnić Markiz na zasadzie analogii między życiem, a sceną, bo czyż nie każdy człowiek jest aktorem na scenie jaką jest otaczająca go rzeczywistość?

Na spotkanie z Markizem zostaje zaproszony znany aktor – Gabriel de Beaumont. Już od samego początku gospodarz prowadzi ze swoim gościem swoistą grę. Nakłada różne maski i bada reakcje aktora. Markiz jaw się jako typowy przedstawiciel swojej oświeconej epoki. Neguje, kwestionuje przyjęte status quo, nie boi zastosować manipulacyjnych sztuczek, aby tylko sprawdzić czy jego założenia są słuszne. Jest reżyserem, tworzy własną wizję przedstawienia jakim jest spotkanie z zaproszonym aktorem.

Gabriel de Beaumont z okrytego chwalą i zaszczytami aktora nagle zmienia się w przerażonego sytuacją, w której się znalazł, aktorzynę. Poddaje się manipulacjom Markiza, staje się bezwolny, daje się prowadzić Markizowi. Z pełnego werwy i animuszu artysty przeistacza się w człowieka, który staje w obliczu prawdziwego zagrożenia życia. Markiz prosi aktora o „przysługę” . Chce, aby wystąpił on w napisanej przez niego sztuce. W tekście pojawia się scena śmierci – Markiz tak manipuluje Komediantem, że ten w pewnej chwili nie musi odgrywać i udawać, że umiera, bo wierzy, że sam za chwile umrze. Jest pewien, że wypił zatrute wino.

Czy w takiej sytuacji aktor wciąż gra? Czy czytany przez niego tekst zyskuje wtedy na wiarygodności? Kim jest Gabriel? – człowiekiem, który udaje czy aktorem, który naprawdę przeżywa? Widz sam musi sobie na to pytanie odpowiedzieć. Niezwykle cienka jest granica między fikcją, a prawdą.

Charyzmatyczni aktorzy, którzy wcielili się w główne role: Cezary Morawski jako Komediant i Stanisław Górka jako Markiz, grają na najwyższym poziomie. To oni są największą siłą spektaklu – trzymają szybkie, mocne tempo, dopełniają się nawzajem kreując przy tym dwie silne osobowość. Sami stają się najlepszym dowodem na to jak ważna jest rola teatru w naszym codziennym życiu. Jak bardzo go potrzebujemy, aby uświadomić sobie, że wszyscy nosimy maski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.