Cały ten mainstream

5 Maj

Jaki poziom reprezentuje mainstream – główny nurt muzyki w Polsce? Czy młody muzyk może żyć ze swojej twórczości? Co umożliwia zrealizowanie wielu zagranicznych tras koncertowych? Na te i inne pytania dotyczące swojej twórczości odpowiada trójmiejski muzyk, autor solowego projektu Coldair oraz współzałożyciel zespołu Kyst – Tobiasz Biliński.

Jak na młodego muzyka liczba zagranicznych tras koncertowych, które masz na koncie, jest imponująca. Jaką publiczność wspominasz najlepiej?

Najfajniejsze doświadczenia mam z Niemiec, zagrałem tam sporo koncertów i na każdym było bardzo sympatycznie, choć frekwencyjnie różnie. Miło też wspominam włoską, holenderską i amerykańską publikę. Byli bardzo entuzjastyczni i naprawdę szczerze zainteresowani muzyką.

Niektórzy muzycy na możliwość zaistnienia za granicą pracują latami, a i to nie zawsze przynosi skutki. Szczęście, pieniądze, talent, ciężka praca, a może jeszcze coś innego? Co sprawia, że masz okazję prezentować się publiczności w wielu krajach Europy i Ameryki?

Szczęście na pewno odgrywa tu dużą rolę, wydaje mi się jednak, że przede wszystkim chodzi o ciężką pracę i trafienie w odpowiednie kanały promocji. Ja po prostu bardzo ostro pracowałem nad pokazaniem mojej muzyki zachodniemu odbiorcy i w pewnym stopniu to się udało. A jak już się raz tam jakoś zaistnieje, to coraz łatwiej pokazywać się ponownie. Przetarłem sobie szlaki i teraz mogę iść w tym dalej, mam nadzieję że to się uda.

Czy chciałbyś szeroko zaistnieć w, powiedzmy sobie szczerze, niezbyt ambitnym mainstreamie polskiego muzycznego rynku komercyjnego?

Trochę wywracając twoje pytanie – chciałbym, gdyby polski mainstream był dobry. Wierzę w to, że kiedyś może udać się zepchnąć obecny kiepski mainstream na niszową pozycję, na jakiej teraz jest ambitna muzyka, a te dobre zespoły pokazywać szerszemu odbiorcy. Może w pewnym sensie wręcz wychować go i pokazać, że muzyka ma wiele różnych form i nie tylko to, co słyszy się w Esce Rock, jest fajne.

Na jaką skalę chciałbyś zyskać popularność dla swojej muzyki?

Powiem szczerze, że na jak największą! Teraz to oczywiście bardzo niemodne stwierdzenie wśród tzw. niezależnych zespołów, ale założę się, że wszystkie chciałyby zapełniać wielkie sale i sprzedawać dużo płyt. Tylko to takie mainstreamowe.

Czy korzenie założonego w Norwegii zespołu mają wpływ na charakterystyczny, melancholijny styl Tobiasza Bilińskiego?

Nie mam pojęcia. Szczerze. Norwegia jakoś tam na pewno wpłynęła na mnie jako człowieka, ale nie jestem pewien, czy moja muzyka jest inspirowana tym krajem w jakikolwiek sposób. Myślę, że mój melancholijny styl wynika raczej po prostu z tego, że jestem Tobiaszem. A Tobiasz taki jest i tyle.

Coldair czy Kyst – w którym zespole bardziej realizujesz się jako artysta?

To trudne pytanie. W Kyst daję upust moim fascynacjom muzyką eksperymentalną i improwizowaną. Coldair za to pozwala mi spełniać się jako songwriter i wokalista. Jeśli miałbym wybrać tylko jedno z nich, to chyba w tym momencie wybrałbym Coldair. Choć nie jest to takie proste.

Mimo wielu sukcesów czasami spotykasz się z negatywnymi ocenami krytyków. „Bezpłciowość”, „wszechogarniająca nuda”, „niewykorzystany potencjał” to niektóre słowa użyte w recenzjach płyt Kyst i Coldair. Jak odnosisz się do takiej krytyki?

Uważam, że każdy ma swoje zdanie i szanuję je. Na początku mojej kariery muzycznej jeszcze przejmowałem się takimi zarzutami, teraz po prostu wychodzę z założenia, że każdy inaczej odbiera moją muzykę i ma do tego święte prawo. Mimo wszystko w dalszym ciągu pozytywne recenzje drastycznie przeważają nad negatywnymi, więc jest OK.

Jakie największe muzyczne marzenia, koncerty, projekty chciałbyś zrealizować?

Nie mam tak naprawdę jakichś wielkich konkretnych marzeń dotyczących muzyki, chciałbym po prostu zaistnieć szerzej na skalę światową, zagrać na takich festiwalach jak Primavera, Coachella, Roskilde czy Øya Festivalen. O, jedno marzenie wpadło mi do głowy – wydać płytę w jednej z następujących wytwórni: Sub Pop, 4AD, Secretly Canadian, Jagjaguwar, Dead Oceans, Drag City.

Czy młody, dwudziestoletni muzyk może żyć ze swojej pasji?

To zależy od tego, jaką muzykę robi. Jeśli robi taką jak ja, to krótko i zwięźle – nie. Przynajmniej nie na tym etapie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.