I chciałaby, i się nie boi, czyli bunt nowoczesnej pensjonarki. Wywiad z poetką Ewą Poniznik

9 Sie
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Print this page

Z młodą, debiutującą na trójmiejskiej scenie literackiej autorką rozmawiam po ogólnopolskim konkursie „Noc Poetów” w Chojnicach, gdzie jej wiersz „Śluby na niby” zajął trzecie miejsce.

Sylwia Waszewska: Niedawno wróciłaś do Gdańska po półrocznym pobycie na stypendium w Moskwie. W jaki sposób ten czas wpłynął na Twoją twórczość?

Ewa Poniznik: Jest to kolejny, istotny jej etap. Staram się, aby moje wiersze były bardziej dopracowane, zarówno jeśli chodzi o warstwę językową, stylistykę, jak i treść. Podczas pobytu w Moskwie napisałam kilka wierszy, niekoniecznie o tęsknocie za ojczyzną (śmiech), aczkolwiek i ten wątek się nieznacznie zarysował. Zaczęłam też tłumaczyć swoje stare teksty na język rosyjski, choć nie jest to tak łatwe, jak mi się na początku wydało.

Studiujesz filologię rosyjską, masz białoruskie korzenie, publikujesz w tamtejszych czasopismach literackich. Czy Europa Wschodnia jest istotnym komponentem Twoich wierszy?

Kilka moich wierszy przetłumaczono w dodatku do „Nowego Czasu”: „Literaturnaja Biełaruś”. Europa Wschodnia nie wpływa jednak na kształt czy treść moich tekstów. Sama natomiast zainteresowałam się poezją białoruską. Szczególnie zafascynowała mnie współczesna poetka Walżyna Mort.

W marcu ukazał się Twój debiutancki zbiór wierszy „Czas teraźniejszy niesumienny”. Jakie uczucia towarzyszyły wydaniu?

Negatywne. Wystarczy spojrzeć na jakość wydania. Dotychczas ukazały się dwie recenzje: Piotra Wiktora Lorkowskiego i Sławomira Płatka. Obydwaj krytykują stronę wydawniczą. I mają rację. Jeśli będę miała kiedyś okazję wydać tomik, dopnę wszystko na ostatni guzik. Uczę się na błędach. Co do wierszy z „Czasu teraźniejszego…”, to na dzień dzisiejszy z osiemnastu wykreśliłabym piętnaście.

Krytycy określają bohaterkę Twoich wierszy mianem „nowoczesnej pensjonarki”. Czy według Ciebie jest to trafne sformułowanie? Co ono oznacza?

Dla mnie jest to oksymoroniczne pojęcie. Najlepiej zacytować tu słowa Piotra Wiktora Lorkowskiego: „Nowoczesna pensjonarka i chciałaby, i się nie boi. Zuchwała jest. Śmiała. Zdecydowana na przygodę. Budzi odruchową sympatię, gdy umie się cieszyć spełnionym kochaniem, i szczery żal, kiedy ulega rozpadowi związek ciał nie całkiem obcych. Coraz lepiej rozpoznaje swoją kobiecość. Czerpie z niej siłę do rozważania kwestii naprawdę ryzykownych, takich jak choćby wzajemna relacja erosa i sacrum”. Myślę, że tu znajduje się kwintesencja tego pojęcia i nie trzeba nic więcej dodawać.

W Twojej poezji sfera erotyczna jest bezpośrednio związana z sacrum. Wielu katolików mogłoby odbierać te wiersze jako obrazoburcze. Czy spotkały Cię z tego powodu nieprzyjemne sytuacje?

Nie spotkałam się jeszcze z zarzutami pod moim adresem. Nawet jeśli ktoś krytykował moje wiersze, była to krytyka uzasadniona. Ze względów bezpieczeństwa oraz z szacunku, występując podczas Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej, postarałam się o odpowiednią selekcję utworów. Zostałam pozytywnie przyjęta.

Czy uważasz zaklasyfikowanie Twojej poezji do grona „przeklętej” za słuszne? Jakie widzisz podobieństwa pomiędzy tym co tworzysz, a dorobkiem np. Rafała Wojaczka, Sylvii Plath, Dylana Thomasa?

Myślę, że ktoś, kto będzie czytał i interpretował moje wiersze za jakieś pięćdziesiąt lat (co na dzień dzisiejszy wydaje mi się niemożliwe), przyporządkuje mnie do jakiejś grupy. Ja nie chcę siebie samej szufladkować, a z wymienionych poetów poza Wojaczkiem czytałam niewiele. Nie doszukuję się tutaj żadnych istotnych podobieństw.

Krytyk literacki, Sławomir Płatek, porównuje Cię z Haliną Poświatowską. Jej wpływy widoczne są zwłaszcza w Twoich wcześniejszych wierszach. Co zawdzięczasz kultowej poprzedniczce?

Poświatowska była jednych z pierwszych poetek, którą zaczęłam czytać. Przez długi czas poezja do mnie nie trafiała, nie interesowałam się nią. Po warsztatach literackich, urzeczona lekturą Poświatowskiej zaczęłam stawiać nieśmiałe kroki na scenie poetyckiej. Do dziś jest mi ona bliska i nie wstydzę się tego, że czytam jej wiersze, aczkolwiek moimi pierwszymi, napisanymi w znaczącej mierze pod jej wpływem nie chciałabym się chwalić (śmiech).

Jakie sytuacje i miejsca uruchamiają Twoją wyobraźnię poetycką?

Dworce, łóżko (bez jakichkolwiek podtekstów), praca w sklepie, nudne zajęcia na uczelni. A z sytuacji, wymienić mogę: rozczarowania, złość, zawody miłosne (śmiech).

Czy Twoje wiersze są wynikiem błysku inspiracji? Poprawiasz je później, znacząco przerabiasz?

Bardzo rzadko poprawiam swoje wiersze. Jeśli już, są to pojedyncze słowa lub wersy. Czasem napisanie wiersza samo do mnie przychodzi momentalnie, w najmniej oczekiwanej sytuacji, czasem pracuję nad tekstem przez kilka tygodni, a czasem przez kilka miesięcy nic nie piszę.

Czy planujesz w przyszłości pisać prozę?

Jeśli do tego dojrzeję, to tak. Na razie moje słownictwo jest zbyt ubogie i nie czuję się na siłach. Jeśli nie będę w stanie napisać już ani jednego wiersza, spróbuję swoich możliwości w tej dziedzinie.

Dziękuję za rozmowę.

Ewa Poniznik jest absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie Gdańskim, obecnie studiuje również filologię rosyjską. Dotychczasowe osiągnięcia: 2009 – laureatka IV edycji konkursu poetyckiego wydawnictwa Black Unicorn, 2010 – wyróżnienie w IX Wielkim Poetyckim Praniu w Cafe Strych w Gdyni, zwycięstwo w Turnieju Jednego Wiersza – Wielka Promocja Kobiet w Ich Święto. Niektóre wiersze zostały przetłumaczone na język białoruski. Publikowała w: gdyńskim Kwartalniku Artystycznym „Bliza” oraz białoruskim dodatku do Czasopisma Nowy Czas: „Literaturnaja Gazeta”. Wydała arkusz poetycki „Czas teraźniejszy niesumienny”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.