Metropolia jest spoko (FOTO)

31 Gru

Maraton ponad pięćdziesięciu koncertów tegorocznej Metropolii dotarł do mety. Organizatorzy i artyści mogą odetchnąć z ulgą, a widzowie, którzy widzieli przynajmniej połowę występów, pogratulować sobie wytrwałości. Chociaż formuła i sposób organizacji imprezy ciągle spotykają się z krytyką, Larry Okey Ugwu kolejny raz dopiął swego, w ciągu zaledwie kilku dni prezentując lwią część trójmiejskiej sceny.

„Te same twarze”, „kolesiostwo” czy „mizerni artyści” to niektóre z regularnie powtarzających się zarzutów kierowanych pod adresem flagowej inicjatywy NCK-u. Nie każdemu podoba się też pomysł kilkunastominutowych koncertów. Jest w tym trochę prawdy – niektórzy artyści faktycznie pojawiają się na festiwalowej scenie zbyt często, trudno też zapamiętać zespół, który zdążył wykonać zaledwie trzy piosenki. Mimo krytyki Metropolia idzie do przodu:  nie tylko podtrzymuje wypracowany w ciągu kilku lat poziom, ale podlega ciągłej ewolucji.

Już w zeszłym roku koncertom towarzyszyły wydarzenia pozamuzyczne. Szósta edycja poszła w tym kierunku jeszcze dalej, a program wzbogaciły spektakle taneczne, debata oraz wystawa w Centrum św. Jana. Oczywiście Metropolii daleko jeszcze do festiwalu, który demokratycznie traktowałby różne gałęzie kultury. Nie ma zresztą potrzeby, żeby przyjmowała taką formę. Najważniejsza jest muzyka, prezentowana w sprawdzonych podczas minionych odsłon klubach: Parlamencie, Uchu oraz Sfinksie, do których dołączyła umacniająca swoją pozycję na muzycznej mapie Trójmiasta Desdemona.

Larry Okey Ugwu potwierdza, że Metropolia jest okey
Larry Okey Ugwu potwierdza, że Metropolia jest okey

Nie do końca demokratycznie

Jedną z podstawowych idei, leżących u podstaw Metropolii, jest różnorodność prezentowanych zespołów, rozumiana nie tylko poprzez mieszanie gatunków, ale też wykonawców doświadczonych z debiutantami. Faktycznie, już pierwszego dnia imprezy, kiedy na scenie Parlamentu występowały kolejno grupy folkowo-etniczne (Lipi & Czemuś), przeplatane z mocnym uderzeniem hardcore’u (Corpus Caedis), eksperymentalnym rockiem z elementami elektroniki (SOMA WHITE) oraz nostalgicznym, akustycznym graniem (świetne Logophonic), można było poczuć się jak w muzycznym kalejdoskopie.

Bardziej spójny charakter miały dopiero czwartkowe występy w Sfinksie, gdzie maraton żywiołowej gitarowej muzyki z kategorii indie, reggae oraz punku (Radio Bagdad, Gówno, Different, Ivan Groźny, The Sunlite Earth) dopiero pod koniec przeniósł się w rejony jazzu (Czerkas Plus Minus, Rogulus X Szwelas und Gos, doskonałe Elec-Tri-City, Leszek Możdżer), poprzedzone „buforem” w postaci szybkiego bluesa (The Moongang) i folku (Ptacy).

Muzyka rockowa zdominowała trzeci dzień imprezy, przygotowany we współpracy z Radiem Gdańsk (znany z programu „Młoda Polska Muzyka” Kamil Wicik pojawił się w roli konferansjera). „Radiowy” fragment festiwalu charakteryzowały dłuższe występy bardziej doświadczonych wykonawców (eM, Kiev Office, Towary Zastępcze z jednodniowym projektem The Końs, Olaf Deriglasoff), które pozwoliły złapać oddech przed kolejnym sprintem „piętnastominutówek” w Uchu. Sobotni wieczór był bardziej różnorodny, z wątkami elektroniki, muzyki etnicznej oraz jazzu (projekt Take it Easy Przemka Dyakowskiego), chociaż palma pierwszeństwa wciąż należała do rocka. Gdyński klub mógł także pochwalić się najlepszą frekwencją i… sporym zaniżeniem średniej wieku widzów Metropolii.

Olaf Deriglasoff wystąpił na specjalnym, jubileuszowym koncercie
Olaf Deriglasoff wystąpił na specjalnym, jubileuszowym koncercie

Wniosek? Koncerty Metropolii to – mimo zapewnień o różnorodności – przede wszystkim szeroko rozumiana muzyka z pogranicza rocka i gitarowej alternatywy. Nieco słabiej (chociaż wciąż solidnie) reprezentowane były jazz i folk, bardziej pokrzywdzeni mogą czuć się natomiast miłośnicy elektroniki, bluesa czy metalu, nie wspominając już o całkowicie nieobecnym rapie. Z drugiej strony rockowa alternatywa rozwija się w Trójmieście najbardziej prężnie, można więc przyjąć, że festiwal po prostu odzwierciedla trendy panujące na naszym podwórku.

Kowboje i worki na głowie

Metropolia to również promocja młodych, debiutujących wykonawców, którzy nie tylko nie zawiedli, ale zaprezentowali jedne z najciekawszych festiwalowych występów. Mam na myśli przede wszystkim The Sunlit Earth, Pretty Scumbags, Branches (prawdopodobnie najlepszy koncert pierwszego dnia) oraz fenomenalne post-rockowe Spoiwo (dlaczego ten zespół tak rzadko koncertuje?). Z kolei „te same twarze” z Nasiono Records (Kossakowski, Miegoń) zaprezentowały naprawdę ciekawą muzykę (z jeszcze ciekawszym wokalem – konia z rzędem temu, kto zgadnie, w jakim języku śpiewały frontmanki?) podczas występu nowego projektu Sunday Pagans.

Najwięcej „czasu scenicznego” podczas całej Metropolii dostał do dyspozycji świętujący 30-lecie kariery Olaf Deriglasoff. Nie zmarnował na szczęście ani jednej chwili, wracając do przebojów takich jak „Jesienna deprecha”, „Menda”, „Emeryten Party” czy… „Pieśń o bohaterze”, wykonana wspólnie z Tomkiem Lipińskim. Występ, któremu towarzyszyły także wątki striptizerskie oraz gościnny wokal Tymona Tymańskiego, należał do najmocniejszych (i najzabawniejszych) punktów festiwalu.

Szósta edycja imprezy to także obfitość wątków komicznych: prześmiewczy „westernowy” projekt o wiele mówiącej nazwie Otoczeni przez bydło, wystrojeni na wzór lalek Barbie muzycy zespołu CO oraz szaleństwa występującego z workiem na głowie Michała Miegonia. Metropolia 2012 zapisze się jednak w historii złotymi zgłoskami przede wszystkim dzięki duetowi Dickie Dreams Soundsystem, który zdołał przekonać do wspólnego występu… Mikołaja Trzaskę.

Michał Miegoń (Khad!Affi) w oryginalnym nakryciu głowy
Michał Miegoń (Khad!Affi) w oryginalnym nakryciu głowy

Bardzo sceptycznie odebrałem pomysł debaty poświęconej relacjom kultury i mediów. Zanosiło się na wzajemne poklepywanie po plecach oraz powtarzanie banałów. W praktyce uczestnicy dyskusji, zamiast szukać odpowiedzi na postawione przez organizatorów pytanie („Czy Trójmiasto potrzebuje dziennikarstwa poświęconego kulturze?”) spędzili większość czasu na użalaniu się nad nieszczęsnymi teatrami i filharmoniami, które przestały interesować media, nierzetelnymi recenzjami oraz… domniemanym łapówkarstwem i złą (w wykonaniu niektórych) polityką patronatów. Dyskusja ostatecznie przyniosła niemal same pesymistyczne wnioski i niewiele rozwiązań, co było zresztą do przewidzenia. Czy festiwal rzeczywiście potrzebował podobnego dialogu? Niewykluczone, chociaż może gdyby temat został dobrany trafniej, rozmowa nie sprowadziłaby się do jałowego narzekania.

Tempo oraz ilość koncertów ciągle pozostają największą wadą i jednocześnie największą zaletą festiwalu – zależy, jaki punkt widzenia przyjmiemy. Zdarzały się przypadki, kiedy podpięcie instrumentów oraz strojenie wydawały się zabierać więcej czasu, niż sam występ (Soma White). Nie jestem zwolennikiem tej formuły, ale doceniam imponującą skalę przedsięwzięcia. Pamiętajmy też, że Metropolia to nie tyle przegląd, co przede wszystkim okazja do spotkań, dyskusji i wymiany doświadczeń pomiędzy artystami oraz miłośnikami muzyki.

Podczas debaty w Desdemonie Larry Okey Ugwu przyznał, że nie jest „cudotwórcą, który zadowoli wszystkich”. I chociaż festiwal, który organizuje już szósty rok z rzędu, rzeczywiście nie jest idealny, pozostaje jedną z najważniejszych inicjatyw promocji niezależnej trójmiejskiej sceny. Innymi słowy – Metropolia jest Okey!

Dzień pierwszy: klub Parlament

Dzień drugi: klub Sfinks

Dzień trzeci: klub Parlament (dzień Radia Gdańsk)

Dzień czwarty: klub Ucho

One Reply to “Metropolia jest spoko (FOTO)”

  1. Pingback: Odliczamy dni do festiwalu Metropolia jest Okey | my3miasto.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.