„Dziś każdy artysta jest alienem”. Wywiad z Patrykiem Dziczkiem

14 Sie

Jak pogodzić biznes z niepopularnym hobby, komercję ze sztuką, a związek z marzeniami o aktorstwie – opowiada animator życia kulturalnego Sopotu, właściciel kawiarni „Młody Byron”.

Sylwia Waszewska: Zatytułowałeś swój tomik „Polowanie na malinowy śnieg” – czyli pogoń za czymś nierealnym. Jednocześnie prowadzisz biznes, rozliczasz faktury, załatwiasz zamówienia. Jak godzisz ze sobą te dwa przeciwstawne światy?
Patryk Dziczek: W bardzo prosty sposób. Prowadzenie firmy nie jest wcale taką kosmiczną trudnością, jak się wielu osobom wydaje. Posiłkuję się pomocą żony i pracowników, pozostawiając sobie jednocześnie artystyczną przestrzeń.
Skończyłeś AWFiS, z wykształcenia jesteś instruktorem narciarstwa i trenerem piłki nożnej. W jaki sposób poezja zagościła w Twoim życiu?
Jeden z profesorów powiedział mi, że sport jest wychowaniem duszy poprzez ciało. Każda zdrowa rywalizacja, każda chęć zwycięstwa, kreowanie zasad fair play, przystosowanie do życia w społeczeństwie, a sportach indywidualnych – nauka samozaparcia… Sport nauczył mnie ogromnej otwartości na drugiego człowieka, co bardzo przydaje się w poezji.
Jakie były początki „Młodego Byrona”? Jak się tutaj znalazłeś?
Przypadkiem. Dworek Sierakowskich był remontowany przez półtora roku, zmieniała się dyrekcja. Organizowano przetarg na prowadzenie kawiarni artystycznej. Ucieszyłem się, że nie szukali zwykłego restauratora albo sprzedawcy hot-dogów. Wcześniej organizowałem niszowe wydarzenia artystyczne, prowadziłem kawiarnię na Politechnice Gdańskiej, więc może dlatego zaufano tak młodej osobie, że nie zepsuję tego miejsca na potrzeby komercyjne albo tylko konsumpcyjne. Pozwolono mi na spontaniczność i pomysłowość.
Twoim zamiarem było stworzenie miejsca neutralnego, jednoczącego ludzi z różnych dziedzin sztuki, ponad podziałami na artystów gdańskich, sopockich, gdyńskich. Czy z perspektywy czasu oceniasz, że to Ci się udało?

Myślę, że tak po prostu jest. Zawsze ciekawiło mnie, co np. aktorzy myślą o poetach, jak interpretują ich wiersze. Nie chciałbym jednak, aby to miejsce było kojarzone z jakimś nadęciem. To zwyczajne miejsce, gdzie każdy poczuje się gościem, a nie klientem, nie będzie traktowany bezosobowo, a jednocześnie, żeby nie czuł się przytłoczony przez wzniosły klimat. Turyści rzadko tu przychodzą, Monciak jest rzeką bizonów pędzących do wodopoju. Gdybym skupił się na turystach, straciłbym ludzi, którzy są zżyci z tym miejscem, lubią ciszę i spokój.
W internecie można znaleźć Twój wpis z czasów studenckich. Marzyłeś wówczas o szkole teatralnej. Czy aktorstwo nadal jest obecne w Twoim życiu?
Jest to obecnie jedna z najważniejszych sfer mojej działalności artystycznej. Występuję amatorsko w improwizacjach, stworzyliśmy scenę letnią Teatru Boto. Marzyłem o szkole aktorskiej, lecz mając 18 lat, szalenie się zakochałem i nie wierzyłem, że ta miłość może przetrwać, jeśli wyjadę do innego miasta. Hermetyczne środowisko aktorów, zajęcia do późna, całkowite poświęcenie tylko tej dziedzinie… Cieszę się bardzo, że tak się stało, bo jestem z tą kobietą do dziś, jest mamą moich dzieci. Aktorstwo było związane z chęcią bycia kimś innym, pokazania wielu twarzy, które mam w sobie.
Jeszcze nie tak dawno słowo „poeta” wiązało się ze społecznym prestiżem, szacunkiem. Dziś mam wrażenie, że jest wręcz obwarowane wstydem, zwłaszcza jeśli się jest mężczyzną. Jak myślisz, z czego to wynika i jak można się przed tym bronić?

Kiedyś nie było tak wielu rzeczy, które mogłyby absorbować uwagę w takim stopniu jak dziś, np. internet, multimedia, wyścigi, latanie w kosmos. Nie żyło się tak szybko. Artyści w czasach np. Salvadora Dali czy Hemingwaya oddawali się sztuce całkowicie, żyli nią. Dziś artysta postrzegany jest jako alien, ktoś, kto nie umie przystosować się do życia. Skrobnął sobie dwie książki, nikt nie wie, o co mu chodzi i jeszcze chce za to kasę. W naszych czasach chodzi o dobrobyt, wyssanie wszystkich soków z życia, które mamy, o pieniądze – żeby dobrze mieszkać, szybko jeździć, dobrze wypoczywać, jeść, wyglądać. Wszystko oszalało, ale niech sobie szaleje… Każdy może kreować swój świat wokół siebie i nie musi koniecznie w tym uczestniczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.