Stocznia nie zaśnie

9 Lut

W jednym z przebojów wokalista grupy The Shipyard śpiewa, że „stocznia nigdy nie śpi”. Dzięki powstającemu właśnie klubowi B90 te słowa już niedługo mogą nabrać zupełnie nowego znaczenia.

O tym, że pozostałości Stoczni Gdańskiej są wprost idealną przestrzenią do działań artystycznych i koncertowych, nie trzeba nikogo przekonywać. Wcześniej na tym obszarze funkcjonowała Kolonia Artystów, a obecnie z powodzeniem działają Instytut Sztuki Wyspa oraz Buffet. Klub B90, którego otwarcie zaplanowano na czerwiec, może sprawić, że teren Stoczni Gdańskiej wkrótce stanie się najważniejszym punktem na muzycznej mapie Trójmiasta.

Za inicjatywą stoi Arkadiusz Hronowski: wieloletni szef Spatifu i organizator zeszłorocznego festiwalu Soundrive. Miejsca na nowy lokal szukał najpierw w Sopocie i Gdyni, ostatecznie padło jednak na Gdańsk. – Znajomi zasugerowali mi stocznię, co w ogóle nie przyszło mi do głowy, bo sądziłem, że jest ona w rozsypce organizacyjnej. Okazało się jednak, że teren jest zarządzany w sposób całkiem sensowny – mówi.

Wnętrze hali 90b podczas ubiegłorocznego festiwalu Narracje (fot. J. Sopiński)
Wnętrze hali 90b podczas ubiegłorocznego festiwalu Narracje (fot. J. Sopiński)

Obiekt, w którym powstanie klub, to licząca 1600 m2 powierzchni hala 90b. Miejsce gościło już artystów: odbywał się tutaj festiwal Alternativa, prezentowano też jedną z instalacji przygotowanych w ramach ubiegłorocznych Narracji. Docelowo może zmieścić się tutaj nawet 1500 osób. Hronowski zapowiada, że zamiast inwestować w wystrój, woli skoncentrować się na przygotowaniu perfekcyjnego nagłośnienia.

Nagłośnienie było punktem wyjścia całego planu – tłumaczy. – Kluby koncertowe to miejsca, w których najważniejszy jest dźwięk, a nie to, jakie kafelki zostały użyte w toaletach. Część ludzi w tym kraju o tym nie wie, a 90% klubów w Polsce nazywa się koncertowymi tylko z nazwy. Dźwięk jest po prostu do bańki, a powinno być odwrotnie. To tak, jakbyś przyszedł do restauracji z połamanymi sztućcami i talerzami.

W klubie ma odbywać się 150 koncertów rocznie. Będą to przede wszystkim alternatywne zespoły sprowadzane z Zachodu, chociaż nie zabraknie też miejsca dla debiutantów. Młode kapele, które przejdą selekcję na portalu Soundrive, będą miały szansę zagrać na Soundrive Stage. Wystąpią w ramach organizowanych trzy razy w tygodniu cykli koncertowych. Debiutanci, w przeciwieństwie do wielu innych lokali, będą zawsze wynagradzani za swoje koncerty. W planach jest również wydawanie comiesięcznej EP-ki z muzyką grających w klubie zespołów.

Artyści z wyższej półki występować będą na B90 Stage. – Scena będzie przygotowana na to, żeby przyjąć zespoły pokroju Queens of the Stone Age i mówię to zupełnie poważnie – zapowiada Hronowski. – Będzie mi miło, jeżeli w najbliższych latach uda się zaprezentować na przykład Davida Byrne’a, Motorhead, Ultravox, Laurie Anderson czy Skunk Anansie.

W murach B90 odbędzie się także kolejna edycja Soundrive, zaplanowana na 16-17 sierpnia. Festiwal zmieni w ten sposób charakter z plenerowego na klubowy.

Niestety, w tym roku za główny drenaż kieszeni polskich festiwalowiczów odpowiedzialny będzie Open’er. Ci, którym jeszcze coś zostanie, może pojadą na Offa, a pozostałe imprezy będą miały duże kłopoty frekwencyjne – mówi Hronowski. – My natomiast postanowiliśmy stać się imprezą niszową, tak jak podobne imprezy robione w wielu krajach świata w przestrzeniach industrialnych. Będzie można spacerować po całym obiekcie, tyle że w przestrzeni zamkniętej. Ma to dobre strony, bo lato w Polsce jest jesienno-zimowe.

Pierwszą edycję festiwalu Soundrive zorganizowano w lipcu 2012 roku

Na razie ogłoszono jedynie kilku spośród trzydziestu festiwalowych wykonawców. Do Gdańska przyjadą brytyjskie Toy i Cold Pumas, hiszpański Pegasvs, szwedzki The Janitors oraz belgijski The Hickey Underworld. B90 ma stać się stałą lokalizacją wszystkich kolejnych edycji Soundrive.

Czy w Trójmieście faktycznie jest jeszcze miejsce na kolejny duży klub koncertowy? – Klubów, nazwijmy to, muzycznych jest tutaj sporo. Ale czy każdy z tych klubów zasługuje na bycie klubem muzycznym? – pyta Hronowski. – Większość klubów, które starają się grać koncerty, nie jest do końca konsekwentna. Ta konsekwencja powinna moim zdaniem polegać na tym, żeby klub stricte muzyczny zajmował się działalnością koncertową przez większą część tygodnia. Właśnie ona, a nie sprzedaż alkoholu, powinna być priorytetem. W większości klubów koncerty odbywają się jednak raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie, a w niektórych przypadkach nawet raz na miesiąc. Czasami jest tak, że klub, który słynie z tego, że jest dyskoteką, robi nagle koncert Brodki, bądź jakiegoś undergroundowego zespołu, bo akurat ktoś dogadał się po koleżeńsku. Brakuje identyfikacji, a mi chodzi właśnie o to, żeby ludzi przyzwyczaić – deklaruje.

Więcej informacji o B90 znajdziecie na stronie klubu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.