„Batszeba” w Teatrze Gdynia Główna (RECENZJA)

6 Gru
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Print this page

Aktorzy Teatru Gdynia Główna w najnowszym spektaklu wodzą widzów na pokuszenie. Już nie tylko pozwalają nam być bacznymi obserwatorami zawiłej, toczącej się w czasach starożytnych, historii. Dają nam prawo do wydania wyroku, zadecydowania o losie bohaterki poprzez opowiedzenie się po jednej ze stron. Czy Batszeba okazała się jedynie przebiegłą, demoniczną kobietą, która bezwzględnie dążyła do celu czy raczej ofiarą swoich czasów i kaprysu przeznaczenia? To my sami musimy odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Legenda głosi, że król Izraela, Dawid, ujrzał piękną Batszebę w trakcie nocnej kąpieli i z miejsca się w niej zakochał. Dla takiego władcy mąż wyśnionej kobiety, Uriasz okazał się tylko przeszkodą, której należało się szybko pozbyć. Do końca nie wiemy jednak czy wyrok na Uriaszu został wykonany za cichą aprobatą kobiety czy bez jej wiedzy. Wybranka króla prędko zaszła w ciąże z władcą i urodziła mu czterech synów, w tym tego, który okazał się później jego następcą, Salomona.

Choć była jedną z wielu kobiet króla, uważana była za tą najważniejszą, za królową. Była jego ostoją, powiernicą – to ona podpowiada mu w najważniejszych kwestiach. Dawid liczył się tylko z nią i z Bogiem. Batszeba czuła, że z Bogiem musi rywalizować, że jako kobieta stawiana jest automatycznie w gorszej pozycji. Swoją siłą i determinacją chciała pokazać, że się na to nie zgadza. Za swoją arogancję wobec zastanego porządku musiała jednak stanąć przed sądem.

batsz

Widzowie już na samym początku spektaklu stają się jego częścią, wcielając się w rolę ławników. Co ciekawe od razu zostają podzieleni na dwie grupy: mężczyźni siadają po lewej stronie sali, kobiety po prawej. W trakcie trwania sztuki publiczność dwa razy zostaje poproszona o dokonanie wstępnej oceny postępowania głównej bohaterki. Osoby, które uważali ją za winną mieli usiąść po lewej stronie, a ci, którzy opowiadali się za jej niewinnością, po prawej. Pierwotny podział na mężczyzn i kobiety też był znaczący. Gdy główna bohaterka zwracała się do tych pierwszych – kokietowała ich okazując swoje kobiece wdzięki. Broniąc się przed kobiecą częścią sali, odwoływała się do emocji i potężnej siły miłości.

Batszeba nie daje się jednak łatwo poddać ocenie, nie wiemy więc do końca czy jest przebiegła, czy też po prostu oddana losowi. Czy kobiecość jest jej bronią czy też brzemieniem, które wtłacza ją w określoną rolę, z której nie jest w stanie się uwolnić, choć wciąż próbuje – raniąc przy tym siebie i innych. Bohaterka opowiadając swoją historię pokazuje cały wachlarz emocji, skupiając się przede wszystkim na miłości, która nią kierowała. Jednak oskarżyciel sądowy wciąż starał się każdy jej argument zbić. To nie miłość ją niosła, lecz żądza władzy.

Najmocniejszym punktem spektaklu jest ciekawa formuła i interakcja z publicznością. Niestety momentami prowadzony jest jednak nierówno i niespójnie, pojawia się za dużo pobocznych, mniej istotnych wątków, a tragizm zaczyna dość przypadkowo przeplatać się z komizmem. Zaczyna gubić rytm, co zaburza odbiór.

Wrażenie robi za to gra aktorska Magdaleny Płanety, która wciela się w tytułową postać. Dość powoli się rozkręca, ale dzięki temu w kulminacyjnym punkcie spektaklu jesteśmy świadkami prawdziwego aktorskiego kunsztu. Nawet jeśli momentami uderza w wysokie C, Batszeba jawi się jako wielowymiarowa, przesycona emocjami i tragiczna postać. Na tym tle dość niemrawo wypada oskarżyciel, grany przez Iwo Bochata. Jego niemrawość ma jednak na celu ośmieszenie postaci, która za wszelką cenę stara się wybić bohaterkę z rytmu i nakłonić do tego, aby przyznała się do winy. Oskarżyciel, smutny pan z czarną aktówką w okularach, zdaje się być karykaturą zastanych porządków, schematów, obrońców norm i zachowań. Nawet gdy krzyczy i oskarża, jego głos jest pusty i bez wyrazu. Trochę zabrakło mi jednak energii, która w niektórych momentach powinna równoważyć się z energią Batszeby.

Czy po obejrzeniu sztuki jesteśmy w stanie w pełni zadecydować o winie głównej bohaterki? Myślę, że ile widzów, tyle opinii. Na pewno na naszą ocenę może wpłynąć wiele dodatkowych czynników, takich choćby jak płeć, światopogląd czy nawet wiek. Sam spektakl może być jednak świetnym punktem wyjścia do ciekawych dyskusji.

Autorka recenzji prowadzi bloga Kino Amator, gdzie możecie znaleźć ciekawe wywiady z interesującymi ludźmi ze świata kina. Polecamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.